Tierra Austral (w drodze cz.V)

Posted by Admin on Lut 15, 2011 in Kategoria główna |

Jak zatem pisaliśmy w poprzednim odcinku tej serii, wraz z początkiem października, wyruszyliśmy do Patagonii. Nieznany, niezdobyty nigdy do końca przez człowieka świat, marzenie podróżników, stał wówczas przed nami otworem.

Nazwa krainy związana jest z pierwszymi podróżami Ferdynanda Magellana. Napotkane gdzieś na obszarach Patagonii plemię nazwał on gigantami- Patagon. Obecnie uważa się, iż ów mityczny lud spotkany przez wielkiego portugalskiego podróżnika około 1520 roku, to plemię Tehuelches. Ówcześnie średnia wzrostu hiszpańskich eksploratorów wynosiła sto pięćdziesiąt pięć centymetrów, podczas gdy, owi olbrzymi indianie mierzyli około metra osiemdziesięciu. Nazwa Patagon wkrótce upowszechniła się i zaczęto tym mianem określać cały obszar dzisiejszej Patagonii.

patagonia1

Olbrzymia kraina zajmuje powierzchnię miliona czterdziestu trzech tysięcy czterystu kilometrów kwadratowych. Politycznie dzieli się ją na Patagonię argentyńską i chilijską. Część argentyńska obejmuje prowincje: Neuquén, Río Negro, Chubut i Santa Cruz, argentyńską część Ziemii Ognistej, oraz w sensie administracyjno- ekonomicznym stan La Pampa. Część chilijska składa się regionów Magellanes, Aisen, Palena i chilijskiej części Ziemii Ognistej.

Ten gigantyczny obszar zamieszkuje niecałe dwa miliony osób. Średnie zagęszczenie to 1,9 osoby na kilometr kwadratowy. Są to rzecz jasna suche, dane statystyczne, lecz dają pewne wyobrażenie skali. Patagonia to przede wszystkim pustka. Nie tylko brak ludzkich osad daje poczucie przestrzeni. Jest to również kwestia roślinności porastającej ten unikalny świat. W zasadniczej przewadze mamy do czynienia ze stepem. Trawy rozciągają się po niekończących się równinach po horyzont. Przemierzając godzinami niezmieniający się krajobraz można zdać sobie sprawę z nieograniczoności przestrzeni, zrozumieć bezwzględną potęgę natury, poczuć się jak kruszynka zdmuchana przez powietrze gnające z oszałamiającą prędkością. Swoją drogą to właśnie te wiejące z zachodu, z kierunku kordyliery andyjskiej potężne, porywiste, nieprzemijające wiatry są panem tej krainy. To one decydują o życiu i śmierci. To właśnie dlatego większość Patagonii to step. Każda nieśmiała próba kiełkowania czegoś, co jest zaledwie odrobinę mniej elastyczne niż źdźbło trawy, zostanie brutalnie zgnieciona.

Patagonię przecinają dwa szlaki łączące północ z południem. Międzystanowa ruta 3 stanowi część panamericany łączącej stolicę ruta40Alaski- Anchorage, z Ushuaią- nazywaną ze względu na swoje położenie końcem świata. Biegnie ona wybrzeżem Atlantyku, łącząc Buenos Aires ze stolicami południowych prowincji. Drugą, znacznie ciekawszą z punktu widzenia podróżniczego drogą jest legendarna ruta 40. Ciągnąca się od granicy boliwijskiej na północy Argentyny przez prowincje Jujuy, Salta, Tucuman, Catamarca, La Rioja, San Juan, Mendoza, Neuquen, Rio Negro, Chubut i Santa Cruz droga, liczy sobie 5224 km. W zasadniczej części jej nawierzchnię stanowi wyłącznie szutr. Ruch na niej jest niezwykle mały. Zdarzają się dni, gdy nie przejeżdża nią ani jeden samochód.

Szlaki łączące wschód z zachodem występują nieco częściej, niemniej ich sieć jest również niezwykle ograniczona, a lokalni kierowcy ze względu na stacje benzynowe, czy nawierzchnię wybierają tylko niektóre z nich.

Wszystkie te czynniki mają zasadniczy wpływ na planowanie podróży po Patagonii. Przede wszystkim zakładaliśmy, iż poruszać będziemy się w większości na stopa. Zatem wyznaczenie logicznego szlaku, w którym nie tylko będziemy mieli możliwość ciągłego poruszania się, ale też nie będziemy musieli zawracać na setkach kilometrów, stało się priorytetem. Kolejną sprawą było odpowiednie wyekwipowanie się. Po dziewięciu miesiącach spędzonych w cieple, w warunkach tropikalnych, bądź subtropikalnych, nasze ciała zupełnie odwykły od chłodu. Pomimo, że wyruszaliśmy w październiku, w Patagonii wciąż daleko było do lata. Musieliśmy przygotować się na niesprzyjające temperatury.

Większość turystów odwiedza w Patagonii tzw. Must see. Należą do nich Puerto Madryn, el Calafate i Bariloche. Odrobinę ambitniejsi dokładają jeszcze Ushuaię i w następnej kolejności San Martin de los Andes. Chilijska Patagonia traktowana jest raczej po macoszemu. Jedynym miejscem odwiedzanym absolutnie przez wszystkich jest Parque Nacional Torres del Paine. I wszystko pięknie, z pewnością każde z tych miejsc ze względu na swą specyfikę zasługuje na odwiedzenie. Niemniej jednak, nawet niewprawne oko zerkające na mapę jest w stanie łatwo ocenić niesprzyjającą podróżom lądowym dyslokację tych miejsc i przede wszystkim, dzielące je niewyobrażalne dystanse.

Planowanie jest zatem kluczowe. Dla nas, wyruszających z Buenos Aires, logicznym wydało pozostanie na atlantyckim wybrzeżu i wzdłuż niego podążanie na południe. Pierwszym celem stało się zatem Puerto Madryn, a następnie etapowe poruszanie się w głąb Patagonii odwiedzając każde ciekawsze (z resztą mniej ciekawe też) miejsce. Uznaliśmy, że następnie, dotarłwszy do Rio Gallegos zdecydujemy, czy najpierw pojedziemy do Punta Arenas, czy do Ushuai, a po dotarciu do najdalej wysuniętego punktu Ziemii Ognistej zawrócimy i wzdłuż ruta 40 oddalimy się na północ, tym razem eksplorując region andyjski.

*             *             *

Ze względu na komfort Argentyńskich autobusów wielogodzinna podróż z Buenos Aires do Puerto Madryn nie jest uciążliwa. Nawiasem mówiąc, kwestii argentyńskiego transportu autobusowego należy się krótka dygresja. Przyzwyczajeni do usług naszego PKSu w Argentynie, w kraju trzeciego świata (według nauczania w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW) komfort camanajzwyczajniej poraził nas. Przede wszystkim, początkowo zgubiliśmy się, gdyż na każdym terminalu autobusowym, nawet w najmniejszych miejscowościach, połączenia (nawet do tych samych celów) obsługuje wielu operatorów. Zatem, co w Polsce jest najnormalniej w świecie niemożliwe, mamy możliwość porównania komfortu i cen i wybrania interesującej nas oferty. Autobusy podzielone są na trzy kategorie. Enigmatycznie brzmiące semicama, cama i suite, to poprostu rodzaje oferowanych usług. W pierwszej kategorii nasze siedzenie (znacznie większe aniżeli fotel lotniczy) rozłoży się do kąta 150 stopni, dostaniemy małą poduszeczkę, koc i w zalezności od długości jazdy kilka zimnych posiłków. Nasze kubeczki zaś regularnie będą uzupełniane sokiem lub colą, a co jakiś czas zostanie zaproponowana nam kawa lub herbata. W serwisie cama, nasze olbrzymie fotele rozłożą się do 170 stopni, dostaniemy porządną poduche, ciepły koc (klimatyzacja jest rozkręcana dość mocno), śniadanie, pożywny lunch i ciepłą kolację. Napoje są pod ręką w zasadzie bez przerwy, jeżeli potrzebujemy czegokolwiek, steward zjawia się na każde nasze życzenie.  Z pewnością też zostaniemy poczęstowani czerwonym winem i może szampanem. Spędzenie nocy w tym standardzie autobusu nie stanowi najmniejszego problemu. Człowiek wysypia się niczym dziecko we własnej kołysce. Standardu suite nie poznaliśmy, mamy jednakże kilka teorii co do oferowanych w nim usług. Nie podzielimy się nimi jednak, ze względu na brak ograniczeń wiekowych dotyczących naszych czytelników.

Wniosek jest zaś prosty i jednoznaczny. Tam gdzie panuje kapitalizm, wolny rynek i konkurencja, wygrywają klienci. Operatorzy oferują niezwykły komfort, po naprawdę niskich (nawet jak na względnie tanią Argentynę) cenach. Tam gdzie mamy toporny, durny socjalizm z państwowym nieudolnym właścicielem jedynego przewoźnika, tłuczemy się dwanaście godzin po tym naszym biednym kraju zasyfionymi, śmierdzącymi, nieklimatyzowanymi, rozwalonymi gruchotami próbując dotrzeć z Władysławowa do Warszawy (ile to kilometrów policzcie sami, czas się zgadza, poznane empirycznie), płacąc za usługę niedorzeczne zupełnie pieniądze.

Wracając już jednak do narracji, pewnego pięknego poranka dotarliśmy do położonego wśród półpustynnego krajobrazu, pięćdziesięcio tysięcznego Puerto Madryn. Miasto, samo w sobie, nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Jednak ze względu na bliskość niezwykłego półwyspu Valdes jest wielce popularnym celem turystycznym (zarówno dla Argentyńczyków, jak i przybyszów ze wszystkich stron świata).

Półwysep obfitujący w niezwykłą faunę, w 1999 roku został wpisany na światową listę dziedzictwa ludzkości UNESCO. Okoliczne wody są celem migracji Wieloryba Biskajskiego Południowego, który przybywa w te okolice aby się rozmnażać. Gigantyczne ssaki, można obserwować z plaż półwyspu. Krążą one w wodzie zaledwie kilkadziesiąt metrów od brzegu. Niemniej, będąc już Puerto Piramides warto wybrać się na rejs łodzią pontonową i obserwować olbrzymy z bliska.

Kliknij na zdjęcie aby zobaczyć galerię zdjęć Wieloryba Biskajskiego Południowego z Peninsula Valdes

galeria zdjęć Wieloryba Biskajskiego Południowego w wodach Penninsula Valdes

Kolejnym gatunkiem zamieszkującym półwysep Valdes jest Słoń Morski. Zwierzę to swoją nazwę zawdzięcza występującej u tych ssaków trąbie. Często mylone jest z foką, czy lwem morskim. Niemniej stanowi odmienny gatunek.

Peninsula-Valdes-149

galeria zdjęć Słonia Morskiego na plażach Penninsula Valdes

Wspomniane już wcześniej lwy morskie żyją w dużych koloniach na wybrzeżu zarówno Valdes, jak i w zasadzie na prawie całej linii brzegowej Patagonii. Od słonia morskiego z pozoru różni je niewiele. Po bliższym przyjżeniu się jednak różnice są oczywiste. Przede wszystkim poruszają się na czterech kończynach, a słonie na dwóch. Lwy raczej „chodzą”, podczas gdy słonie ewidentnie „posuwają się po piachu”. Również ich zwyczaje, jak nam później zostało wyjaśnione zasadniczo się różnią. Lwy znacznie dłużej opiekują się młodymi, dzięki czemu, ich młode bogatsze o wiedze przekazaną przez rodziców, znacznie rzadziej padają łupem Orek. Skutkiem tego populacja i liczebność kolonii Słoni jest znacznie mniejsza. Lwy zdają się również być głośniejsze (brzmią jak stado baranów) i agresywniejsze.

lew_morski06

galeria zdjęć z wyprawy na Wyspę Pingwinów, na części ze zdjęć widoczna jest duża kolonia Lwa Morskiego

Jednym z najczęściej spotykanych mieszkańców patagońskiego wybrzeża, zamieszkujący również licznie półwysep Valdes jest Pingwin Magellański. Jest to jeden z gatunków zaliczanych do ciepłolubnych. Lato spędza na południowym wybrzeżu Argentyny, zimą zaś migruje aż do wybrzeży Rio de Janeiro, a zatem za zwrotnik, do strefy tropikalnej. Z Pingwinem Magellańskim, a w szczególności z jego otoczeniem należy obchodzić się dość delikatnie. Samiec bowiem w ciągu swojego życia wykopuje tylko jedno gniazdo i zawsze do niego wraca wraz ze swoją samicą. Ewentualne zniszczenie legowiska, mogłoby sprawić, iż para nigdy więcej nie rozmnożyłaby się.

galeria zdjęć Pingwina Magellańskiego

W okolicznych wodach udało nam się również dostrzec parę Orek, nazywanych tam „zabójcami wielorybów”. Zwierze to stanowi w Peninsula Valdes 195tych stronach szczyt łańcucha pokarmowego. Atakuje wszystkie powyżej opisane gatunki. Najbardziej na ataki narażone są kolonie lwów i słoni morskich zamieszkujące płaskie plaże. Jednakże nawet potężne wieloryby nie są oszczędzane.

Ciekawa fauna zamieszkuje również ląd półwyspu Valdes. Spotykamy tam lamopodobne guanaco, które wraz z strusiem Nando są dość szeroko rozpowszechnione na stepach Patagoni. Ciekawym gatunkiem jest Mara Patagońska. Na pierwszy rzut oka zdaje się być bliskim kuzynem zająca. Porusza się jednak niczym kangur, a biolodzy klasyfikują ją jako gryzonia.

Wyprawa na półwysep należała do bardzo przyjemnych. Niemniej, nie chcieliśmy ograniczać naszego pobytu w Puerto Madryn tylko do tego miejsca. Zdecydowaliśmy się zostać nieco dłużej i po eksplorować wybrzeże. Dzięki temu udało nam się zlokalizować zatokę zamieszkaną przezpunta lomo 217 małe stado Flamingów. Ptak ten w Patagonii dość powszechny, nie wzbudzający emocji, dla nas wówczas był wyjątkowy. Widzieliśmy go po raz pierwszy w życiu, zatem gonienie w wodzie po pas, po błotnistym dnie tych różowych, dostojnie brodzących na nóżkach grubości źdźbła trawy ptaków, widziane wcześniej wyłącznie na fotografiach, sprawiło nam nie małą frajdę.

galeria zdjęć Flamingów spotkanych niopodal Puerto Madryn

Dotarliśmy również na rowerach do Punta Lobo- wysokiej skały, wcinającej się w morze, z której można obserwować dużą kolonię lwów morskich i krążące ponad ich plażą kormorany budujące swoje gniazda.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.