W drodze cz. I

Posted by Admin on Sty 24, 2011 in Kategoria główna |

Urok argentyskiej krasuli

W połowie grudnia przybyliśmy do Rio de Janeiro. Ponownie. Przyjechaliśmy żeby spędzić tu święta Bożego Narodzenia i przywitać Nowy Rok na piaskach plaży Copacabana. I choć w  Boże Narodzenie znaleźliśmy się ostatecznie w stolicy brazylijskiego UFO- Varginha w stanie Minas Gerais, to zasadniczo plany zrealizowaliśmy. Nie mniej, zanim o tym wszystkim, cofnijmy się nieco w czasie i szybko rzućmy okiem jak w ogóle do tego doszło.

Na początku października 2010 opuściliśmy olśniewające Buenos Aires. Spędziliśmy tam prawie dwa miesiące. Niemniej jednak, w czasie pobytu w stolicy Argentyny wybraliśmy się na trzy tygodniową  wycieczkę do krainy wina, czyli prowincji Mendoza, oraz do Cordoby.

mendoza-plaza-independencia

Położona nieopodal granicy z Chile, tuż u podnóża kordyliery andyjskiej Mendoza to bez wątpienia jedno z najprzyjemniejszych miejsc do życia w Argentynie. Ośmiuset tysięczne miasto jest raczej spokojne, a jego rytm znacznie wolniejszy aniżeli Buenos Aires. Duży plac centralny plaza Independencia oraz cztery nieco mniejsze położone w sąsiedztwie kilku kwadr tworzą centrum miasta. W połączeniu z dużą ilością zieleni, niską zabudową i pięknymi dużymi parkami sprawiają, że miasto pozwala oddychać, daje poczucie swobody, niedostępnej w klasycznych betonowych dżunglach.

Mieszkańcy Mendozy cieszą się opinią jednych z najpogodniejszych i najserdeczniejszych ludzi w całej Argentynie. Zważywszy na fakt, że Argentyńczycy to zasadniczo naród niezwykle otwarty, ciepły i gościnny, pobyt w mieście staje się wielce przyjemny. Swoją fjmm-azeitonaswyjątkowość zawdzięcza również lokalnej kuchni, bodajże najbogatszej z pośród spotkanych przez nas na naszych argentyńskich szlakach (prawdziwą konkurencje stanowić może chyba tylko Posadas w prowincji Missiones i Buenos Aires, które siłą rzeczy jest pewną mieszaniną wpływów z różnych regionów, a i niejednokrotnie z zagranicy).

Na szczególną uwagę zasługują sery oraz wszelkie przetwory z owoców i rzecz jasna z oliwek. To właśnie pod Mendozą, gdzie spędziliśmy weekend na malowniczo położonej działce uciekając od skwaru panującego w mieście przyszło nam skosztować jedno z najlepszych, jeżeli nie najlepsze argentyńskie asado.

Czym jest asado? Tłumacząc najprościej to technika przyrządzania mięsa wołowego lub baraniego (wyłącznie w Patagoni- asado de cordero) na ruszcie. Jest to jednak uproszczenie idące zbyt daleko. W Argentynie bowiem, wołowina, jak i sztuka jej przyrządzania ociera się o artyzm. Zacznijmy zatem od początku. Gdy Argentyńczycy decydują się na asado, należy pamiętać o kilku kwestiach. Centralną postacią jest tzw. Asador, czyli osoba, która wszystko przygotowuje. Jego praca jest święta, nie wolno się do niej wtrącać, starać się pomagać, ani pouczać. Cokolwiek związanego z przyrządzaniem mięsa możemy uczynić wyłącznie na wyraźną prośbę asadora. Zazwyczaj to mężczyzna, przywódca rodu. Choć gwoli sprawiedliwości nadmienić muszę, iż zdarzyło nam się jeść doskonałe asado w Comodoro Rivadavia, które to wyszło z pod kobiecej ręki.

To asador wybiera mięso (choć zdarza się, że będąc zapraszanymi możemy zostać poproszeni o przyniesienie ze sobą mięsa z konkretnej części krowy), a w Argentynie to sztuka nie mała. Wyróżnia się tu bowiem, kilkadziesiąt różnych typów wołowiny. Każdy ma swoje przeznaczenie kulinarne. Jedne nadają się na duszone bitki, inne pieczone są w całości, a jeszcze inne doskonałe będą właśnie na asado. Pomyłka w tym względzie w oczach Argentyńczyka ociera się o świętokradztwo. Po wyborze mięsa i jego wstępnym przygotowaniu, przejdźmy do rusztu.

Znajduje się w ogrodzie i występuje bądź to w postaci otwartej, lub też z kominem. Zbudowany zawsze jest z gołych cegieł, przy czym w okolicach paleniska, używa się specjalnego ich rodzaju, który to znacznie lepiej utrzymuje, rozprowadza i oddaje ciepło. Pali się wyłącznie drewnem. Węgiel drzewny używany jest w Paragwaju. W Argentynie natomiast, w zależności od stopnia świadomości, jego Asado2użycie uważa się za ignorancję lub zwyczajne chamstwo. Zanim rozpocznie się pieczenie, przepala się całe kłody. Te po nabraniu szarego koloru rozbija się pogrzebaczem na bardzo drobne części. W rezultacie uzyskuje się zaledwie lekko żarzący się popiół, który pozornie nie oddaje już zbyt wiele ciepła. Każdy większy, nie przepalony dostatecznie, zbyt mocno się żarzący kawałek drewna odsuwa się na bok. Gdy asador utworzy około centymetrowej grubości warstwę popiołu, jakieś piętnaście- dwadzieścia centymetrów powyżej montuje ruszt, na który następnie wykłada mięso. Jest ono wcześniej polewane roztworem nie rozpuszczonej do końca soli morskiej. Na ruszt trafia w jednym dużym kawałku i w zależności od wielkości piecze się około pół godziny po każdej stronie. Mięso przewraca się tylko raz. Częstsze jego obracanie i w ogóle manipulowanie nim ma, według Argentyńczyków, psuć smak. Po jakiejś godzinie, asador zdejmuje pieczeń, kroi ją na drobne kawałki, a następnie serwuje swoim gościom. Do mięsa podaje się wyłącznie warzywa. Nigdy nie spożywa się go z ziemniakami czy produktami mącznymi. Zarówno jakość argentyńskiej wołowiny, jak i kilkuset letnia tradycja jej przyrządzania  powodują, że tutejsze asado ma smak nie porównywalny z niczym podobnym co zdarzyło mi się włożyć do ust. Nawet doskonała australijska wołowina nie może się równać z przebogatym i głębokim smakiem argentyńskich krasul. Jeżeli kiedykolwiek ktoś mnie zapyta jak smakuje Argentyna, bez wątpienia wskażę właśnie pieczoną na ruszcie wołowinę.

DSC_0021

O ile asado, nie jest czymś wyjątkowym w skali samej Mendozy, to z pewnością produktem unikalnym dla regionu jest wino. W samym mieście znajduje się kilkanaście doskonałych bodeg, położonych od siebie nie opodal, co stanowi doskonałą okazję na wycieczkę rowerową. Pedałujac wśród okalających drogę winnic, dla których granicą jest rozciągająca się na horyzoncie, potężna kordyliera andyjska, odwiedza się jedną winiarnię za drugą odkrywając doskonałe wprost smaki. Pomimo, iż w Argentynie uprawia się najpopularniejsze (przynajmniej w Europie)szczepy, to region Mendozy wyspecjalizował się w nieropowszechnionym na Starym DSC_0006Kontynencie- Malbec. Każda bodega za punkt honoru stawia sobie wytworzenie jak najlepszego wina z tego właśnie sczepu. Dla niego przeznacza się najlepsze beczki (z dębu francuskiego), w którym leżakują. Bodega Trapiche zaś dla swego Malbec przestawiła się na w zupełności organiczną uprawę winogron. Stosuje się wyłącznie naturalne nawozy (w tym celu rozpoczęto w bodedze hodowlę krów), w charakterze systemu wczesnego ostrzegania zasadzono kilka gatunków roślin szczególnie wrażliwych na choroby, które mogą dotknąć winogrona oraz zrezygnowano z wszelkich chemicznych oprysków. Pierwsza butelka w pełni organicznego Malbec bodegi Trapiche będzie gotowa do spożycia za dwa lata. Miejmy nadzieję, że eksperyment się uda.

Wina z Mendozy dostępne są w całej Argentynie. Ich różnorodność jest wprost fantastyczna, a smak może godnie konkurować z najlepszymi winami jakie kiedykolwiek miałem okazję próbować.

winiarnie29

PiK

galeria zdjęć bodeg Mendozy i SanRafael

Tagi: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.