Urodzin Rio część czwarta i ostatnia

Posted by Admin on Kwi 4, 2011 in Kategoria główna |

Cariocas kochają zakupy. Dla spełniania swoich zachcianek zbudowali w mieście dwadzieścia dziewięć shoppingów. Niektóre z nich mają wprost monstrualne rozmiary. Codziennie odwiedza je około miliona osób. Dla nas jednak nic się nie zmienia w porównaniu z ojczyzną- pół godzinne przebywanie w tego rodzaju miejscu i silny ból głowy murowany.

Rio położone jest nie tylko nad malowniczą zatoką Guanabara. Tym co czyni jego krajobraz wyjątkowym, są także zielone wzgórza Pedra_da_Gveaporośnięte zielenią soczystej selwy atlantyckiej. Ich szczyty zaś (jak chociażby najsławniejsza bodajże pedra da gavea) oferują niezwykłe panoramy miasta. Razem, tworzą one konglomerat sennych fal, zamieniających się o zachodzie słońca w surrealistyczny obraz gasnącego edenu- metaforę ciemnych fal spływających do wód oceanu, oddzielonych od siebie wyłącznie drobnymi wstęgami świateł plaż.

Na miejscu trzysta dziewięćdziesiątym w rankingu Veja znalazła się pozycja szczególnie łechcąca nas. Otwarta w 1948 roku, restauracja A Polonesa to jedyna bodajże w Rio knajpa serwująca typowo polskie potrawy. Otwarta przez parę Polaków, zarządzana jest przez ich brazylijskich potomków wiernych tradycji kulinarnej kraju nad Wisłą. Trzeba przyznać, że potrawy tam serwowane rzeczywiście pozwalają na krótką chwilę powrócić do ojczyzny. Można tam spróbować szeregu naszych zup, gołąbków, bigosu, schabowego, naleśników, placków ziemniaczanych i innych potraw, które w Brazylii są zupełnie nie znane.  Serwuje się tam także kilka typowo polskich trunków, których ze świecą szukać w brazylijskich sklepach. Wszystko to we wnętrzu nieco przypominającym starą polską tawernę, gdzie na ścianach wiszą obrazy i zdjęcia kojarzące się bezpośrednią z naszą Ojczyzną. Nasi brazylijscy znajomi byli zachwyceni.

polonesa

Guanabara jest wielką zatoką jest. Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości. Przed 1974 roku, kierowca, który chciał ją przekroczyć musiał zaokrętować się na prom bądź zdecydować się na długotrwałą podróż na około. Obecnie wody zatoki można przekroczyć po trzynasto i pół kilometrowym moście łączącym Rio z Niteroi. Przejazd trwa około piętnastu minut i oferuje dość ciekawe widoki, rzadko się korkuje i poza wysoką ceną w zasadzie nie ma wad (co jak na brazylijskie warunki stanowi swoisty ewenement). Tyle że, przydałby się jeszcze jeden- skąd my, Warszawiacy znamy ten problem…

ponte-rio-niteroi-2

Mieszkańcy Rio tkwią w pewnym paradoksie. Z jednej strony, co wypunktowane zostało w rankingu Veja szczycą się międzynarodową renomą, rozpoznawalnością i popularnością swego miasta, które idąc za ciosem zwą cidade maravilhosa (czyli cudowne miasto). Z drugiej zaś, wobec przybyszów o jasnych oczach, władającym innym językiem aniżeli portugalski (no i może hiszpański) odnoszą się co najmniej z nieufnością. W turystach nie widzą także konkretnych zalet. Wedle szczerych ekonomistów brazylijskich (owszem, choć wydaje się to wielce nieprawdopodobne- tacy istnieją) panuje opinia, iż budżetu miasta nigdy nie udałoby się zbilansować bez dochodów z turystyki. Najnormalniej w świecie za mało się tu produkuje i usługuje aby zaspokoić potrzeby siedmiomilionowej, gdzieniegdzie wprost wołającej o kasę, metropolii bez szerokiego strumienia gotówy zostawianej przez tych niesympatycznych gringo. Tymczasem, nasi kanarkowi przyjaciele zamiast ów fakt docenić i przynajmniej zachować neutralną życzliwość najchętniej nakazaliby nam się wypiąć i przystąpiliby do bezpardonowego…, wiadomo czego. Dlatego właśnie, my brać turystyczna (za którą osobiście integrować się też nie lubimy, z powodów wiadomych) padamy non- stop ofiarą prób orżnięcia, jesteśmy błędnie informowani, ignorowani, brani za intruzów, etc… Dopiero znajomość portugalskiego i wykazanie się dłuższym stażem przebywania na „Tej Ziemi” powoduje, że stosunek się nieco zmienia. Niemniej jaki koń jest każdy tutaj widzi.

Kończąc tę myśl przytoczę jeszcze anegdotkę całkiem niedawną, bo raptem kilkudniową. Na Ilha Grande, turyści walą dość  chmarnie. To powoduje, iż niektórzy usługodawcy i ich pracownicy potrafią w języku angielskim nawet coś tam nieco wyburczeć pod nosem. Taki jeden osobnik, kuszony, zapewne niepochamowaną ciekawością i znanym brazylijskim pędem do wiedzy,  zagadną na temat naszej słowiańskiej proweniencji. Skąd przybywają Ci biali podróżnicy zapewne sobie pomyślał, a myśl złotą chwilę później wyartykułował. Odpowiedź uzyskał, że z Polski, w ten sposób mu odpowiedziano ułatwiając lokalizację naszego cierpiącego niezwykle Lechistanu. Nasz brazylijski interlokutor na tę odpowiedź, w iście brazylijskim stylu pokiwał twierdząco swoją typowo brazylijską głową obarczoną fizysem o dogłębnie brazylijskim wyrazie. Pokiwał ze zrozumieniem, ma się rozumieć. Lachy pozbawione już jednak zaufania do tego brazylijskiego zrozumienia bezczelnie i popdstępnie zapytały swego nowego przyjaciela:

-A, czy Ty wiesz gdzie Polska leży, amigo?

­-Nie!- odparł bez chwili wahania i z silną pewnością w swym głosie

-Między Niemiochami a Ruskim- Lachy naprowadziły swego żadnego wiedzy kumpla, w sposób, który zazwyczaj przynosi powodzenie.

– Nie mam pojęcia!- z jeszcze silniejszą i niezachwianą pewnością siebie odparł rozmówca.

-No jak to!?- nieco zrezygnowani przybysze stwierdzili, zaczynając cierpieć z tej bezradności. Nie tracąc jednak rezonu, po chwili dodali pytanie posiłkowe- Ty, a ty wiesz, gdzie jest w ogóle Europa?

– Nie wiem- lecz to pytanie już nieco zafrasowało, urastającego do rangi bohatera brazylijskiego i pomnika, przykładu tej wspaniałej narodowości chłopaczynę, wiernie służącego na froncie obsługi turystycznej.- To chyba nieco na południe za Sao Paulo- wydusił w końcu z niewielkim grymasem na twarzy, wywołanym bólem użycia kilku komórek jego szarej masy ulokowanej pod czarną kopułą.

Twarz wyrażająca pęd do wiedzy

Twarz wyrażająca pęd do wiedzy

No i tu nastąpiło iście polskie zdziwienie. I wcale nie dlatego, że rozmówca się nieco pomylił w swych geograficznych rozważaniach, o nie… To było już wiadome, oni tylko chcieli to usłyszeć. Prawdziwy szok wywołała znajomość kierunków świata. Znał on bowiem południe. I jeżeli wskazał właśnie ten kierunek, to prawdopodobnie dlatego, iż pomny był, że na północ od Sao Paulo, to on właśnie stoi, a tam kawałek dalej jest Rio de Janeiro. A on, patriota zagorzały o żadnej Polsce obok Rio nigdy nie słyszał, a skoro tak, to znaczy, że ta cała dziwna kraina, po której zapewne jeszcze smoki biegają, musi być gdzieś na południe. Zatem dowód to na to, że znał co najmniej dwa kierunki Świata. Jak widać gołym okiem, w Brazylii postemp.

No i tutaj chyba te zachwyty i peany magazynu Veja należałoby zakończyć. Wybraliśmy te rzeczy, zjawiska, osoby i miejsca, o których z własnych doświadczeń coś niecoś jesteśmy w stanie powiedzieć. Resztę przemilczymy, gdyż tematu zupełnie nie znamy. Innych nie podjęliśmy, gdyż wydały się zbyt banalne o skali miastotwórczej nikłej.

Ciekawostką, która warto może zakończyć tę wyliczankę jest dziesięć skromniutkich tekścików umieszczonych w Veja na czarnym tle kształtem przypominającym bombę z podpalonym lontem. Tekściki te to tzw… „elementy wymagające poprawy”. Wypunktujmy zatem jakie to bolączki doststrzegają nawet sami, zachwyceni przecież swoim miastem, mieszkańcy:

  • Międzynarodowe lotnisko Galeao- Z naszej strony pełna zgoda. Malutkie, brudnawe dwuterminalowe (chyba mniejsze niż warszawskie) musi radzić sobie z obsługą gigantycznego w końcu, ruchu turystycznego. Autorzy Veja stwierdzają nawet, iż to najgorsze lotnisko w całej Brazylii;
  • Jakość serwisu- Koszmar. Sprzedawcy, kelnerzy, czy taksówkarze zachowują się wobec swoich klientów w sposób co najmniej lekceważący. Niemniej jednak, zachowanie, które w cywilizowanych stronach nazwalibyśmy zwykłym chamstwem, jest tutaj również na porządku dziennym;
  • Zanieczyszczenie zatoki Guanabara i śmieci na plażach- Co do pierwszego, nie wiem jaki jest stan rzeczywisty. Autochtoni jednak faktycznie zgodnie narzekają. Co innego, że w Rio nie ma bodajże ani jednej oczyszczalni ścieków. Dopiero teraz powstaje plan oczyszczenia wód Lagoa. Co do śmieci na plaży, to nie mogę się do końca zgodzić. W porównaniu ze śmietniskiem jakie niejednokrotnie stanowi miasto, plaże sprawiają wrażeni czystych i codziennie po zmroku są dość dokładnie sprzątane;
  • Kultura prowadzenia samochodu- Nie istnieje. Wspominałem już o tym wcześniej. Każdy kierowca niewychowany na tych ulicach na początku przejdzie przez gehennę. Dżungla to środowisko niezwykle przyjazne w porównaniu z tutejszymi ulicami. Chamstwo, głupota, brawura, bezmyślność to tylko niektóre cechy brazylijskich kierowców;
  • Chaos w zagospodarowaniu przestrzeni- i to zarówno na grncie legalnym, tym szarostrefowym i zupełnie nielegalnym wyrażającym się „spontanicznymi” inwazjami. Jednym słowem burdel;
  • Transport miejski- Faktycznie nie powala na kolana. Nie można jednak w moim odczuciu stwierdzić, iż jest jakoś mocno uciążliwy;
  • Politycy- zarówno na poziomie miejskim, stanowym jak i federalnym- No cóż…, nie wiem czy istnieje jakikolwiek inny kraj na Świecie poza przenudną Szwajcarią, w którym nie narzeka się na polityków;
  • Korupcja w policji- Ciężko nam się wypowiadać. Problem znamy wyłącznie z doskonałego obrazu jakim się Tropa de elite. Jeżeli sytuacja tam przedstawiona jest prawdziwa, a wszyscy twierdzą, że jest, to faktycznie nieco strach się bać;
  • Deszcz blokuje miasto- Fakt jest faktem. Problem tylko tkwi w tym, że nie bardzo wyobrażam sobie jego rozwiązanie. Redaktorzy Veja snują jednak marzenia, że któregoś dnia miasto nie stanie w trakcie opadów…;
  • Poziom publicznej opieki medycznej- No i ponownie, problem dość nam znany. Bidacy nie wiedzą tylko, że poziomu publicznej opieki medycznej nie da się podnieść, gdyż z samego założenia jest on niski i produkuje patologie. Jak sprywatyzują (firmy prywatne obecnie kontrolują w Rio znacznie większy procent rynku niż np. w Warszawie) tego molocha i każdy te pieniążki, które obecnie buli w podatkach dostanie do rączek własnych, będzie mógł sam wybrać gdzie chciałby się za nie leczyć;

No to na tyle by było z tego cyklu. I chyba w ogóle szerzej- z cyklu o Rio de Janeiro. Brakuje chyba jeszcze tekstu o karnawale i w zasadzie temat tego miasta sprawia wrażenie wyczerpanego. Nasz pobyt w nim, także dobiegł końca. Wkrótce znajdziemy się w najbiedniejszym, najchaotyczniejszym, najsłabiej rozwiniętym i zorganizowanym kraju tego kontynentu- Boliwii. Prawdopodobnie szybko zatęsknimy za Brazylią, ja w każdym bądź razie, na pewno. Jedyne co pozostaje, to prosić o duże pokłady cierpliwości- niechaj tak się stanie.

Z Rio

PiK

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.