0

W kierunku Machu Picchu, czyli w imperium Inków cz. II

Napisał: Admin dnia: Gru 30, 2011 w Kategoria główna

W ten sposób dotarliśmy do miejsca, gdzie skończył się trud i znój a rozpoczął piękny etap tej wędrówki. Ostatnia, najwyższa przełęcz nie dostarczyła już tak wiele trudu jak dwie poprzednie. Znacznie łagodniejsze podejście uczyniło wysokość czterech tysięcy sześciuset metrów niestraszną. Dzięki temu, że pot nie spływał już obfitością potoków z czół, a myśli nie koncentrowały się wyłącznie wokół zmęczenia i podstawowych potrzeb organizmu, można było unieść wreszcie głowę i skupić się na pięknie otaczającego świata.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , ,

 
1

Choquequirao

Napisał: Admin dnia: Gru 26, 2011 w Kategoria główna

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , ,

 
0

W imperium Inków

Napisał: Admin dnia: Gru 26, 2011 w Kategoria główna

Podróż po Peru zaczęliśmy dość nietypowo.  Podczas gdy większość turystów kieruje się w miejsca powszechnie znane, takie jak chociażby: Machu Picchu, Cusco, Nazca, czy Lima, my wylądowaliśmy w Puerto Maldonado. Miasto to pomimo, iż jest stolicą prowincji nie ofiaruje specjalnie nic ciekawego. Jest to ostatnia miejscowość peruwiańska przed granicą z Boliwią. Zbudowane zostało wśród lasów puerto maldonadorównikowych, w które Peru obfituje. Przebiega przez nie także, a w zasadzie winnym stwierdzić, że będzie przebiegać, gdyż imponujący most wiszący nad rzeką Madre de Dios nie został jeszcze otwarty, interoceaniczna autostrada, która, gdy zostanie ukończona, połączy atlantyckie wybrzeże Brazylii z Peruwiańskim Pacyfikiem, gdzie przetnie się także ze słynną autostradą Panamericana. Póki co jednak, transport przez rzekę odbywa się na małych barkach wyposażonych w malutkie motory i półtorametrowe rury zakończone śrubą, która wydając niezwykle rozpaczliwy dźwięk, mieli brązowe wody rio Madre de Dios, z trudem przeciwstawiając się wyjątkowo silnemu prądowi.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , , ,

 
0

Wrota Nowego Świata

Napisał: Admin dnia: Gru 20, 2011 w Kategoria główna

Pewnego pięknego, bezchmurnego i gorącego, marcowego dnia roku pańskiego 1741 na horyzoncie morskim karaibskiej perły w koronie hiszpańskiej pojawiły się żagle gigantycznej floty. Mieszkańcy wspięli się na miejskie mury, cartagena1których konstrukcję rozpoczęto sto pięćdziesiąt pięć lat wcześniej, po ataku jednego z najsławniejszych  korsarzy w historii ziemskich mórz i oceanów Sir Francisca Drake’a, który splądrował miasto i oszczędził absolutną destrukcję tylko za cenę ogromnego okupu. Bystre i ciekawe oczy poczęły wpatrywać się w bandery powiewające na masztach przybyszy. Gdy dostrzegły charakterystyczne białe flagi z czerwonym krzyżem zaprzysięgłego, największego arcy wroga hiszpańskiej korony, przerażeni ludzie w pośpiechu podążyli do domów, sięgnęli po szpadle i zaczęli zakopywać swój dobytek.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , ,

 
0

„Kwiaty polskie”

Napisał: Admin dnia: Lis 10, 2011 w Kategoria główna

Chciałbym przytoczyć fragment poematu Tuwima, najbliższy nam, mówiący o Rio de Janeiro:

„Kwiaty polskie”

Wierszu mój, dziwne twoje dzieje…
Bo pomyśl: Rio de Janeiro
Było tych kwaitów oranżerią
A tam (- Pamiętasz Orchideje,
Flor de Ipê, Jasmin do Cabo,
Maracujá i Flamboyanty,
Sześciopiętrowe drzew giganty,
Kwiatami obsypane krwawo?)
(…) I nagle – jakbym wonne żniwo
Garściami z miodnej łąki zgarniał
Z Copacabany, z Ipanemy,
Z Tijuca, Z Botafogo, z Leme
Wybuchła polskich słów kwiaciarnia.
(…) Błogosławiona eskapado!
Dziękuję. Muito obrigado
Za Rio i za wiersz wygnańczy.

I kolejny fragment:

Dziś w Rio dżdżysty polski dzień
I polskie chmury niebo kryją.
Jak okręt widmo, okręt-cień,
Dziś Łódź wylądowała w Rio.
Jak zawsze, deszcz wyciąga mnie
Na spacer… Awenidą? Nie.
Od Krótkiej do Nawrotu. Potem
Sto razy tam i sto z powrotem.

Julian Tuwim 1949

 
0

Pewnego razu w Ameryce, czyli czy to tak było czy nie było

Napisał: Admin dnia: Sie 29, 2011 w Kategoria główna

Życie w odbycie, czyli pamiętnik gówna

Leopold Tyrmand

Wielka Brunatna Rzeka -Zdziwienie wizowe – Pycha – Co robić? – Początek tułaczki

Dawno, dawno temu za siedmioma morzami i siedmioma górami, w krainie zwanej Beni, wraz z przyjacielem podróżowaliśmy w dół Wielkiej Brunatnej Rzeki. Wielka Brunatna Rzeka, jak sama nazwa wskazuje, jest okazałych rozmiarów. Rzeki mają to do siebie, że im większe i starsze w swym biegu, tym stają się leniwsze i kapryśniejsze. Niczym stary wyliniały kocur, wolą poleżeć i nigdzie się nie śpieszą, a już z całą pewnością stronią od sportu i przemęczania się jako takiego. Taka też była nasza Wielka Brunatna Rzeka. Nie tylko powolnie wlekła się w dół swego koryta. Była także kapryśna i obniżyła swe wody wyjątkowo, nawet jak na suchą porę, w której to przyszło nam, po jej brązowawym lustrze zmierzać w dal. To, rzecz jasna, naszej podróży w żaden sposób nie przyśpieszało. Wprost przeciwnie, nasza błękitna barka, o uroczej nazwie „Lolita” w sposób dość frustrujący, musiała się zmagać z humorami Wielkiej Brunatnej.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , , , , ,

 
0

Skazani na Lolitę cz. III

Napisał: Admin dnia: Lip 28, 2011 w Kategoria główna

Załoga, w zasadzie, od samego początku, uznała najwyraźniej, że zajmowanie się nami mija się z jakimkolwiek celem. Zaczęliśmy być, więc, typowym boliwijskim stylem, traktowani jak powietrze. Nastręczyło to drobnych problemów. Choćby skrawkowe informacje byłyby bowiem, przydatne. Chociażby ustalenie, jak i gdzie mamy spać. W końcu jednak, zniecierpliwieni, postanowiliśmy zrobić wszystko po swojemu. Rozpiąłem swój hamak w miejscu, które wydało mi się najdogodniejszym. Jako że, Kisiel nie mógł uczynić tego samego, gdyż jego amazońskie łóżko, było się podarło nieco wcześniej, przystąpiliśmy do rozbijania namiotu. Zresztą, później, okazało się to zbawienne również i dla mnie. W każdym bądź razie, upatrzyliśmy sobie wygodne miejsce na dachu, czy jak to woli, na górnym pokładzie, tuż za sterówką i tam, po uzyskaniu milczącej aprobaty, któregoś z członków  załogi, której jeszcze nie rozpoznawaliśmy, zabraliśmy się do rozbijania naszego kopulastego domku.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , ,

 
0

Skazani na Lolitę cz. II

Napisał: Admin dnia: Lip 26, 2011 w Kategoria główna

Po tym, jak przenieśliśmy się w czasie wraz z pozostałościami po kulturze Piatiti, dalszy pobyt  w Trynidadzie stracił sens. Teraz, należało zaokrętować się i wyruszyć w długą drogę, w dół wielkiej Mamore, która zebrawszy kilka mniejszych rzek, łączy się z rio Beni i nazywając się się już Madera, a po przekroczeniu granicy z Brazylią Madeira, w końcu zasila Amazonkę (wedle geografii brazylijskiej Solimoes) jako jeden z jej największych dopływów.

Teoretycznie, sprawa od strony organizacyjnej przedstawiała się w sposób niezbyt skomplikowany. Według przewodnika, należało udać się do leżącego jakieś dziesięć kilometrów od Trynidadu Puerto Almacen, gdzie znajdował się kapitanat portu i tam kupić bilet na jeden ze statków płynących w dół rzeki. Rejs miał trwać pięć dni i według naszego almanachu z pod znaku Lonely Planet, jakość usług oferowanych na boliwijskich statkach miała dalece przewyższać standardy brazylijskie. Łodzie z Amazonki, nazywano tam wprost „bydłowozami”. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale mając już doświadczenia z królowej rzek, gdzie warunki były dość oryginalne, lecz na pewno nie niekomfortowe, wyobrażałem sobie, co najmniej wygodny wycieczkowiec.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , , , ,

 
0

Skazani na Lolitę cz. I

Napisał: Admin dnia: Lip 25, 2011 w Kategoria główna

Drugi dzień na pokładzie Lolity. W zasadzie, trzeci. Mieliśmy wypłynąć w piątek, w południe. Mieliśmy… Ta skomplikowana sztuka udała się dopiero późnym sobotnim rankiem. Dlaczego? Nie wiadomo. Jedynym wytłumaczeniem tego frapującego problemu, a ściślej rzecz ujmując, jedynym słowem- kluczem, tłumaczącym całą masę zjawisk, które dla przybysza z za oceanu pozostają frustrującymi znakami zapytania, jest “Boliwia”. Nie tylko, nie wypłynęliśmy w piątek. Boliwijczycy mają też, tę wspaniałą cechę, która powoduje, iż komunikacja z nimi przebiega w rio_mamore_026sposób dość oryginalny. Może ona przybierać różne formy. Zawsze ma jednak, jedną wspólną cechę – nie sposób uzyskać żadnej, wiarygodnej informacji. To zjawisko jest tak fascynujące, iż wypada żałować jedynie, że nie wybraliśmy studiów antropologicznych. Stanowi ono bowiem, doskonały temat dla odkrywczej pracy doktorskiej. Jej tytuł mógłby brzmieć np. “Dzieci we mgle”.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , , ,

 
0

Zanim przybyli Inkowie

Napisał: Admin dnia: Lip 14, 2011 w Kategoria główna

Kiedy myślimy o terenach Boliwii, Peru, północnego Chile w kategoriach historycznych, zazwyczaj automatycznie wymieniamy kolejne wydarzenia, z którymi ten rejon geograficzny nam się kojarzy. Przed tym, jak powstały te państwa, była walka o niepodległość, gdy wielcy libertadorzy, wykorzystując słabość Hiszpanii i jej problemy w Europie, wzniecili wojny, rządni wolności. Poprzedziły to czasy kolonialne i eksploatacja kontynentu przez Europejczyków. Ci przybyli w XVI wieku, kiedy to pod wodzą wielkiego konkwistadora Francisco Pizzarro, który w Nowym Świecie wylądował ze stu sześćdziesięcioma ośmioma żołnierzami i trzydziestoma siedmioma końmi i rozbił w pył i w proch imperium inkaskie. Istniało one, w czasach największego rozwoju, na terytorium od Kolumbii, wzdłuż Andów, aż po północne regiony dzisiejszej Argentyny i Chile. Stolicę swą miało w Cuzco. Rzecz jasna, każdy też wymieni Machu Picchu, jako wspaniałą pozostałość architektury inkaskiej.

Czytaj dalej…

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Copyright © 2017 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.