Roraima

Posted by Admin on Mar 4, 2010 in Kategoria główna |

Półtora miliarda lat temu, gdy olbrzymie siły rozrywały mega – kontynent Pangeę, dzisiejsza Afryka rozpoczynała swą wędrówkę ku wschodowi, pozostawiając za sobą swa dotychczasową siostrę syjamska- Amerykę południowa.

Półtora miliarda lat później Arthur Conan Doyle, twórca postaci Sherlocka Holmesa, zobaczył coś, co skłoniło go do pozostawienia na chwile kryminału i napisania „Zaginionego Świata”- powieści fantastycznej.

Co łączy oba wydarzenia? Roraima- mityczne tepui, prehistoryczna enklawa wśród traw współczesnej sawanny, indiańska brama do wieczności, kamienny kolos powstrzymujący chmury, kapryśny obiekt pożądania, który każe płacić wysoką cenę każdemu, kto chciałby go zdobyć.

IMGP1585

Olbrzymia góra stołowa (2810 m n.p.m.) widoczna jest już z odległości dziesiątek kilometrów. Stromo nachylone ściany u podnóża porośnięte są przez gęstą, niedostępną dżunglę obfitującą w endemity z okresu jurajskiego, znajdowane gdzie indziej na świecie, jedynie w formie skamielin. Ostatnie kilkaset metrów zboczy Roraimy to poryte erozja, pionowe, kamienne ściany, wystrzeliwujące prostopadle w kierunku nieba.

Otaczającą Roraimę sawannę zamieszkują indianie z plemienia Pemon. Okoliczne góry stanowią niezwykle ważny element ich wierzeń. Każda z nich jest dziełem bogów. Jedna to zaklęta w kamień postać, skazana na wieczny sen. Inna to sterczący na horyzoncie kikut, który niegdyś był drzewem życia. Bogowie ścięli je, każąc ludzi nie potrafiących mądrze korzystać ze źródła wielkiej mocy.

Każda góra ma swe znaczenie, lecz najważniejszą z nich jest Puerta Roraima. Na ścianie tepui znajdują się dwie głębokie szczeliny. Indianie nazywają je bramami. Jedna- dostępna dla ludzi (zarówno w sensie fizycznym, jak i metafizycznym) to miejsce, w którym można prosić bogów o pomoc lub zgodę na podjęcie większych przedsięwzięć. Trzeba jednak, być ostrożnym, gdyż niewłaściwe korzystanie z bramy kończy się uwiezieniem w niej na zawsze.

galeria zdjęć z Monte Roraima

Druga brama stanowi granicę świata doczesnego. Indianie wierzą, iż dusze zmarłych przekraczają wrota Roraimy w swej wędrówce do wieczności. Brama jest fizycznie nieosiągalna. Nie da się do niej dojść. Dla indian to miejsce wyjątkowe. Mówią o nim niechętnie, a cień wątpliwości na białych twarzach, powoduje nagłe przerwanie opowieści.

Roraima to najświętsze miejsce Pemon. Niektórzy przewodnicy przed wyruszeniem w kilkudniowa wyprawę na szczyt góry udają się do szamana w Paratepui, aby jego moc podróżowała razem z grupa, chroniąc ją przed energia wrót.

Na płaskim szczycie, na indian czyhają niebezpieczeństwa. Niekiedy młodym mężczyznom ukazuje się błąkająca się dusza kobiety pod postacią pięknego ptaka. Uległszy wdziękom kusicielki, indianin dostaje ostatnią szansę. Jeżeli jednak spotka kobietę, w której ludzkim ciele zamieszkała owa dusza i ponownie da się skusić, zostanie na wieczność uwieziony pośród skał Roraimy, samemu zostając skazanym na wieczną tułaczkę.

Góra zarówno swym kształtem, jak i znaczeniem dla miejscowych plemion, niezwykle przypomina innego kolosa- Ayers rock- Uluru 040samotnego czerwonego olbrzyma wyrastającego z pustynnej równiny, będącego dziełem bogów z tzw. „okresu snów”. Jest on najświętszym miejscem spotkań australijskich aborygenów, nazywanym w ich języku Uluru.

Aby zdobyć Roraimę, trzeba pokonać ponad pięćdziesięciu kilometrową trasę wiodąca pośród traw sawanny. Podroż zaczyna się w położonym na międzystanowej autostradzie troncal 16, San Francisco de Yuruani. Małe, indianskie miasteczko jest bazą wypadową dla wszystkich wycieczek wyruszających w kierunku góry. W czterech sklepach spożywczych można kupić żywność niezbędna w trakcie kilkudniowej wycieczki. Na straganach zaś, grube indianki sprzedają tandetne pamiątki, przypominające nieco te, które z powodzeniem można znaleźć u podnóża Gubałówki lub nad Bałtykiem.

Pierwszy, dwudziesto siedmio kilometrowy odcinek prowadzi przez nużąca okolice, do Paratepui de Roraima – wioski Pemon. Po dopełnieniu formalności związanych z wejściem na teren parku narodowego (Parque nacional de Canaima) i ewentualnym zakupie ostatnich koniecznych w trakcie ciężkiego marszu, rzeczy, następnego dnia wkracza się w pagórkowatą sawannę. Po wdrapaniu się na pierwsze wzgórza, w oddali pojawia się widok zasnutej chmurami Roraimy i jej siostry Kukenan.

Po kilkugodzinnym marszu dociera się do środkowego obozu- Rio Tok. Położone na tysiącu i stu metrach obozowisko umożliwia zebranie sił przed wyczerpującą, dwudniowa wędrówką na szczyt góry.

Popołudniu zebrani wokół ognia turyści toczą zaciekłe boje z komarami i małymi, lecz niezwykle natarczywymi i mięsożernymi muszkami. Na posiłek składa się zazwyczaj nieśmiertelny, obfitujący w nieodzowne węglowodany, makaron z sosem pomidorowym. Jeżeli jednak, spotka się osoby z krajów Ameryki południowej, można skosztować klasycznej arepy zrobionej z mąki kukurydzianej i wody, usmażonej następnie na czymkolwiek. Kilka placków daje sporo energii koniecznej przy długim marszu i zapycha żołądek, oszukując permanentnie towarzyszący głód. Na deser parzy się kawę, filtrując ją przez ostatnią czystą skarpetkę. Niezwykle tani, sprowadzany z północnej Brazylii, brązowy napój smakuje wyśmienicie, podnosi morale i integruje przybyszów ze wszystkich stron świata przy osmolonej menażce.

IMGP1309

Trzeciego dnia pokonuje się pnąca się w górę po ścieżce usłanej kamieniami, trasę prowadząca do ostatniego obozowiska położonego u podnóża góry. Przekraczanie rwących rzek i wciąż powtarzające się strome podejścia odejmują oddech i męczą mięsnie, uniemożliwiając podziwianie zbliżającej się góry. Marsz staje się coraz cięższy, a przerwy na odpoczynek coraz dłuższe. Mokre od potu ubranie przykleja się do ciała, a plecaki z każdą godziną zdają się ważyć coraz więcej. Na szczęście, rozsiane gdzie niegdzie potoki pozwalają na uzupełnienie zapasów wody.

Cześć turystów rezygnuje z marszu już na tym etapie. Hordy nieprzygotowanych, niedzielnych spacerowiczów, których bagaże niosą wynajęci indianie, w przebłysku trzeźwej oceny sytuacji postanawiają zawrócić i zadowolić się pokazaniem znajomym zdjęć, zrobionych Roraimie z odległości kilkunastu kilometrów.

Osiągniecie campamento Base położonego na wysokości tysiąca ośmiuset siedemdziesięciu metrów n.p.m., ostatniego obozu przed wspinaczką na szczyt, napełnia radością, a następnie respektem. Przed oczyma rozciąga się widok tzw.IMGP1396rampy, jedynej drogi prowadzącej na plaski szczyt Roraimy. Sześciokilometrowa, niemal pionowo pnąca się w górę ścieżka sprawia wrażenie niemożliwej do przejścia. Zmęczenie i świadomość czekającej drogi powodują, iż Base jest miejscem cichym. I tylko, co jakiś czas, torys z turystów zadziera głowę, spoglądając w górę z szacunkiem, strachem i wątpliwościami rysującymi się na twarzy.

Droga na szczyt jest niezwykła. Zaraz po opuszczeniu Base wchodzi się na „drabinę” prowadzącą w kierunku pionowej ściany Roraimy. Drogą wkracza się do prehistorycznej dżungli porośniętej przez nieznane i niewidziane wcześniej rośliny przybierające zadziwiające kształty.

Na tym etapie głównym kierunkiem marszu nie jest ani wschód, ani zachód, nie są nim też północ, ani południe, idzie się w górę. Każdy krok wynosi człowieka co najmniej pól metra wyżej. Na niektórych odcinkach trzeba się wprost wspinać po skalistym zboczu.

IMGP1570

Jeżeli pogoda sprzyja, kamienie stanowią świetne oparcie dla stóp, a dłoniom nietrudno znaleźć zagłębienia w skałach, umożliwiające pewny chwyt i podciągnięcie ciała. W zasadzie niebezpieczny jest tylko jeden odcinek, na którym na odsłonięte kamienie, na przestrzeni kilkuset metrów, spada ze szczytu wodospad.

Wędrówka rampą staje się jednak niezwykle trudna, gdy na kamienną ścieżkę spadnie deszcz. Marsz i wspinaczka w takich warunkach musi być koszmarem. Przewodnicy niejednokrotnie opowiadają mrożące krew w żyłach historie związane z pokonywaniem rampy w trakcie deszczu. Z reszta, deszcz nie jest groźny wyłącznie na rampie. Na etapie z Rio Tok do Base przekracza się Rio Kukenan. Niecałe pól roku temu w rzece utonął indianski przewodnik porwany przez bystry nurt. Obecnie o tym wydarzeniu przypomina drewniany krzyż zatknięty na wschodnim brzegu.

Wspinaczka po rampie trwa od czterech do sześciu godzin, po których dociera się na plaski szczyt. Czarne skały, poprzecinane gdzieniegdzie małymi strumykami, kałuże wody i wykorzystujące każdy IMGP1433skrawek nawianej ziemi, przedziwne, jadalne rośliny tworzą razem krajobraz, zdawałoby się, nie pochodzący z tego świata.

Zbocza góry porośnięte są jurajską dżunglą. Miedzy drzewami o pniach gęsto otoczonych mchem, przerzucone są liany. Żółte kwiaty przypominające najeżone kolcami kule wraz z fioletowymi kwitnącymi na porastających kamienie malutkich roślinkach, urozmaicają soczystą zieleń ogromnych liści o zadziwiających kształtach. Gdzieniegdzie las przecina mały strumyk lub wodospad spadający po czarnych kamieniach. Woda wzbogaca i potęguje silny, nieznany wcześniej, intrygujący zapach.

IMGP1546

Wraz ze wzrostem wysokości dżungla przerzedza się, a drzewa o fantastycznych kształtach zastępują znacznie prostsze formy życia. Na szczycie góry dominują rośliny zdolne do przetrwania na skrajnie małych ilościach gleby wypełniającej pojedyncze nisze w skalistym podłożu. Metrowej wysokości krzaki o elastycznych gałęziach i zdających się być ze skóry liściach, są największymi przedstawicielami flory rosnącymi na płaskowyżu. Najczęściej jednak, spotyka się małą roślinę, której nieco podobne do tulipana liście wyrastają z grubej sakwy znajdującej się tuz nad korzeniami. Umiejętne pociągniecie za liść ukazuje, iż u jego nasady znajduje się zgrubienie- rezerwuar wody przechowywanej w formie żelu. Ta cześć rośliny jest jadalna. Zjedzenie kilku liści gasi pragnienie i dostarcza dość sporej dawki energii. Ciekawa historia wiąże się także z zamieszkującą Roraimę czarną żabą. Podobnie jak okoliczne rośliny, jest ona endemitem i przetrwała w tym miejscu od czasów jury. Występuje ona jeszcze tylko w jednym miejscu na świecie- w Afryce, w okolicy identycznych geologicznie gór stołowych. Fakt ten dowodzi, iż oba kontynenty były ze sobą złączone przed rozerwaniem się Pangei.

IMGP1444

Krajobraz na szczycie jest bardzo ciekawy. Różnorodne formy wyrzeźbione w skałach nie tylko budzą zainteresowanie, ale dają Take schronienie przed deszczem i wiatrem (niektóre z nich nazywane są z tego powodu hotelami). Na Roraimie znajduje się także obfitująca w kwarcowe twory crystal valley oraz jedna z najgłębszych na świecie jaskiń.

IMGP1486Jednak najbardziej zachwyca rozciągający się z progu góry widok na  Gran Sabana i sąsiadującą Monte Kukenan. Zachód słońca nad porośniętymi trawa pagórkami, rozciągającymi się setkach kilometrów kwadratowych, przetaczające się w oddali pojedyncze chmury, które ogląda się z ponad nich i wypływające z doliny miedzy siostrzanymi górami obłoki o fantazyjnych kształtach tworzą razem niezapomniany, epicki obraz.

P. S.

Polecamy każdemu kilkugodzinna, nocna wędrówkę przez sawannę przy pełni księżyca. Niezapomniane przeżycie! Osiągniecie celu po jedenastu godzinach marszu wywołuje prawdziwa euforie. Magia pustkowia oświetlonego przez jedynego, naturalnego satelitę Ziemi przenosi człowieka w inny wymiar- można dosłownie poczuć się drobniutkim elementem kosmosu – wszechświata – ostatniej granicy dla ludzkości.

K i P

IMGP1418

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2017 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.