Po drugiej stronie La Platy (w drodze cz. IV)

Posted by Admin on Lut 3, 2011 in Kategoria główna |

Urugwaj to dwa różne światy. Jeden to prowincja. Drugi- stolica, Montevido, zamieszkana przez niemal połowę ludności kraju- półtora miliona osób. To jedno z najmniejszych państw Ameryki Południowej. Jego trzy i pół milionowa populacja żyje w cieniu wielkich sąsiadów- Argentyny i Brazylii. Ten pech dotyka szczególnie turystykę, i to najważniejszy jej obszar, czyli turystykę osób pochodzących z Europy i Ameryki Północnej, tych zostawiających najwięcej dolarów, czy map-of-uruguayeuro. Montevideo to piękne miasto, ciekawe, żywe, architektonicznie interesujące. Jednak tuż za miedzą, po drugiej stronie estuarium leży Buenos Aires- miasto owiane legendą w każdym zakątku świata. Na tym polega nieszczęście. Lokalne Kory w Holandii, Polsce, Włoszech, czy innych państwach nie piszą piosenek o Montevideo, tylko właśnie „Boskie Buenos”. Zatem jeżeli ktoś udaje się w te strony, a spragniony jest miejskich uciech, wybierze stolice Argentyny. Z drugiej strony, Urugwaj ma całkiem przyzwoite wybrzeże, ładne plaże i kurorty mogące zaspokoić dość wymagających wczasowiczów. Lecz jak pech to pech- północny sąsiad to Brazylia- kraj, którego już sama nazwa elektryzuje, państwo o jednej z najpiękniejszych, najbardziej urozmaiconych linii brzegowych na świecie. Jeżeli jedziemy z zamiarem plażowania i w tym celu pokonujemy Atlantyk, w duszy można zadać sobie pytanie Brazylia, czy Urugwaj (już samo pytanie brzmi dość niedorzecznie). Kawa, złote piaski, piękne kobiety, świeżutka caipirinha, egzotyczne owoce i kupa innych rzeczy (nie wyobrażasz sobie, drogi czytelniku, czego trafiający na nasz blog ludzie wyszukują w google myśląc o Brazylii… powiem tylko tyle, ludzka perwersja makabrycznie poraziła mój sceptycyzm co do kondycji homo sapiens…), czy, no właśnie co…, z czym w zasadzie kojarzy się Urugwaj…, co ja wiem o Urugwaju, dlaczego zatem miałbym walić w ciemno i ryzykować swoje wakacje. Tak to już jest, ja o Urugwaju, zanim się tam udałem, wiedziałem też niewiele- ano, że stolica to Montevideo, gdzie leży, że mieszkają w nim Urugwajczycy, że były tam pierwsze mistrzostwa świata w nogę, że Forlan kiedyś grał w Manchester United, jak wygląda flaga i że w zasadzie to państwo utworzone przez Argentynę i Brazylię w charakterze bufora, co by się duzi nie prowokowali niewygodnym sąsiedztwem i wsio. Nie za wiele jak na magistra stosunków międzynarodowych. Tak więc pech. Montevideo01Nawet geograficznie- cytuje miejscową encyklopedię: „Urugwaj położony jest na nizinach stanowiących formę przejściową pomiędzy argentyńską pampą, a Wyżyną Brazylijską”, koniec cytatu, niefajnie być skazanym, pod każdym względem, na dwóch większych (nie zawsze sympatycznie nastawionych) sąsiadów. Swoją drogą…, gdzieś już słyszałem tę historię.

A co sądzi się o Urugwaju u dużych? Brazylijczycy, nielicznie wybierają się tam na wczasy. Zapewne dlatego, że jest stosunkowo (dla nich) tanio. Argentyńczycy, a w szczególności nie grzeszący skromnością Portenos (mieszkańcy Buenos), uważają Urugwaj w zasadzie za Argentynę, tyle, że mniejszą, głupszą, słabiej rozwiniętą, etc…, lekko niedorozwiniętego brata bliźniaka. Gdy planowaliśmy wybrać się do Urugwaju, szczerze pytano nas po co. W oczekiwaniu na odpowiedź twarz indagującego zaś wyrażała nieskończone zdziwienie ergo: po cholerę pchać się, gdzie nic nie ma, a jak już coś jest, to tu jest lepsze. Jedyną satysfakcjonującą odpowiedzią było stwierdzenie, że z ciekawości, że my już tak mamy. Pytający łagodniał nieco, wyrażając pewnego rodzaju pobłażliwość wobec słabości (bo któż ich nie ma!?), pozostając jednak w pełni przekonanym, że za tydzień będziemy tu z powrotem tłumacząc mu, jak trafny był jego sąd, jak byliśmy pobłądziliśmy, nie biorąc jego rady za pewnik.

Zatem zatopieni w mroku własnej niewiedzy , nurzając się w sceptycyzmie rodem z Buenos, wsiedliśmy na prom przecinający La Platę. Sprawna odprawa paszportowa, w zasadzie jedno okienko, oficer rozwiewa nasze wątpliwości co do powrotu (zawsze mam obawę, że ktoś przy wjeździe do kraju zada nam pytanie o bilet powrotny- mają do tego prawo- i wtedy klapa na całego), nie ma się o co martwić, wielka jak karaluch pieczątka w paszporcie, okazuje się, że Urugwaj to nie republika, tylko wschodnia republika (Republica Oriental de Uruguay), no nic przy następnej okazji odwiedzimy też Urugwaj zachodni, teraz mamy czas tylko na tę część i wsiadamy wprost z przewygodnego terminalu na prom. Prom jak prom, kto kiedyś płyną z Gdyni do Karlskorny, doskonale wie, z czym to się je. Rycząca dzieciarnia, tłumy walące do sklepów bezcłowych, litry wódy brzęczą w siatkach(no może trochę przesadziłem, to jednak nie Słowianie), słowem atmosfera jowialna- jedni wracają do domów, inni jadą coś załatwić ( na twarzach tych pasażerów znacznie większa niechęć… i ból tęsknoty za swym Buenos Aires. Portenos czasami zachowują się jak Włosi tęskniący za swoją Sycylią i Mamą- kto oglądał drugą część Ojca Chrzestnego, pamięta scenę w teatrze i wie o czym mówię. Cóż, w Buenos mnóstwo Włochów, a pewnych rzeczy się nie zmieni). Rejs nie trwa długo. Po drugiej stronie terminal już nie tak fajny, trochę mniejszy, trochę bardziej szary, trochę jakby obskórny i ze wszystkim tak trochę mniej, ale w zasadzie to całkiem podobnie, ot ciut tylko różnicy. Tylko ceny trochę wyższe, no i w ogóle, te niedorzeczne zupełnie peso…

Montevideo05

Montevideo jednak to wcale nie trochę, nie ciut, nie odrobinę inne, o nie, Montevideo jest jedyne w swoim rodzaju. Detale w zasadzie faktycznie sprowadzają się do małych różnic względem Buenos Aires, lecz obraz ogólny, atmosfera miasta, jego kultura, osobowość mieszkańców to rzeczy unikalne dla tej metropolii. Żeby to poczuć potrzeba jednak odrobiny czasu. Trzeba odłożyć aparat, usiąść, pogadać, zjeść z Urugwajczykami asado, posłuchać, zobaczyć jak się spotykają, udać się na dłuższy spacer, zostać zabranym do ich pubu, w znane doskonale im miejsca, etc… I w zasadzie można stwierdzić, że ta zasada obowiązuje wszędzie, niemniej jednak, w Montevideo, to kwestia zasadniczej różnicy w postrzeganiu i percepcji otaczającego świata.

Zaczynając od rzeczy w sposób oczywisty rzucających się w oczy. Centrum miasta i starówka są niezwykle ciekawe architektonicznie. Stara zabudowa dobrze komponuje się z nowocześniejszymi budynkami. Wszystko sprawia wrażenie dobrze estetycznie Montevideo12poukładanego, miłego dla oka. Punkt zero miasta to Plac Niepodległości i pomnik Artigasa (taki miejscowy San Martin) dosiadającego rączego rumaka. Wokół znajdują się budynki pochodzące z różnych czasów- ładniejsze i brzydsze, ciekawsze i nudniejsze. Na uwagę zasługuje budynek Palacio Salvio. Wybudowany w 1928 roku, w chwili otwarcia był najwyższą konstrukcją Ameryki Południowej (wieża ma 105 metrów). Wybudowana w stylu art- deco wieża nie przypomina żadnej innej konstrukcji na świecie. Niezwykle ciekawy pomysł przykuwa uwagę i intryguje. Aparat fotograficzny zaś wprost kocha ten szary kawałek niezwykle uformowanego betonu.

Stare miasto jest dobrze zachowane. Brukowane ulice i stojące przy nich kamieniczki czynią spacery niezwykle przyjemnymi. Kawiarenki, księgarnie, galerie i wystawy nadają charakterystycznego dla bohemi rysu. Spotykani ludzie są raczej eleganccy, zadbani, z pietyzmem dbający o wszelkie detale swoich strojów. My kolorowo ubrani, w bluzach z kapturem wyglądamy na ich tle pstrokato, niczym pisanki. W tym względzie Montevideo nie różni się zasadniczo od Buenos Aires.

Gdy przyjechaliśmy, Urugwaj wciąż żył sukcesem narodowej drużyny osiągniętym w trakcie mistrzostw świata. Drużyna poprowadzona przez najlepszego zawodnika turnieju Diego Forlana zajęła najlepsze miejsce spośród drużyn Ameryki Południowej. Okazali się lepsi od swych sławnych sąsiadów. Setki flag powiewających nad niemal każdym domem, na placach i ulicach miasta tylko potwierdzały przepełniającą każdego Urugwajczyka dumę. Naszych gratulacji nie było końca.Montevideo31 Odbierane były bez fałszywej skromności. Na wspomnienie mistrzostw świata, na twarzach pojawiał się od razu uśmiech, rozpoczynały się opowieści, gdzie to kto nie oglądał danego meczu, jak to w nich nie wierzono, jak to twierdzono, że Forlan najlepsze lata ma za sobą, że nie poznano się na nim w Manchesterze United, etc… Choć wspomnienie to dla mnie odległe, i mocno zamazane, to przypominam sobie nieco atmosferę roku 1992. Upalne lato, wraz z rodzicami i siostrą jesteśmy w Jastrzębiej górze. Pensjonat; o nazwie, bodajże „Adam”; trafił nam się pokój na ostatnim piętrze. Zalany smołą dach produkuje niewyobrażalny ukrop. W nocy nie daje się spać. Co piętnaście minut ktoś idzie wziąć zimny prysznic, dla ochłody. W pensjonacie jest świetlica, wszyscy zbierają się z jednego powodu. Igrzyska olimpijskie w Barcelonie, Polska reprezentacja radzi sobie fenomenalnie. Juskowiak i Kowalczyk strzelają jak na zamówienie. Ten pierwszy zostanie później królem strzelców turnieju. Gorący wieczór, finał, na Nou Camp, Polska przegrywa z gospodarzami, nieznacznie- trzy do dwóch, wszyscy są dumni. W zasadzie nie mówi się o niczym innym- ogromny sukces. Podobne emocje towarzyszyły Urugwajczykom po mistrzostwach świata. A skoro się radujemy, to przecież nie sami i nie w domu, trzeba koniecznie wyjść, spotkać się ze znajomymi. Tym samym docieramy chyba w najciekawszą okolicę Montevideo, czyli życie nocne.

Pulsujące nocą miasto, dziesiątki knajp, w których gnieżdżą się zrelaksowani mieszkańcy stolicy sącząc piwo (chyba najlepsze w skali Ameryki Południowej produkowane jest właśnie w Urugwaju), czy Fernet toną w niekończących się opowieściach, przekomarzaniach, flirtach, etc… czyli to co latynoskie niedźwiedzie lubią najbardziej. Nie byłoby w tym jednak nic nadzwyczajnego, gdyby nie specyficzna atmosfera, atmosfera tango. Nie twierdze, e tańczy się tutaj na każdym rogu ulicy, jak to bywa w weekendy w San Telmo w Buenos Aires. Urugwajczycy bowiem, nie bez pewnych podstaw, twierdzą, że Tango powstało właśnie w stolicy ich kraju, nie zaś w Argentynie. Nie wiem na ile teoria ta jest zasadna, wiem natomiast, że w mieście wieczorami tango się czuje. Chodzi o tę specyficzną brudną atmosferę tego tańca, o tę ocierającą się o sztukę wyrafinowaną wulgarność, zmysłowość.

tango

Dziwny, lecz sugestywny i ekscytujący spektakl rozgrywa się na parkietach barów, gdzie tańczy się tango. Ciężko ubrać w słowa oglądane sceny. Jeżeli którykolwiek z was czytelnicy był kiedyś świadkiem, widział pary pochłonięte bez reszty przez taniec, ten wie o czym mówię, czy raczej staram się powiedzieć. Lokale, w Montevideo, w których do białego świtu garstki ludzi oddają się temu żywiołowi mają swój specyficzny klimat. Ciemne, nastrojowe; skrzypiące, stare, drewniane podłogi, pod ścianami kilka stolików, wyliniały niczym stary kocur, leciwy, niezbyt ruchliwy barman serwuje napoje z bardzo ograniczonego asortymentu baru. Poza tymi na parkiecie, postaci pozostają anonimowe, nie spiesznie przemykają pod ścianami, zawsze skrzętnie ukryte w cieniu. Wszystko ma swoją woń, zapach starej kamienicy, z diabelnie wysokimi sufitami, zapach starych skórzanych kanap, lekki aromat tango2babcinych perfum połączony z ledwie wyczuwalnym dymem papierosowym. Na parkiecie zaś króluje estetyka czerni. Czarne suknie, czarne garnitury, czarne pantofle i ból na twarzach tańczących, ból nieosiągalnej namiętności. Oni walczą o siebie- on nią miota, ona niby się poddaje, zawisa na chwilę na nim w jakiejś niewiarygodnej figurze, pod kątem każącym zdaje się, upaść. Po chwili ucieka, on dalej próbuje, lecz na nic to. Grajek wygrywający pod ścianą rzewne melodie milongi, z twarzą pooraną zmarszczkami niczym pustynia korytami wyschniętych rzek, wypisane ma wszystkie te tkliwe historie na starej fizjonomi.

Tańczą jak gdyby to było ostatnie tango w Montevideo, jak gdyby jutra nie było, jakby więcej miało nie być muzyki, miłości, namiętności, jakby świat miał się zaraz skończyć. Zatem zatańczmy ten ostatni raz. I tacy są właśnie mieszkańcy stolicy. Konserwatywni, lecz niezwykle skupieni na tu i teraz. Wczoraj jest nie ważne, jutra nie ma, a jeżeli będzie to robić będziemy to samo. Znowu zatańczymy ostatnie tango w Montevideo.

Wyjeżdżamy ze stolicy. Poruszamy się na wschód, wzdłóż wybrzeża. W kierunku jednego z najbardziej znanych urugwajskich kurortów Punta del Este.

Prowincja ma charakter rolniczy. Ziemia w Urugwaju jest znacznie intensywniej zagospodarowana aniżeli w Argentynie, czy Brazylii. Poza rolnictwem Urugwaj zarabia na turystyce. Małe miasteczka zamieniły się w kurorty. Punta del este onegdaj zamieszkiwało osiem tysięcy autochtonicznych dusz. Dzisiaj to niemal metropolia z kilkudziesięcio piętrowymi budynkami. Wszystko to hotele. Latem to miejsce pulsuje. Spotkałem się z twierdzeniem, iż to połączenie hiszpańskiej Costa Brava z Maiami. I chociaż to oczywista przesada, to sama odwaga stawiającego taką tezę, daje pewne wyobrażenie o skali turyzmu w tej niegdyś zapadłej dziurze.

punta1

Problem jednak w tym, że my zjawiliśmy się tam zimą. A zimą jak to zimą w kurorcie- puchy, nikogo, dosłownie NI-KO-GO. Sklepy pozamykane, hostele pozamykane, nic się nie dzieje, pozostają spacery. Tyle, że i to nie wchodzi w rachubę, bo trafiliśmy akurat na przepodłą pogodę. Lał taki deszcz, kiedy to odechciewa się absolutnie wszystkiego, na morzu sztorm, przez szyby prawie nic nie widać, koszmar. Jak nam zostało wyjaśnione później, było to stałe zjawisko pogodowe, występujące co roku dokładnie o tej samej porze roku i trwające od tygodnia do może dziesięciu dni (jak pech to pech…).

Zatem z nosami spuszczonymi na kwintę postanowiliśmy się ewakuować. Warta zobaczenia była jeszcze Colonia del Sacramento, jednakże odstraszyła nas upiorna wprost pogoda. W naszym wypadku, najszybszym sposobem wydostania się okazał się autobus okrążający La Platę.punta2 Zwiedziliśmy zatem kolejną granicę będąc przy okazji świadkami próby nielegalnej imigracji dwu niebrzydkich obywatelek któregoś ze środkowoamerkańskich bantustanów do Argentyny. Nawiasem mówiąc, na tym etapie podróży byliśmy już profesjonalistami w wyginaniu się w chińskie „Z” w poszukiwaniu najdogodniejszych pozycji do spania w autokarach. Później, szczególnie w trakcie osiemdziesięcio godzinnej podróży z Chile do Rio nauczyliśmy się przesypiać po kilkanaście godzin ciurkiem, bez budzenia się nawet na nierównych, dziurawych drogach. Umiejętność ta jest konieczna by uniknąć frustracji i chęci cięcia sobie żył. Autokar bowiem to koszmar. Do dzisiaj, po tej przejażdzce z Santiago, na widok terminali autobusowych, zwanych to Brazylii Rodoviaria mam odruch wymiotny.

Nad ranem wróciliśmy do Buenos, gdzie przywitała nas ładna pogoda. Niemal już na pamięć przejechaliśmy drogą z Retiro do Plaza de Constitucion i dalej „Wukadką” (a raczej Bukadką) do Banfield.

O Urugwaju zatem zbyt wiele powiedzieć nie możemy. Nawet w samym Montevideo, któremu poświęcono tu nieco więcej słów spędziliśmy zaledwie kilka dni. Jednak wszystkiego mieć nie można, a poznanych tam ludzi wspominać będziemy z sentymentem.

Reszta czasu, jaki spędziliśmy w Buenos upływała na wyczekiwaniu wiosny, przygotowaniach do podróży po Patagonii, planowaniu, sprawdzaniu ekwipunku, etc… Ewentualnie, co ładniejsze dni wykorzystaliśmy dla obfotografowania najciekawszych miejsc stolicy.

Wraz z początkiem października porzuciliśmy nasze cieplutkie schronienie, gdzie zadekowaliśmy się na dobre, zarzuciliśmy plecaki na świeże ramiona i ruszyliśmy gotowi odkrywać krainę okrytą sławą podróżniczej ziemi obiecanej. Patagonia, bo o niej mowa, to gigantyczny obszar, na którym żyje zaledwie garstka, jak na te przestrzenie, ludzi. Istnieje jeszcze mniej dróg i szczerze powiedziawszy, za właściwego pana tych ziem spokojnie uważać może się wiatr. Zaś za ich zasadniczą populację- owce- człowiek to mniejszość gatunkowa w tych stronach. Zdołał wyrwać naturze zaledwie skrawki ziemi. Tutaj Homo Sapiens to zaledwie petent w urzędzie natury i przestrzeni, karnie oczekujący decyzji wszechwładnego urzędnika.

PiK

galeria zdjęć z Montevideo

Tagi: , , , , , , ,

1 Comment

  • Stefan napisał(a):

    Bylismy z zona w Buenos Aires rok temu, jesli was tylko stac na taka podróz to goraco polecam, nie zapomnicie do konca zycia.
    Pozdrawiam Stefan

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.