Manaus, czyli burza z amazońską duszą

Posted by Admin on Mar 18, 2010 in Kategoria główna |

„Słońce już zniżało się nad Nagą Górą, ale skwar był jeszcze nie znośny i udręczeni nim żołnierze w obu kohortach męczyli się (…). Maleńki dowódca Ali miał mokre czoło, jego biała koszula pociemniała na plecach od potu, znajdował się on u stóp wzgórza, tam gdzie pozostawiono wolne przejście na szczyt, co chwila podchodził do skórzanego wiadra, które było w pierwszym plutonie, złożonymi dłońmi czerpał zeń wodę, pił i zwilżał swój (…).Syryjczycy chronili się do tych szałasów uciekając przed bezlitosnym słońcem. Wiadro szybko pokazywało dno i żołnierze z różnych drużyn po kolei chodzili po wodę do niedalekiego wąwozu, gdzie w wątłym migotliwym cieniu mizernych drzew morwowych w tej piekielnej spiekocie dożywał swych dni z lekka zmętniały strumyk.

(…)

Wtedy coś wionęło w twarz byłego poborcy, coś zaszeleściło u jego stóp. Powiało raz jeszcze i Lewita otworzył oczy i zobaczył, że czy to pod wpływem jego klątw, czy też z jakiegoś innego powodu cały świat się zmienił. Słońce zniknęło nie doszedłszy do morza, w którym tonęło co wieczora. Pochłonęła je groźna i nieodparta chmura burzowa nadciągająca niebem od zachodu. Na jej krawędziach kipiała już biała piana, czarny i dymny jej brzuch przeświecał żółto. Chmura warczała i od czasu do czasu wysypywały się z niej ogniste nici. Przez drogę do Jafy i przez nędzną dolinę Gehinom nad namiotami wiernych przetaczały się wzbite nagłym uderzeniem wiatru słupy kurzu.

(…)

Robiło się coraz mroczniej. Chmura sunąc ku Jeruszalaim zalała już połowę nieba, kipiel białych obłoków poprzedzała tamtą, pełną czarnej wody i ognia chmurę. Błysnęło, grom uderzył nad samym wzgórzem.

(…)

Zapadł półmrok, błyskawice bruździły czarne niebo. Nagle bryznął z niego ogień (…) Ciemność okryła Jeruszalaim.

Ulewa lunęła nagle, zastała centurie w połowie zbocza. Woda runęła tak straszliwa, że gdy żołnierze zbiegali na dół, już pędziły za nimi w pogoń rozpasane strumienie. (…)Po kilku minutach w dymnej kipieli burzy, wody i ognia na wzgórzu pozostał jeden tylko człowiek.

(…)

ciemność, która nadciągnęła znad Morza śródziemnego, okryła znienawidzone przez procuratora miasto. Zniknęły wiszące mosty łączące świątynię ze straszliwą wieżą Antoniusza, otchłań zwaliła się z niebios i pochłonęła skrzydlatych bogów ponad hipodromem, pałac Hasmonejski wraz z jego strzelnicami, bazary, karawanseraje, zaułki, stawy… Jeruszalaim, wielkie miasto, zniknęło, jak gdyby nigdy nie istniało. Wszystko pożarła ciemność, która przeraziła wszystko, co żyło w samym Jeruszalaim i w jego okolicach. Dziwna chmura przygnana została znad morza przed wieczorem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan.

(…)

Wlewała się w okienka i spędzała ludzi z krętych uliczek do domów. Niespieszne jej było podzielić się z ziemią swą wodą, obdzielała ją tylko swą barwą. Skoro tylko dymną czarną kipiel rozłupywał ogień, wzbijała się ku górze z nieprzejrzanych ciemności ogromna bryła świątyni z połyskującą łuską dachu. Ale ogień gasł natychmiast i świątynia pogrążała się w ciemnej otchłani. Wyrastała z niej po kilkakroć i znowu się zanurzała, a za każdym razem towarzyszył takiemu zanurzeniu łoskot właściwy kataklizmom.

(…)

Ulewa lunęła nieoczekiwanie, a wtedy burza przemieniła się w huragan. W tym samym miejscu, gdzie około południa procurator rozmawiał z arcykapłanem, koło marmurowej ławy w ogrodzie, uderzenie podobne uderzeniu armatniego pocisku przełamało jak trzcinę cyprys. Wraz z pyłem wodnym i gradem wiatr wciskał pod kolumnadę tarasu zerwane róże, liście magnolii, kawałki strzaskanych gałęzi i piasek. Huragan szarpał ogrody”.

Od kiedy po raz pierwszy przeczytałem „Mistrza i Małgorzatę” w mojej jaźni istniała już tylko jedna burza. Cała reszta była banalnymi piorunami, deszczem, błyskami i grzmotami. Jeżeli burza, to tylko ta z nad Jeruszalaim i tylko ta, przed którą było tak duszno, że Piłat ni to błagając, ni rozkazując żądał  od Bogów trucizny. Tylko ta, przed którą uciekali legioniści centuriona Marka Szczurzej Śmierci. Tylko ta…

Żadne inne zjawisko na miano Burzy nie zasługiwało- ewentualnie „burzy” używałem niekiedy dla ułatwienia komunikacji. Ale Burza wciąż była tylko jedna.

I choć działo się to między Boa Vista i Manaus, w środku Amazonii, bynajmniej niezakurzonej (co przy tutejszej wilgotności jest nie możliwe) to coś z Burzy w tym się odnajdywało. I choć nie było ogrodów posiadłości piątego procuratora Judei, migreny, myśli o truciźnie i znienawidzonego miasta, to nagle przed oczyma stanął obraz Jeruszalaim z tego właśnie popołudnia…

To była naprawdę ciemna noc. Jeszcze przed zmrokiem nad Boa Vista, na pomarańczowym niebie zawisły ciężkie, stalowe chmury. Gęsty cień zasnuwał wysuszoną ziemię, obłapiając ją w coraz szczelniejszym uścisku. Klaustrofobiczną atmosferę potęgowały rozświetlające co chwilę niebo błyskawice. Spokojne jeszcze lustro Rio Branco, niczym na taśmie filmowej rejestrowało niezwykłą grę barw. Niewinny, dziecięcy jasnoniebieski kolor nabrał najpierw różowawych odcieni, aby następnie zapłonąć agresywną pomarańczą zachodu słońca, i wreszcie przez ciemny granat zgasnąć w nieprzeniknionej czerni.

IMGP1671

Wkrótce zrobiło się nieznośnie duszno. Strumienie potu spływały po śniadych ciałach mieszkańców Boa Vista. Z każdym kolejnym oddechem ludzie coraz łapczywiej łapali zastałe powietrze.

Zmrok nad Amazonią zapadł bardzo szybko, wręcz nagle, raptownie, niespodziewanie. Zapanowała ciemność, wręcz zupełna czerń. Wzmógł się wiatr, niebo pękło, spadł zacinający, nieprzyjemny deszcz. Czarny krajobraz co chwilę rozświetlał, niczym światło fotograficznego flasha, blask pioruna uderzającego gdzieś na horyzoncie w bezkresny las deszczowy.

W tych okolicznościach, około trzeciej nad ranem po kilku godzinach podróży, po raz pierwszy w życiu drogą lądową przekroczyliśmy równoleżnik zerowy- równik- granic półkul.

Za plecami, za horyzontem zgasła Gwiazda Polarna- kosmiczny konstans na ziemskim nieboskłonie- nadzieja i wskazówka zgubionych. Teraz szukać będziemy Krzyża Południa, który tej nocy, gdzieś, niewidoczny za ciężkimi chmurami musiał po raz pierwszy dla nas, wzejść na południowym niebie.

Po dwunastu godzinach dotarliśmy do stolicy Estado Amazonas Manaus- dwumilionowego miasta, eklektycznej metropolii wśród lasów deszczowych, pełnomorskiego portu położonego tysiąc pięćset kilometrów od wybrzeży Atlantyku, kolejnego przystanku naszej podróży.

Historia pewnego drzewa

Jest niewątpliwie czymś banalnym rozpoczynać opis miasta miasta krótkim rysem historycznym. I choć zdajemy sobie z tego sprawę, żeby, choć odrobinę zrozumieć Manaus, należy o kilku kwestiach wspomnieć.

To, co nie istotne, to same początki. Manaus zostało założone jako portugalski fort, służący do obrony przed hiszpańskimi kolonizatorami, przekonanymi, iż w dolinie Amazonki jest złoto.

Jednak, dynamiczna ewolucja, której owocem jest dzisiejsze miasto rozpoczęła się wraz z odkryciem kauczukowca, a w zasadzie, z możliwością wytwarzania gumy żywicy tego drzewa.

Manaus jako znakomicie, jak na amazońskie warunki, położony port u ujścia Rio Negro do Rio Solimoes, stał się bazą, do której trafiał zebrany w dżungli kauczuk. Ładowano go na płynące do Europy statki, aby już na Starym kontynencie wytwarzać z niego gumę.

Tym sposobem w połowie XIX wieku miasto przeżyło najazd Portugalczyków, Anglików, Niemców i przedstawicieli innych narodów, którzy w krótkim czasie zaczęli tworzyć niewyobrażalne fortuny.

Warto, ewentualnie, przytoczyć pewne fakty, dające pojęcie o bogactwie ówczesnych magnatów kauczukowych. Posiadłości europejczyków często budowane były w całości, z materiałów sprowadzanych z Włoch, Niemiec, czy IMGP2154z Francji. Żony baronów zabraniały służbie robienia prania w Rio Negro, gdyż ta zabarwiała ich koronki. Dlatego też, na statkach płynących do Europy, obok kauczuku, znajdowały się ubrania wysyłane wyłącznie do prania.

Manaus nabierało znanego dzisiaj, jako kolonialny, nowego stylu. Powstawały liczne kamienice, targ Mercado do Lisboa (będący małą kopią paryskiego Les Halles),  opera Teatro Amazonas,  czy Porto Flutante- zaprojektowany przez Brytyjczyków port, unoszący się na wodzie, dzięki czemu sięgające nawet dwudziestu metrów wahania poziomu wody nie zakłócają jego pracy.

Miasto stawało się obrzydliwie bogatą perłą, otoczoną dziką dżunglą, w której rosło najcenniejsze drzewo świata, stolicą światowego kauczuku, obiektem zazdrości i pożądania innych państw.

Nieświadomi zbliżającej się apokalipsy, Brazylijczycy pilnie strzegli swego skarbu. To jednak nie wystarczyło…

Handlujący sadzonkami orchidei, Anglik Henry Wickham był doskonale znany celnikom z Manaus. Jego transporty zawsze były identyczne. Kolejne kontrole zdawały się być stratą czasu. Pewnego razu, orchidee nie były jednak najważniejszym ładunkiem. W doniczkach z sadzonkami pod warstwą ziemi znajdowały się cenne orzeszki.

Niewzbudzający podejrzeń transport dopłynął do Londynu, gdzie udało się uzyskać kilkaset kiełkujących kauczukowców.

Drogę do angielskich kolonii w południowej Azji przeżyło wystarczająco dużo drzewek, aby stworzyć łatwo dostępne plantacje. To był kres wielkiego Manaus, które nie było w stanie wytrzymać konkurencji.

Europejczycy porzucili swe posiadłości i wyjechali, a setki tysięcy, żyjących do tej pory w feudalnym systemie, pracowników zostało pozostawionych na pastwę wilgotnego, malarycznego losu. Wkrótce w mieście zabrakło wszystkiego- prądu, jedzenia, a nawet pitnej wody. Piękne kamienice zaczęły chylić się ku upadkowi, a ogrody posiadłości zarosły chaotycznie budowanymi z czego popadnie, chatkami.

Gdy nie było już nadziei, a lata świetności stawały się coraz odleglejszą przeszłością, zdarzył się cud.

7 grudnia 1941 roku o 7.49 rano Japońskie samoloty zrzuciły pierwsze bomby na cumujące w amerykańskiej bazie marynarki wojennej Pearl Harbour, okręty Stanów Zjednoczonych. W ten sposób Pacyfik stał się kolejnym teatrem działań II wojny światowej. Brytyjska flota związana w znajdującej się w apogeum, „Bitwą o Atlantyk”, nie była w stanie bronić dalekowschodnich kolonii przed działającymi w błyskawicznym tempie Japończykami.

Manaus dostało drugą szansę. Porto Flutante ponownie wypełnił się statkami załadowanymi kauczukiem. Miasto przeżyło falę imigracji, rozbudowującej chaotycznie nowe dzielnice, stanowiące do niedawna nieprzebytą dżunglę.

Okres prosperity trwał jednak krótko. Wkrótce po wojnie, wynaleziono sposób syntetycznego pozyskiwania gumy. Handel kauczukiem skończył się na zawsze, a wraz z nim era dalekomorskiego handlu tym cennym surowcem.

Władze Brazylii postanowiły nie tracić miasta. Utworzenie strefy bezcłowej przyciągnęło inwestorów z całego świata. Powstała dzielnica industrialna, w której do dzisiaj można znaleźć fabryki marek rozpoznawalnych na całym świecie. Do Manaus ściągnęły setki tysięcy poszukujących zatrudnienia ludzi ze wszystkich części Brazylii, przynosząc ze sobą swe obyczaje, tradycję i kulturę. Wkrótce, ten swoisty tygiel rozrósł się, tworząc eklektyczną, chaotyczną, dwumilionową metropolię, którą jest dzisiaj.

Amazońska dusza

Nigdy nie zrozumiecie amazońskiej duszy!

To zdanie wytrych służy mieszkańcom Manaus do przerwania każdej rozmowy, w której biały człowiek próbuje zrozumieć dlaczego życie miasta przybiera niekiedy dość zaskakujące formy.

Zatem, co to jest amazońska dusza?

Manaus dysponuje budżetem tylko trzy razy mniejszym niż cała Polska. Liczne zakłady korzystające ze strefy niższych podatków odprowadzają do kasy miasta wystarczającą ilość pieniędzy, aby zbudować złote chodniki.

Tymczasem w mieście obok apartamentowców o horrendalnych czynszach stoją drewniane palafitos– domki budowane na palach, pod którymi pływają ścieki.

Na pół roku przed wyborami miasto ogarnia paraliż. Stara władza przygotowuje się do odwrotu. Przestają funkcjonować urzędy, komunikacja, policja, słowem wszystkie zakłady i służby komunalne. Góry śmieci zaczynają IMGP2030tworzyć się na ulicach, częste stają się przerwy w dostawach prądu i wody. Po wyborach nowej władzy municypalnej, następne pół roku zajmuje wycięcie niedobitków, obsadzenie wszystkich stanowisk i rozpoczęcie pracy od nowa.

Na poziomie stanowym zaś, ciężko w ogóle mówić o demokracji. Pozostająca u władzy grupa, nierzadko złączona więzami rodzinnymi, tworzy coś w rodzaju monarchii feudalnej z gęstą siecią zwasalizowanych przedstawicieli we wszystkich zakątkach Estado Amazonas. O tym jakie profity może przynosić bycie politykiem z Amazonii świadczy chociażby fakt, iż obecny prezydent Ignacio „Lula” Da Silva po upływie swej kadencji, chce ubiegać się o mandat senatorski właśnie z tego stanu.

Korupcja nikogo nie dziwi. To standardowy sposób załatwiania spraw. Zresztą, po tym co widzieliśmy i słyszeliśmy w Wenezueli, nas to też nie dziwi. Ot, po prostu, tak to funkcjonuje, taki system.

Znacznie ciekawsze jest zjawisko masowych kradzieży odkrywanych raz za razem wśród polityków. Szczególnie interesująca jest historia pewnego podwieszanego sufitu. W jednym z municipios policja znalazła takie ilości gotówki zachomikowanej obok kanałów wentylacyjnych, iż liczenie nastręczyło sporych problemów. Po kilku godzinach od odkrycia, gdy okazało się, iż niemożliwe jest ręczne poradzenie sobie z problemem, zaczęły się masowe zatrzymania pracowników banków wyposażonych w maszynki będące w stanie w szybkim tempie określić ilość banknotów. Operacja trwała całą noc.

W późniejszym śledztwie okazało się, iż kilkaset milionów Reali (1 zł = R$ 1,6) ukrytych w suficie było tylko drobnymi, przeznaczonymi na łapówki. To daje pewna świadomość skali.

Swoją drogą, kraść trzeba umieć. Jeżeli ukradnie się za mało, zabraknie pieniędzy na podzielenie się z innymi i katastrofa gotowa, więzienie pewne. Jeżeli jednak posiada się wiedzę, komu i ile dać, budżet miasta może stać się kurą znoszącą złote jajka. Byle tylko sprawnie, trzeba zdążyć przed kolejnymi wyborami.

Czy nie ma sprawiedliwych? Owszem są… ale albo się boją, albo są niszczeni przy pomocy tzw. „operacji podkładania świni”, albo nie żyją, albo wkrótce żyć nie będą. W każdym bądź razie, w wielu szafach municypalnych, jak i stanowych trupów nie brakuje.

Czy to jest „dusza amazońska” na poziomie politycznym?

Na pewnym filmie zarejestrowanym ukrytą kamerą, grupa polityków po przeliczeniu zdefraudowanych pieniędzy, łapie się za ręce, zamyka okrąg i rozpoczyna modlitwę:

– Dziękujemy ci Panie Boże, że nam dałeś tak dobrze ukraść pieniądze!- rozpoczyna jeden z mężczyzn.

-Amen!- odpowiada reszta.

Wiara w Manaus to ciekawe zjawisko. W dziesiątkach kościołów pozakładanych w garażach, byłych sklepikach, magazynach i w ogóle gdzie popadnie, wieczorne msze rozbrzmiewają jękami ofiar szatana wypędzanego przez pastora, któremu pot występuje na czoło, krzykami uzdrawianych, czy pełnymi egzaltacji opowieściami jak to Bóg odmienił czyjeś życie.

Kościół to świetny pomysł na biznes. Wystarczy zaledwie kilka osób, ciekawy i chwytliwy pomysł na nazwę i już można rejestrować swój własny. Oczywiście obowiązkiem wiernego jest oddać 10 % pensji- wszystko z miłości do Boga. A jeżeli bardzo się kocha Pana Jezusa, każdy dar jest mile widziany. Szczera ofiara zwróci się w dwójnasób. Z podarowanego na rzecz kościoła samochodu nie zrobiły się dwa? No cóż…, najwyraźniej ofiara nie była składana szczerze i nie płynęła prosto z serca…

I ludzie to kupują. Przeróżne zgromadzenia miłości Chrystusa, międzynarodowe kościoły uniwersalne, zrzeszenia ewangelików, cuda trójcy świętej, etc… wypełnione są pobożnymi wiernymi. Co ciekawe… niekiedy tymi samymi. Jedna osoba potrafi w tym samym tygodniu być na mszy w Igreja Universal, następnie w Makumba (rodzaj brazylijskiego kościoła VooDoo), a w niedzielę przyjść do Kościoła Katolickiego, wyspowiadać się i w pełni uczestniczyć w mszy.

Dusza amazońska? May Be…

Swoją drogą, skoro już jesteśmy przy kościołach… W centrum Manaus w reprezentacyjnym miejscu stoi katedra otoczona placem, na którym w cieniu drzew można spokojnie usiąść i odpocząć do równikowego słońca. Po chwili IMGP2170obserwacji otoczenia, zdziwiony przybysz odkrywa, iż cały teren otaczający dostony kościół, to sporych rozmiarów wybieg dla prostytutek.

Wybór jest dość szeroki:

Są duże; małe; szczupłe, zgrabne; większe, grubsze; o wysmukłych, proporcjonalnych kształtach; jak i monstra przypominające gdzieniegdzie szwedzką kolubrynę przyciągniętą do oblężenia Częstochowy (w tym wypadku oblegana jest katedra); młode dziewuszki o sympatycznych uśmiechach; jak i stare, obmierzłe, wulgarne, bezzębne, plujące na chodnik k…y. Wszystkie łączą tylko czarne włosy i nieodłączna wizytówka w postaci tandetnej torebki, przewieszanej przez ramię.

I kto mi powie- cytując klasyka- „synteza czy eklektyzm”!? Curiosum, absurd, czy może po prostu amazońska dusza?

Miasto tętni seksem. Abstrahując już od powszechnej prostytucji, atmosfera fizyczności wisi w powietrzu. Dziewczynki już w zasadzie od trzynastego roku życia wyglądają jak dorosłe kobiety. Tak też chcą być traktowane. Wszystkie przedstawicielki płci przeciwnej epatują seksualnością jak tylko potrafią najlepiej. Skąpo odziane ciała, pokryte opalenizną przeciętą niekiedy tylko wąskim, jaśniejszym paskiem tuż nad biodrami- pozostałością po plażowym kostiumie- zdają się unosić nad chodnikami i ulicami Manaus w doskonale wyćwiczonych, emanujących gracją, niepozostawiających obojętnym żadnego mężczyzny, niemal nieznoszących odmowy ruchach. Spod czarnych rzęs, para ciemnych jak dwa węgielki oczu obserwuje reakcję płci przeciwnej. Uroda Brazylijek, a w zasadzie mieszkanek Amazonii, bo tylko o tych, póki co, możemy się wypowiadać, niekiedy oniemia. Piękne twarze ozdobione wspaniałymi ciałami, czy wspaniałe ciała ozdobione pięknymi twarzami wprawiają w zachwyt, budzą żądze… i tu przerwę, gdyż blog jest publiczny.

Amazońska dusza? Z pewnością nie tylko…

W XIX wieku na brzegu Rio Negro powstał Porto Flutante- pływający port. Zaprojektowany i zbudowany przez anglików, do dzisiaj obsługuje olbrzymie IMGP1867oceaniczne kontenerowce i luksusowe kolosy typu Queen Mary II. Dzięki zdolności do unoszenia się na wodzie, jest on w stanie pracować cały rok, niezależnie od kilkunastometrowych wahań poziomu Rio Negro.

Amazończycy doszli do wniosku, iż jeden port nie wystarcza. Uznali, że dla obsługi kutrów rybackich trzeba zbudować nowy.

Tym sposobem, współcześnie, powstała mocno stojąca na piaszczystym podłożu, nowa przystań rybacka. Rzecz w tym, że to kompletny niewypał. Przez pół roku, w porze, gdy poziom wody spada, port od rzeki oddziela piękna plaża, co czyni go bezużytecznym, aczkolwiek bardzo kosztownym (w Manaus jednak, jak już zostało wspomniane, pieniędzy nie brakuje).

Architektura z amazońską duszą?

Koncepcja urbanistyczna miasta to osobny temat. Podstawowym sposobem rozbudowy Manaus jest tzw. „inwazja”. W Amazonii raczej nie stosuje się eufemizmów, a wszelkie określenia należy traktować dosłownie.

Więc jeżeli ktoś radzi dodać do ryżu tylko kroplę ciekawej mikstury opartej na oliwie, papryce i innych przyprawach, to nie znaczy to trochę, odrobinę, czy malutko, chodzi dosłownie o kroplę- większa ilość wypali trzewia.

Podobnie należy rozumieć inwazję. Pomimo, iż kojarzy się z wojskowością, w wydaniu cywilnym jest jak najbardziej możliwy do przeprowadzenia.

Najpierw, ktoś (zazwyczaj jakiś polityk) zaczyna podżegać grupę ludzi do zajęcia terenu porośniętego jeszcze lasem. Wszystko odbywa się pod hasłami poszukiwania ziemi i domów dla biedoty. Nie można mieć jednak złudzeń, obok naprawdę potrzebujących, wśród oddziałów inwazyjnych znajdują się ludzie, którzy na tego typu przedsięwzięciach robią znakomity interes.

Obszar po inwazji wygląda niczym ziemia dotknięta pożarem i tornadem jednocześnie, a następnie zasypana solą. Gorzej aniżeli Kartagina po ostatecznej klęsce Hanibala. Ludzie w niezwykle krótkim czasie nie IMGP2033pozostawiają śladu po równikowej dżungli, a pamiętajmy, że mówimy o roślinności tak gęstej, iż pojedyncza osoba, nawet z maczetą, odbija się od niej niczym od muru.

Jeżeli na tym etapie nie wkroczy policja, jak grzyby po deszczu wyrosną na jałowej ziemi kwadraty wytyczone przez cztery paliki, otoczone folią, oznaczające czyjąś nową posiadłość. Wkrótce między „działkami”, ludzie wydeptują ścieżki i tak powstaje prowizoryczny, nowy obszar miejski.

To jednak dopiero początek problemów. Zaraz bowiem znajdzie się właściciel ziemi, który dopiero co przygotowywał się do nowej budowy i zażąda odszkodowania. Innym razem, okaże się, że zajęte tereny należały do rezerwatu i wypadałoby aby władze miasta coś zrobiły, itd… W każdym bądź razie, z punktu widzenia prawnego, cała operacja jest nielegalna.

Rozwiązywanie problemu odbywa się na różne sposoby. Niekiedy używana jest siła i na „tereny inwazyjne” wjeżdżają buldożery. Dochodzi wtedy do dantejskich scen znanych z Bliskiego Wschodu. Innym razem, wypłaca się odszkodowania (pytanie Qui pro Quo) i próbuje się dokonywać ekwilibrystyki prawnej, aby wybrnąć z sytuacji. Kiedy indziej, politycy, których czekają wybory, wprost popierają inwazję (w wypadkach, gdy ziemia należała wcześniej do miasta) opowiadając się za utrzymaniem stworzonego status quo. Taka sytuacja rodzi, oczywiście, kolejny problem, gdyż ludzie, którzy nie otrzymają nigdy tytułu własności, nie zadbają o postawienie czegoś więcej aniżeli drewnianej, rozpadającej się rudery (co ciekawe, z telewizorem plazmowym w środku- ale to w końcu ruchomość). Tym sposobem, stworzą się favelas, źródło patologii i kolejny problem do rozwiązania.

To już jednak inny temat. I tak, za daleko wybiegliśmy w tych deliberacjach. Żeby nie zanudzać, powróćmy do wątku i spróbujmy wyobrazić sobie dwumilionowe miasto, w którym poza ścisłym centrum, niemal nic nie zostało zaplanowane. Istny chaos. Siatka ulic nie układa się w żadne regularne formy geometryczne. Ulice równoległe na jednym odcinku potrafią zacząć rozjeżdżać się w zadziwiających kierunkach. Możliwość doprowadzenia wszędzie usług komunalnych, w zasadzie nie istnieje, więc ścieki pływają pod domami i tam gdzie jeszcze dwadzieścia lat temu pływały delfiny, dzisiaj stoją odrażające, chorobotwórcze bajora. W dzielnicach sąsiadujących bezpośrednio z dżunglą, brak higieny i masowo występujące komary prowadzą do rozwoju chorób. Itp…, itd…, oto amazońska koncepcja urbanistyczna- miasto w dżungli, dżungla w mieście, miasto- dżungla.

I jak się okazuje, wszelkim problemom winni są biali- synonim kolonizatorów, krwiożerczych potworów, które za wszelka cenę chcą pognębić biednych Amazończyków.

Jak to możliwe? Szkoda nawet próbować odpowiadać i tak nie zrozumiecie amazońskiej duszy. Dlatego też biały przybysz zasługuje na specjalne traktowanie. Biały bowiem, na pewno, ma pieniądze. Przy okazji, jest też naiwny.  Czyni go to świetnym celem dla oszustów. Ponad to, jako przebrzydły, współczesny conquistador na oszukanie wprost zasługuje- swoisty imperatyw, intuicyjne skojarzenie.

Pewnego pięknego dnia, autobus pełen Francuzów zamieszkujących w Hotel Tropical (najdroższy bodajże hotel w Manaus) zatrzymał się na placu przed operą amazońską. W mgnieniu oka turyści zostali pozbawieni wszystkiego oprócz kolorowych bokserek i majtek, przez grupę uzbrojonych w karabiny Amazończyków.

Nie będzie biały pluł nam w twarz, ni dzieci nam europeizował- chciałoby się rzec, parafrazując klasykę gatunku. Chociaż… może za daleko się posuwamy.

W każdym bądź razie, biała twarz będzie niejednokrotnie oznaczać specjalną cenę w sklepie, czy w taksówce. Rzeczy białego wyglądają zaś jakby wołały o zmianę właściciela. A w zasadzie, o powrót do prawowitego, bo przecież wszystko, co ma biały to owoc wyzysku miejscowych.

Prawdą jest, że wielu Europejczyków zamienia się w króli życia po przybyciu do Manaus. Seksturystyka nie jest tak rozpowszechniona, jak chociażby w Tajlandii, ale żeby zobaczyć skalę zjawiska wystarczy przespacerować się wieczorem po Ponta Negra- bogatej dzielnicy, gdzie na deptaku wzdłuż Rio Negro nie brakuje knajpek i barów. Wiele z nich posiada własną scenę, na której pląsają skąpo odziane, kilkunastoletnie dziewuszki. Na widowni zaś  nie rzadkim widokiem są biali otoczeni wianuszkiem Brazylijek urzeczonych zasobnością portfeli przybyszów.

IMGP2079

Długo można jeszcze pytać o istotę amazońskiej dusz. Czy jej częścią są tonące na Rio Negro przepełnione łodzie, silniki odpadające od samolotów szmuglujących broń lub/i narkotyki, które potrafią skosić całe dzielnice? A może jej przejawem jest uwielbienie dla zakupów na raty, nawet najdrobniejszych rzeczy?

– Masz tysiąc Realów i chcesz kupić lampę za osiemset?

– tak.

– No, to ci starczy.

– No, ale tak zapłacę tylko dwieście i będę miał lampę.

– W efekcie zapłacisz tysiąc pięćset…

– Oj…, wy biali nigdy nie zrozumiecie amazońskiej duszy.

A zrozumiecie płacenie dwudziestu realów kartą kredytową w knajpie w ratach po siedem? Nie? To może spróbujmy zrozumieć dlaczego, gdy Amazończyk pożyczy pieniądze i nie odda to wszystko jest w najlepszym porządku i brak jakiegokolwiek poczucia żenady, a kiedy jemu ktoś nie oddaje, to automatycznie staje się złodziejem?

Ano, nie wiadomo…

– Ile jest księgarni w Warszawie?- pyta nas zaprzyjaźniony ksiądz.

Obaj milczymy zastanawiając się: „dziesiątki…, nie no, więcej, setki na pewno…, może ponad tysiąc… w gruncie rzeczy, nie mam pojęcia, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, lepiej nic nie mówić, niż palnąć jakąś głupotę…

– W Manaus są cztery- przerywa ciszę ksiądz- Z czego dwie są w shoppingach, więc człowiek z ulicy nie ma tam wstępu. Zresztą, nawet gdyby miał…

Amazońskie dusze raczej nie chłonął literatury. Inną sprawą jest fakt, że nawet zmuszane, często nie byłyby w stanie, ze względu na dość duży analfabetyzm.

Bilety na spektakle w Operze Amazońskiej sprzedaje się w Rio de Janeiro i Sao Paulo, w Manaus nie, szkoda tracić czas…

Paradoks? Nie, amazońska dusza.

Rozumiecie? Nie? Czy można w ogóle zrozumieć?

Pewno nie. I to, w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Manaus się nie rozumie- nie sposób go pojąć racjonalnie, je się chłonie. Miasto urzeka i tego wytłumaczyć nie sposób. Podobnie jak nie sposób wytłumaczyć istoty amazońskiej duszy. Spacer zatłoczonymi do granic możliwości uliczkami jest przeżyciem czysto duchowym, może wręcz mistycznym. Atmosfera blaszanych straganów ściśniętych gęsto na prowizorycznych targach, popycha człowieka do skoku w ochłoń chaosu. Kolorowe przyprawy sąsiadujące ze śmierdzącymi rybami wyłowionymi o poranku z Rio Negro i owocami o fantastycznych kształtach, każą iść dalej, łapczywie chłonąc IMGP1880barwy, zapachy, dźwięki, obrazy i jeszcze to coś, czego nazwać się nie da. To, co sprawia, że drewniane ptaki podrywają się do lotu, kamienne stateczki żeglują po piaszczystych rzekach, a kolorowe akwarele pachną setką kwiatów.

Przesada? Stoimy w Porto Flutante oparci o barierkę oddzielającą nas od wody w kolorze kawy i bezmyślnie wpatrujemy się w ciemną barwę. Tuż obok, najwyżej kilkanaście metrów dalej, mały fragment rzeki jaśnieje, nabierając najpierw koloru herbaty, aby następnie stać się różowym. Słodkowodny delfin wyskakuje nad wodę, aby nabrać powietrza. Powtarza ten manewr jeszcze kilka razy. Jakby w swej próżności bawił się, widząc jak nasze oczy nabierają kształtu wielkich monet wożonych wieki temu na hiszpańskich galeonach.

Ktoś powie , że to nawet nie rzadki widok w tych okolicach. Być może…, ale to właśnie esencja tego miejsca. Słodkowodne delfiny (a w zasadzie Inie) występują tylko w Amazonii. To jedno z wielu unikalnych tutaj zjawisk. Wszystkie razem składają się na amazońską duszę. Rozumiemy ją? Nawet nie próbujemy, nie chcemy, bo i po co.

Wolimy usiąść gdzieś na ulicy sącząc zimne acai i patrzeć i chłonąć umierające stare Manaus- piękne kamienice nadgryzione zębem czasu, budynek Mercado do Lisboa przypominający o czasach świetności, kiedy to plac przed Teatro IMGP2182Amazonas wyłożony był kauczukiem, aby spóźnione karety nie zakłócały trwającego spektaklu; nieustającą krzątaninę kolorowych ubrań, w które odziani są mieszkańcy miasta, pokrzykiwania wychwalających swoje produkty sprzedawców; śmiech przyodzianych w szkolne mundurki dzieci; ruchliwe ulice; zatłoczone skwery; ogród pełen kwitnących orchidei; park, gdzie po kamiennej ścieżce w żółwim  tempie (choć może to urazić niektóre żółwie) przepełza leniwiec; akwarium, w którym pływają amazońskie manaty; palące równikowe słońce i niespodziewane oberwania chmury, kiedy to deszcz nie pada, a wylewa się wiadrami zmywając spocony asfalt; wszechobecną muzykę, w której pobrzmiewa zawodzenie indiańskiego szamana; czarną rzekę; krążące na niej białe statki i rozciągający się w oddali, na drugim brzegu zielony pas lasu deszczowego; i wiele innych rzeczy, na które specjalnie uwagi nie zwracamy lecz bez których Manaus nie byłoby tym Manaus, którego amazońskiej duszy nie sposób pojąć, okiełznać i zamknąć sztywnymi ramami definicji.

„Europejczycy mają zegarki, tutaj ludzie mają czas”

P i K

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2017 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.