Mieczysław Zaręba – żołnierz, wspinacz wysokogórski

Posted by Admin on Kwi 5, 2011 in Kategoria główna |

Dzisiaj, z przyjemnością publikujemy tekst Pani Julity Grodzkiej. Wraz z tą opowieścią wracamy w Andy i polskie w tych górach szlaki. Prezentujemy poniżej historię człowieka, który góry te przemierzał niejednokrotnie i trwale wpisał się w annały polskiego Andynizmu. Życzymy miłej lektury!

PiK

Panu Mieczysławowi Zarębie – którego bliscy nazywają Mike – niewiele już brakuje do stu lat. Mimo to trzyma się świetnie. Wspaniałą kondycję zawdzięcza swojej życiowej pasji: wspinaczce po górach. Przemierzył wiele pasm i wspinał się na szczyty, z których niektóre zdobył jako… pierwszy. Kilku z nich w Andach wraz z przyjaciółmi z wypraw nadał – zgodnie z obowiązującym w Argentynie prawem – nazwy bliskie sercom Polaków.

Szczegóły tych wypraw – opowieści ich uczestników – znajdziecie TUTAJ. Nie ma ich w gazecie – tam znajdziecie natomiast historię życia Pana Mietka, której wysłuchała Julita Grodzka.

zdj1


O panu Mieczysławie można powiedzieć, że większość życia był nauczycielem, ale nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu. W czasie II wojny światowej szkolił spadochroniarzy, a po wojnie, kiedy wyjechał z rodziną do Argentyny – uczył angielskiego. Przede wszystkim zaś swojej pasji… miłości do gór. Wspinaczkę przećwiczył nie tylko ze swoją rodziną, ale z wieloma młodymi ludzi, którzy zatrzymywali się w jego ukochanym schronisku w Andach. Był też autorytetem w dziedzinie andynizmu na całym świecie i w Polsce – nawet i dziś można znaleźć w Internecie przedruki jego publikacji drukowanych m.in. w piśmie „Taternik”. Z czasów młodości zostało mu dużo zdjęć i wspomnień, które rozpamiętuje w zaciszu swojego domu w Croydon.

Polska – pierwsza Ojczyzna

Pan Mieczysław Zaręba urodził się w maju 1920 r. w Krakowie. Jako czternastolatek po raz pierwszy towarzyszył ojcu w wyprawie w góry. Zakochał się w nich szalenie i to na zawsze. Na tatrzańskich stokach odbierał swe pierwsze lekcje narciarstwa, który to sport w przyszłości opanował do perfekcji. Nie przypuszczał wtedy, że będzie mu w życiu dane śmigać po andyjskich zboczach.

Po ukończeniu krakowskiego gimnazjum podjął naukę w Szkole Podchorążych we Lwowie. Edukację przerwała mu II wojna światowa, rzucając w szeregi pułkownika Stanisława Sosabowskiego (później słynnego generała, twórcy pierwszej w historii Wojska Polskiego jednostki spadochronowej, którą mimo zasług i oddania brytyjskie dowództwo potraktowało okropnie, a dowódcę całkowicie niehonorowo – naprawdę warto poczytać historię życia generała Sosabowskiego oraz film na YouTube „Honor Generała” – przypis od redakcji). Wraz z dwojgiem przyjaciół Pan Mieczysław przemierzył Polskę, Węgry oraz Francję, by trafić ostatecznie do Wielkiej Brytanii.

Wielka Brytania – z lotnictwa do Róży

Swe dwudzieste urodziny Mieczysław Zaręba obchodził już w Wielkiej Brytanii. Zgłosił się na ochotnika do brygady spadochronowej, która szkoliła się w Szkocji. Dowódca Sosabowski zauważył niesamowite zdolności Mike’a i mianował go trenerem. Pan Mieczysław nauczał spadochroniarstwa przez cztery lata. Sam zaś marząc o wstąpieniu do RAF-u (Royal Air Force, czyli brytyjskie siły lotnicze), przechodził kursy pilotażu. Był szkolony na wyśmienitych samolotach bojowych Tiger Moth i Harvard. Wtedy też poznał sympatyczną Szkotkę o imieniu Rose, działającą dla WAAF-u (Women’s Auxiliary Air Force – Żeńska Służba Pomocnicza w Lotnictwie Królewskim Wielkiej Brytanii). Dziewczyna stała się kolejną wielką miłością Mike’a – ukochaną Różą pilota z odległej polskiej planety, prawie jak w opowiadaniu Mały Książę.

Zakończenie wojny pokrzyżowało plany Polaka o karierze pilota i przyniosło kres wszelkim szkoleniom. Na szczęście nie zakończyło znajomości z Rose, którą pan Mieczysława poślubił w 1946 r.

Pierwsze lata po wojnie Mieczysław Zaręba poświęcił na zdobycie dyplomu z filologii angielskiej na Uniwersytecie w Cambridge. W latach 1947-48 został nauczycielem dla lotników obcego pochodzenia. Rok 1948 był również dla małżonków momentem podjęcia decyzji o opuszczeniu Anglii i wyjeździe do Argentyny.

Mendoza – ziemia słońca i dobrego wina

„W styczniu 1949 r. wraz z mężem Polakiem i małym synkiem wyruszyliśmy z Southampton na małej argeństyńskiej łodzi o nazwie Cordoba, by zacząć nowe życie i poznać nowy język – hiszpański – w Mendozie. Nie wiedzieliśmy nic na temat miasta, prócz tego, że jest położone na przedgórzu Andów, co jak magnes przyciągało mego męża alpinistę’’ – tak zaczynają się spisane przez Rose wspomnienia o trwającej 23 lata przygodzie rodziny Zarębów z Argentyną.

Po załatwieniu formalności udało sie przybyszom wynająć dach nad głową w miejscowości Finca. Dom nazywany El Pino położony był w sercu winnic. Życie bez prądu i gazu, z niechcianymi lokatorami – szczurami, było nie lada wyzwaniem, ale też przygodą. Pan Mieczysław pierwszych lekcji angielskiego udzielał, jeżdżąc do uczniów na rowerze. Rodzinie Zarębów nie żyło się lekko, szczególnie po narodzinach trzeciego dziecka, syna Michaela (córka Rita przyszła na świat dwa miesiące po przyjeździe). Na szczęście małżonkowie zaczęli poznawać miejscowych ludzi, życzliwych i chętnych do pomocy. Z czasem Polak stał się szanowanym i znanym w Argentynie profesorem.

Dzieci ucząc się w lokalnej szkole, nie miały problemów z opanowaniem języka hiszpańskiego. Gdy podrosły, cała rodzinka robiła wycieczki w góry i odnajdowała frajdę w narciarstwie. Mike – za przykładem ojca – wyszkolił swe pociechy na mistrzów w tej dyscyplinie. Żonę trochę mniej, co w swoich wspomnieniach tak zapisała Rose: „mi cały dzień zajmowało zjechanie na sam dół, podczas gdy mój mąż wraz z dziećmi wyjeżdżali kilka razy i spokojnie mijali mnie slalomem”.

Argentyna – baza wypadowa w Andy

Po paru latach państwo Zarębowie przeprowadzili się z powodu pracy Mike’a i szkoły dzieci do Maipu – miasta słynącego z jednej z największej wytwórni wina (hiszp. bodegas) na świecie. Nowy dom w porównaniu z poprzednim wydawał się luksusowy – miał prąd i gaz.

Pan Mieczysław stał się tam znany nie tylko dzięki profesji nauczyciela języka angielskiego, ale również dzięki wyprawom w góry.

Jako pierwszy zdobył kilka andyjskich pięciotysięczników. Na dwa z nich wspinał się z członkami polskiej wyprawy, dlatego nazwane zostały Polonia Milenaria – by uczcić 1000-lecie chrześcijaństwa w Polsce oraz Monte Cassino – na pamiątkę słynnej bitwy z czasów II wojny światowej okupionej krwią Polaków. Trzeciemu ze szczytów, który zdobył samotnie, nadał imię Krakus – cały czas miał w pamięci i sercu swój ukochany Kraków. W Argentynie bowiem prawo zezwala temu, kto zdobędzie po raz pierwszy szczyt o wysokości ponad 5000 m, na nazwanie go według swego uznania.

Przygotowywana ponad rok wyprawa na Monte Cassino zakończyła się jednak tragedią, którą głęboko przeżył i sam Mieczysław Zaręba, i inni członkowie wyprawy. Stracili oni jednego ze swych kolegów – dziewiętnastoletniego Marka Gaińskiego, który zginął od lawiny kamieni (relację z tej wyprawy, w tym m.in. artykuł samego Mieczysława Zaręby znajdziecie na naszej stronie www.crawley.pl).

By uczcić tragiczną śmierć kolegi, Polacy postanowili zbudować schronisko i nazwać jego imieniem. Własnymi siłami stworzyli u stóp Andów – jak określił sam pan Zaręba „maleńką oazę Polski”. Miejsce jest piękne, a widok ze schroniska na pasmo Andów to jak z Gubałówki na łańcuch Tatr. Schronisko gościło wiele wysokogórskich ekspedycji z Polski. Tu też pan Mieczysław poznał Wandę Rutkiewicz (jedną z najsłynniejszych himalaistek, która jako trzecia kobieta na świecie zdobyła najwyższy szczyt na Świecie Mount Everest, a jako pierwsza K2; zdobyła także najwyższy szczyt Andów: Aconcaguę; zginęła w czasie wyprawy na Kanczendzongę w 1992 r.). Czasy te wraz z wyprawami w góry, działalnością polskiego schroniska oraz Polskiego Stowarzyszenia w Mendozie (nadal prężnie działającego) pan Mieczysław wspomina z łezką w oku.

Mimo różnych trudności całej jego rodzinie żyło się w Maipu bardzo przyjemnie. Wolny czas wypełniało pływanie, ukochane narciarstwo i fiesty (zabawy). Jak wspomina Rose: „Po tańcach na trawniku pod milionem gwiazd rozrzuconych na spokojnym, pięknym nocnym niebie Mendozy, przychodziła pora na śpiewanie piosenek. Wszyscy pokochali angielskie i polskie przyśpiewki (w tym Góralu, czy Ci nie żal), ale i my szybko zakochaliśmy się w argentyńskiej muzyce folkowej.”

Anglia – po raz drugi

Wydawałoby się, że państwo Zarębowie wrośli w krajobraz Andów na tyle, by mieszkać tu na zawsze. Dla Rose domem pozostawała jednak ukochana Anglia, za którą bardzo tęskniła. Małżonkowie po 23 latach spędzonych w Argentynie i bardzo trudnym rozstaniu z najmłodszym synem, który zdecydował się tam pozostać, wrócili w 1972 r. do Wielkiej Brytanii. Przez długi czas odwiedzali corocznie syna Michaela i jego rodzinę oraz mnóstwo przyjaciół czekających na nich z utęsknieniem. Gdy Rose zmarła, pan Mieczysław pozostał tutaj, w Croydon wraz z cudownymi wspomnieniami i niezliczoną ilością zdjęć, z których każde dla tego niezwykłego człowieka jest jak… tysiąc słów.

Moje niezwykłe spotkanie z nim kończę nurtującym mnie cały czas pytaniem: „Gdzie jest Pana Ojczyzna?”. Czy może zaskoczyć odpowiedź: „Z urodzenia jestem Polakiem, z zamiłowania Argentyńczykiem, a z zamieszkania Anglikiem”?.

zdj2

Na tym zdjęciu wizytacja gen. Władysława Sikorskiego w tzw. Małpim Gaju, gdzie polskich spadochroniarzy szkolił płk. Sosabowski (później gennerał)

zdj3

Polscy spadochroniarze i Rosa

Julita Grodzka

Tagi: , , , , , , ,

1 Comment

  • Marta Rebzda napisał(a):

    Szanowna Pani,
    nazywam się Marta Rebzda. Jestem reporterem ze Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Chciałabym prosić Panią o pomoc w nawiązaniu kontaktu z panem Mieczysławem Zarębą, z którym chciałabym nagrać reportaż.

    Będę wdzięczna za odpowiedź.

    Serdecznie pozdrawiam,

    Marta Rebzda

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.