Inna Brazylia, czyli „A czas płynie cz. V”

Posted by Admin on Lut 25, 2011 in Kategoria główna |

Trzej przyjaciele z boiska

Scena filmowana jest z telefonu komórkowego, być może z ukrycia. Widzimy twarze trzech mężczyzn. Są dość wzburzeni, czymś zaniepokojeni. Głosy są dość niewyraźne, napisy pozwalają jednak bezbłędnie zrozumieć o czym dyskutują.

– Gdzie jest głowa?- pyta jeden.

– Nie wiem, myślałem, że ty ją gdzieś schowałeś- odpiera drugi, będąc wyraźnie zirytowanym bezpodstawnym atakiem kolegi.

– Zgubiliśmy, kurwa głowę!?- ni to pyta ni oznajmia trzeci.

– Spokojnie, nie denerwuj się, znajdzie się- uspakaja przyjaciel.

Inna scena, znowu filmowana amatorsko. Masa ludzi, gra głośna muzyka, jesteśmy na ulicy w faveli. Dookoła obwieszonych łańcuchami niczym niewolnicy przybywający z Afryki murzynów, pląsają wagner-loveskromnie odziane dziewczęta. Mnóstwo broni. Kamera wyłapuje jednak coś niecodziennego, nawet jak na te warunki. Wysoki mężczyzna rasy negroidalnej z długimi włosami, w które wpięte są kolorowe koraliki jest bez broni. Otacza go jednak dwóch innych uzbrojonych- zapewne ochroniarzy. Nie dzierżą oni jednak w swych wielkich łapskach kałacha, czy amerykańskiej M-16. To byłoby na porządku dziennym. Żadne media nie wyemitowałby tego, gdyż nie zainteresowałby się pies z kulawą nogą. Rzecz w tym, że panowie o śnieżno białych zębach, z wyrazami twarzy znanymi z filmów o Afryce gdzie podróżujące na starych pick- upach, szwadrony śmierci szerzą śmierć i pożogę wyposażeni są w broń zupełnie niecodzienną. Wymachują oni jednymi z najnowocześniejszych, amerykańskich rusznic przeciwpancernych używanych w wojnie w Iraku.

Kiedy indziej, o czym innym, rozmawiam z Brazylijczykiem.

– Przecież dobrze mu tu było, dlaczego wyjechał?- pytam i zaraz dodaje- wszyscy go tu uwielbiają, nazywają imperatorem, w Europie to przeciętniak.

– Oficjalnie…- zaczyna mój interlokutor i zaraz mu przerywam- nie, nie, oficjalnie to ja wiem, powiedz mi to, co i tak wszyscy wiedzą i wszystkie brazylijskie ptaszki śpiewają każdego ranka.

– Zatem- zaczyna- jest taka favela, nazywa się Complexo do Alemao, to absolutne centrum handlu narkotykami. Widzisz…, on się urodził biedny w faveli, więc ma tam kumpli. Rzecz w tym, że oni nie tylko razem piją. Oni robią interesy. Tyle, że pomału im się zaczyna do tyłków dobierać policja. Więc chłopak wyjechał. Zresztą zwróć uwagę, gdzie wyjechał.

-Ano, do Włoch, zawsze tam wyjeżdżał- odpowiadam.

-Aha, a wiesz dlaczego?- pyta i nie daje szansy na odpowiedź-  Procedura ekstradycyjna na linii Włochy Brazylia w praktyce nie istnieje. On tam jest po prostu nietykalny.

Co łączy te trzy historie? Bandytyzm? Owszem, ale czy coś jeszcze? Ano, panowie będący głównymi bohaterami przytoczonych tu anegdot to trzej kumple z jednej drużyny piłkarskiej- wielkiego, mającego kibiców w całej Brazylii, powszechnie kochanego Clube de Regatas do Flamengo. Pierwszy to idol młodzieży, wysoki, przystojny bramkarz Bruno. Lecz jego historię zostawmy sobie na deser. Drugi pan, ten z koralikami we włosach, to znany z gry w Europie, napastnik Wagner Love. Trzeci zaś, to wielokrotny reprezentant Brazylii, grający obecnie we włoskiej Romie, Adriano imperador Leite Ribeiro.

Dlaczego w ogóle o tym zaczynamy mówić? Z kilku powodów. Po pierwsze by kontynuować naszą opowieść o Rio zatrzymaną na ostatnim odcinku z cyklu “A czas płynie…”. Rio de Janeiro bez futbolu to nie Rio de Janeiro. Piłka nożna ma tu status religii, a piłkarskie gwiazdy bożków. A jak to z bożkami zamkniętymi w ludzkich ciałach i obarczonymi wszelkimi ludzkimi wadami bywa, często w głowach im się pier….oli.

Po drugie, warto te trzy historie opowiedzieć aby nieco odbrązowić naród brazylijski. Powszechna opinia o Brazylijczykach, mocno stareotypowa jest dość pozytywna. Parafrazując słowa jednego z bohaterów świetnego, polskiego filmu pt. “Wesele” można stwierdzić, iż owe patrzenie zamyka się w stwierdzeniu: “Mówią, że to dziki kraj, że gorszy od Polski. Nie kulturalny, znaczy, ale mój mangueira sambaznajomy był i mówi, że dobrze. […] A jak się napiją to się nie napierdalają, tylko się bawią i śpiewają. A kible mają czyste”. Opinia owa dotyczyła, co prawda, Chorwatów, lecz wypisz, wymalują, jak ulał pasuje do Brazylii. Rzecz w tym, że to obraz co najmniej nie pełen. Piękne kobiety trzęsące tyłkami w zawrotnym tempie w rytm dźwięków bębnów szaleńczo wygrywających rytm przegorącej samby, pogodni ludzie, nie spieszący się nigdzie, nie zarażeni jak my, bakcylem szczurzego pędu do mamony, złociste plaże, zabawa, karnawał, etc… to tylko część tutejszego życia. Bo już chociażby szkoły samby, gdzie faktycznie weekenadami odbywa się coś co nazwać można wyłącznie żywiołem pełnym szczęścia, są doskonałym przykładem. Niemal wszystkie one znajdują się w favelach, więc wystarczy tylko przekroczyć próg tej szkoły, wyjść na zewnątrz aby zaczerpnąć świeżego powietrza, aby cała iluzja prysła. Niemniej to problem dalece bardziej złożony.

Po trzecie i może najważniejsze, chodzi nam też o coś więcej aniżeli pokazanie wyłącznie biedy, bandytyzmu, kombinatorstwa, głupoty, ślepej przemocy i zatrważająco niskiej ceny życia. To, co mamy na myśli, to chyba największa patologia, która każe stwierdzić, że naród brazylijski to społeczeństwo trzeciego świata. Chodzi o powszechną znieczulicę. Ludzie normalni zdają się mieć naprawdę głęboko, co w okół nich się dzieje. Codziennie morduje się w Brazylii ludzi dla przysłowiowych kilku groszy. I nic, dziennik telewizyjny, gdzieś w tle się o tym zająknie i następny news. A ten może być różnoraki- np. BOPE spacyfikowało jedną z favel, zginęło około trzydziestu osób i dalej- Ronaldinho podpisał kontrakt z Flamengo, no i tu już mamy mangueira favelacały reportaż, wywiady z podekscytowanymi kibicami, atmosfera wyczekiwania, etc… A media są tylko odbiciem nastrojów ulicy, gdzie dyskutuje się dokładnie o tym samym. Fakt, że trzech tępoli zastrzeliło dziewiętnastoletniego chłopaka, bo nie chciał oddać im portfela, przebija się (lecz nie wywołuje posłuchu) do mediów wyłącznie dlatego, iż ofiara była piłkarzem Corinthians i o wszystkim, z oburzeniem, na swym blogu napisał Ronaldo. “Reszta jest milczeniem”, a nie powinna być. Już E. Burke w dziewiętnastym wieku napisał “Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił. Jedyną rzeczą potrzebną złu do zwycięstwa jest bierność dobrych ludzi. Zło zwycięża, gdy dobrzy ludzie nic nie robią”. Nie chcę stawiać Polski za przykład, w ogóle będąc w Ameryce Południowej, unikam tego w związku z całą Europą. Niemniej, pamiętam do dzisiaj, zbrodnię, która miała miejsce, kiedy byłem dzieckiem. W któryś z Polskich gór zamordowano chłopaka, turystę. Ukradziono mu plecak, w którym poza bodajże płaszczem przeciwdeszczowym, znajdowała się tabliczka czekolady. Pamiętam jak dzisiaj, jak przez media i społeczeństwo przetoczyła się fala. Ta symboliczna tabliczka czekolady stała się niemal archetypem bestialstwa, powodem głębokiego oburzenia i refleksji nad kondycją mentalną morderców. Zadawano pytania, jak możliwe jest dla ludzkiego umysłu zabić dla czekolady. W telewizji, w prasie wypowiadali się psychiatrzy, psychologowie, socjologowie, spece od polityki społecznej. Od razu wrócił wątek przywrócenia kary śmierci, etc. W Brazylii zarzyna się ludzi za tabliczkę czekolady codziennie, a w mediach trwa jedenasta edycja Big Brothera i wszyscy śledzą losy Ariadne, która to okazała się była urodzić chłopcem, a potem pojechała do Tajlandii i co nieco jej obcięli. Następnie była we Włoszech, gdzie dawała za przyzwoitą kasę, a teraz jest gwiazdą. Ma miejsce na okładce każdego pisma. To też Brazylia, ta ponura, ta bezrefleksyjna, zidiociała, wyzuta z sumienia Brazylia.

*             *             *

W Rio jednak, przynajmniej nie dźga się ludzi nożami (co nie jest obce Krakowowi) ze względu na dopingowanie innej drużyny. W mieście są cztery wielkie kluby: Fluminense (obecny mistrz Brazylii), Flamengo, posiadające najwięcej kibiców, Botafogo i “nasze”, niestety obecnie najsłabsze Vasco da Gama. Każdy klub ma swoich kibiców. Decyduje tu nie tylko przekazywana przez rodziców miłość do jednego z nich. Kibice klubów to także różne warstwy społeczne. Fluminense to klub bogatych, z resztą w jego barwach po boisku biega znacznie więcej białych, aniżeli w innych klubach. Flamengo zaś to jego przeciwność. O ile klub kibica Fluminense to środowisko dość zamknięte, hermetyczne, ekskluzywne, o tyle Flamengiści są jak najbardziej inkluzywni. Każdy może być Flamengistą, każdy kibic flamengood dzisiaj może zadeklarować, że kocha, przywdziać czerwono- czarne barwy i począć wspierać całym sercem. I tak też się dzieje. Niemal cała Amazonia i Nordeste (może z wyjątkiem Recife, gdzie lokalne kluby i ich rywalizacja są wciąż najważniejsze) to kibice Flamengo. Skoro środowisko jest inkluzywne, to można się domyśleć, że ciągnie za sobą motłoch. Złośliwi nie Flamengiści powiadają, że w Rio około siedemdziesiąt procent populacji do kibice czerwono- czarnych. W więzieniach, zaś ten odsetek przekracza dziewięćdziesiąt.

Właśnie piłkarzem Flamengo w zeszłym sezonie był Wagner Love, który to sobie hasał po imprezach w favelkach otoczony kumplami z armatami zdolnymi rozerwać pancerz radzieckiego czołgu T 80. Również zawodnikiem tego klubu był zamieszany w handel narkotykami, monobrwisty, cieszący się pokaźnym mięśniem piwnym, uwielbiany przez swych wyznawców imperator Adriano. Był nim także Bruno Menzega, hulający obecnie po boiskach ekstraklasy w barwach warszawskiej Legii. Miejmy nadzieję, że nie wziął sobie do serca wszystkich nauk wyniesionych ze swego poprzedniego klubu. No i last but not least był nim także Pan Bruno.

Bruno, Eliza, Macarrao, sfora psów i zagubiona głowa, czyli historia pewnego związku

We wrześniu 2009 roku, będąca w dziewiątym miesiącu ciąży, Eliza Samudio złożyła do sądu pozew przeciwko znanemu powszechnie bramkarzowi Flamengo- Bruno. Pozew dotyczył zmuszania jej przez piłkarza do dokonania zbiegu aborcji. Wkrótce zostało wydane postanowienie, wedle którego Bruno zabroniono zbliżać się do Elizy na mniej niż trzysta metrów. Zawodnik w swoim komentarzu do sprawy stwierdził:

“To nie pierwszy raz kiedy [Eliza] wymyśla kłamstwa, aby spróbować zaszkodzić mnie. Zawsze okazywały się one nie prawdą, tym razem też tak będzie. Wczoraj osiągnęła swój cel wysyłając do niektórych redakcji e- maila, w którym twierdziła, że opuściłem trening Flamengo, bo byłem z nią. A ja brałem udział w zajęciach zarówno rano, jak i popołudniu, co mogą potwierdzić obecni tam Eliza_Samudiodziennikarze. Po tym wszystkim, postanowiłem wypowiadać się wyłącznie przez mojego prawnika, który podejmie wszelkie kroki, aby zapobiec skrzywdzeniu mnie. Ona się tak zachowuje, bo ją zostawiłem i nie chcę mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu. Nie dam jej nawet piętnastu minut sławy, której ona tak porząda”.

Osiem miesięcy później Eliza zaginęła. Wkrótce po rozpoczęciu poszukiwań w jednym z wywiadów bramkarz niezwykle bolał nad sytuacją, lał krokodyle łzy i wyrażał nadzieję, iż dziewczyna się znajdzie. 24 czerwca 2010 policja otrzymała zawiadomienie, twierdzące, że Eliza została przez Bruno pobita i zamknięta w nieznanym miejscu wraz z jej dzieckiem. Policja skonfiskowała samochód bramkarza, w którym znaleziono ślady krwi. Po analizach okazało się, iż należały one do Elizy. W akcji przeszukania domu Bruno, policja znalazła pieluchy, damskie ubrania i bilet lotniczy z nieczytelnym nazwiskiem. Tym samym piłkarz stał się głównym podejrzanym. Wkrótce odnalazło się dziecko i od razu pojawiła się kwestia badania DNA, w celu stwierdzenia, czy Bruno miał motyw, dla którego wygodnie byłoby, gdyby Eliza zniknęła. Bramkarz jednak konsekwentnie odmawiał oddania próbki kodu genetycznego. W końcu Policja dostała pierwsze zeznanie obciążające Bruno. Wujek jednego z kuzynów Bruno stwierdził, iż jego siostrzeniec brał udział w porwaniu. Policja natychmiast go aresztuje.

Na przesłuchaniu J. Stwierdza, że widział Elizę martwą w jednym z domów, nieopodal Belo Horizonte. Policja pomimo poszukiwań, wciąż nie może jednak znaleźć ciała kobiety. J. Zeznaje, iż Eliza znalazła się w Range Roverze Bruno w drodze z Rio do Belo Horizonte. W trakcie bruno-goleiropodróży została uderzona kolbą pistoletu w głowę. Po dojechaniu do celu, przybywa Bruno, prosi on swojego kumpla Macarrao (Makaroniarz) o “rozwiązanie problemu”. Elizie po przebudzeniu się chłopaki oznajmiają, że wszystko to było nieporozumieniem. Pozwalają zadzwonić do koleżanki. Podczas rozmowy dziewczyna stwierdza, że zarówno ona, jak i dziecko są w porządku. Następnie Macarrao z kumplami zabierają Elizę do samochodu. Dziewczyna została prawdopodobnie uduszona. Następnie jej ciało poćwiartowano, ugotowano i rzucono sforze psów rasy rotweiller. Psy jednak nie zjadły głowy. Zadowolony z siebie Macarrao wrócił do Bruno i zdał raport z wykonanego zadania. Bruno odetchnął z ulgą i stwierdził, że to “koniec męki”.

Po zeznaniu J. Policja aresztowała Bruno, jego żonę i pięć innych osób podejrzanych o współudział w zbrodni. Dom, w którym miało dojść do morderstwa okazuje się należeć do eks policjanta, który według zeznania miał zabić Elizę. W ogródku w klatce znajdują się cztery psy.

Ciała nie odnaleziono, nawet głowy. Macarao zgubił kapitel ciała Elizy i ani on, ani policja nie wiedzą gdzie się on znajduje.

Motyw był jasny- alimenty, dziecko prawdopodobnie jest Bruno, ten był szantażowany przez imagesCA2T0SD0dziewczynę. Przestraszył się, że będzie musiał płacić i sprawa wyjdzie na jaw (a jak już wiemy pozostawał w związku małżeńskim) postanowił “rozwiązać problem”.

I tak parafrazując Kazika, odtąd spoza krat Bruno i Macarrao bez Elizy widzą świat.

Historia zaszokowała Brazylię. Na Maracana, podczas meczu Botafogo z Flamengo, kibice pierwszego klubu śpiewali bez ustanku “OooOoo! Bruno assasino!”. Gazety, telewizja przez kilka tygodni nie zmieniały tematu. Gdy Bruno był przewożony z więzienia na przesłuchanie obraz pochodzący z kamery zainstalowanej na helikopterze transmitowany był na żywo przez telewizje. W internecie pojawiły się pierwsze żarty. Najpierw, że Bruno podpisał nowy kontrakt z drużyną Bangu 2 (nazwa więzienia), potem zestawiono drużynę morderców, w której jak się okazało, brakowało właśnie bramkarza. Bruno pojawiła się zatem na czas. Potem przerabiano zdjęcia opakowań pedigripal i innych karm dla psów, nanosząc na nie zdjęcie Elizy, itd… Gazety krzyczały Indefensable! Wydawało się, że sprawa jest jasna. Wkrótce jednak społeczeństwo ewoluowało. Przecież Bruno to jednak biedny chłopak. Ta “dziwka” nim manipulowała, nie dawała mu żyć, straszyła go… No, co miał bidula począć. A ta, tutaj można wstawić każde przychodzące do głowy słowo, kojarzące się z najstarszym zawodem świata, była bezwzględna. Z resztą kto to jest!? Porno gwiazda, szmata, dla sławy zrobi wszystko, na jej profilu MSN, wśród znajomych figuruje połowa brazylijskiej reprezentacji…, itp, itd…

frolio pedigri 

 

 I już nie do końca jest wiadomo, czy Bruno skażą. W Brazylii bowiem, to nie niezawisły sąd decyduje. Tu mamy prawdziwą demokrację. Decyduje lud, poprzez wywieranie presji. A jak lud zażąda uwolnienia Barabasza, to wiadomo kogo się ukrzyżuje.

A dzisiaj we Flamengo już nie ma Bruno, nie ma też Adriano i Wagnera Love. Ale nie ma się o co martwić. Tradycje kultywują następcy. W Rio już jest Ronaldinho. Od początku sezonu nie zagrał pół dobrego meczu. Poinformowani twierdzą jednak, że rzadko do się uświadczyć gwiazdę w stanie przynajmniej nie wskazującym na spożycie. Jest też nowy bramkarz. Ah…, jak ostatnio w półfinale Taca de Guanabara pięknie obronił karnego. Dzięki temu Flamengo jest w finale, a Felipe na ustach fanów. Nowy bramkarz, w końcu czerpie wzorce z najlepszych i już, jak przyszło na portero czerwono- czarnych, regularnie tłucze żonę. Czy dorówna poprzednikowi? Ot, pytanie, lecz to wykaże historia.

Problem jest szerszy. Już kiedyś pisaliśmy o relatywizmie moralnym kościółków brazylijskich, jak to politycy modlili się do Boga w podzięce, że tak dobrze pozwolił im ukraść grubszą kasę. Tak jest jak widać z mordercami, tak też jest ze wszelkimi innymi rzeczami. Zasadniczo prawo tutaj jest bardziej wskazówką aniżeli nakazem. Ponadto wokół każdej reguły istnieje dość szeroki margines naginania. Zatem przejeżdżanie na czerwonym świetle nikogo nie dziwi. Naliczanie w rachunkach sumy wyższej, aniżeli powinna być to nie oszustwo czy wprost złodziejstwo, proza życia. Nawet taryfiarzesześciolatki sprzedające zamrożone soczki w plastikowych opakowaniach na plaży mają specjalną cenę dla białych obcokrajowców. Normalnie sztuka takiego przysmaku kosztuje reała, ale dla “przebogatego” Europejczyka- oferta specjalna- 2 reały, sto procent więcej. Już małe murzynki mają ten instynkt. Bez zawahania dają kłamliwą cenę.

A ponad to są bezwzględni, szczególnie jeżeli chodzi o kasę. We wstępie opisaliśmy sprawę dziewiętnastoletniego piłkarza Corinthians. A pamiętamy jeszcze, jak wyjeżdżaliśmy w lipcu zeszłego roku z Rio. Grupa taksówkarzy na lotnisku Galeao zakatowała gołymi rękoma innego taryfiarza. Dlaczego? Bo był z innej firmy i robił im konkurencję. Taka jest tutaj cena życia. Przepisy drogowe w zasadzie nie istnieją, ulica to istny chaos, tutaj trzeba zdobywać prawo do przejechania. Jednak jak ktoś wymusza pierwszeństwo poważnie zagrażając wypadkiem, to trąbię. Moja brazylijska pasażerka przestrzega mnie- lepiej tego nie rób, w końcu trafisz na policjanta i Cię zastrzeli- I ona nie żartuje. Wkurzony policjant odstrzeli delikwenta i powie, że tamten sięgał po broń lub zmyśli coś innego. Takie rzeczy są tutaj na pożądku dziennym.

Bandytyzm jest powszechny. Kradzieże, włamania, powszechna przemoc to chleb powszedni. Sytuacja ocierająca się o groteskę- pojechaliśmy do centrum kulturalnego w samym centrum miasta. Wystawa bardzo ciekawa, zatem i ludzi dużo. Tylko, że trochę innych ludzi, twarze już coś wyrażają, brak bezdennej głupoty wypisanej na twarzy, białej twarzy. Bo, nie oszukujmy się, rasowo to społeczeństwo nie jest podzielone, ono jest przeorane. Skończyliśmy oglądać, wychodzimy na parking, gdzie zaparkowaliśmy samochód. Obok nas drzwi przekracza też pewne dziewczę. Rozgląda się najpierw bacznie na wszystkie strony, a następnie startuje sprintem przez ulicę w kierunku starego zabytkowego kościoła. Biegnie bez tchu. Zdziwieni pytamy przyjaciółki, o co chodzi.

 – Ona się boi, że ją napadną- odpiera240_66-esquina-democraticos-mendigo

-Na przestrzeni pięćdziesięciu metrów?

– O tak, tu jest bardzo niebezpiecznie.

Dziewczyna nie jest przerażona, ona po prostu dba o siebie, jest świadoma otaczającego ją świata. Dlatego podjąwszy racjonalną decyzję, postanawia pokonać pięćdziesiąt metrów w szaleńczym pośpiechu, aby tylko dopaść do drzwi samochodu i jak najszybciej odjechać.

Małe dzieci potrafią rzucać ciężkimi jak cholera płytami chodnikowymi w ludzi, którzy odmówili im dania pieniędzy. W tym mieście niejednokrotnie panuje terror bezwzględnych i tępych nad normalnymi. A czerwona władzuchna wszystko tłumaczy biedą i użala się nad tymi kreaturami. Nawet więcej, daje im kasę w postaci bolsa familia, żeby przypadkiem bidulki nie wpadły na pomysł, że pieniądze można zarobić. Logika jest zatem prosta- część się dostanie, część wyżebrze, a część ukradnie i wszystko gra!

Zarazem, jak rząd ma problem z biedakami potrafi się zachować równie bezwzględnie jak oni, dokładając jeszcze ilość hipokryzji przekraczający wszelkie wyobrażenia. Zona sul Rio de Janeiro to turystyczna wizytówka, maszynka do robienia pieniędzy. Ponadto za pasem mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie, zatem trzeba dbać o wizerunek. A Żebrak wizerunek ten psuje. Jak zatem rio_de_janeirorozwiązuje się problem. Prosto (na więcej Brazylijczyków nie stać)- podstawia się autobus policyjny, wyłapuje się żebraków i wywozi do zona norte. Tam się wywala na ulice i uznaje sprawę za załatwioną. Iście systemowe rozwiązanie problemu i “koniec męki”.

Społeczeństwo, które, wciąż w to ufam, ociera się chyba o jakieś granice przyzwoitości, czy normalności pozostaje bierne. Przygląda się zezwierzęceniu, jak gdyby była to najnaturalniejsza sprawa na świecie. Nieświadomie daje spychać się do narożnika. Nie ma nawet złudzeń, co do poprawy sytuacji. Politycy, którzy z natury rzeczy w demokracji są populistyczni zawsze w trakcie kampanii wyborczych szafują hasłami, które mają szansę trafić na podatny społecznie grunt. Zatem wydawałoby się naturalnym, że obiecywać będą walkę z przemocą. Tutaj jednak społeczeństwo najwyraźniej tego nie oczekuje, gdyż polityce “walczą” z handlem narkotykami (która to walka w znacznym stopniu spiralę przemocy nakręca) i biedą. Do tego walczą albo bezskutecznie, albo wprost przeciw skutecznie pogłębiając problemy.

*             *             *

Tak wygląda w duzym skrócie brzydsza strona Brazylii, czy Rio de Janeiro. Nigdzie (może poza Wenezuelą) w Ameryce Południowej, nie istnieją takie kominy społeczne pomiędzy biedą a bogatymi. Leblon, gdzie ziemia jest najdroższa na kontynencie graniczy ze wzgórzem, gdzie policja nawet nie próbuje wchodzić. W Rio istnieją favele, tak biedne, że zdaje się, iż nawet karaluchy nie mają tam szans na przetrwanie. W tym, społecznym nie ekonomicznym, sensie Brazylia to kraj trzeciego świata, wprost dziki. Ludy prymitywne wyróżnia nie poszanowanie dla historii i dzieł przodków. Z pośród pięknych budynków, które tworzyły Rio de Janeiro na początku XX wieku, nie ostało się chyba nawet pięć procent. Te, które jeszcze stoją rozsypują się na oczach. W samym Buenos Aires jest tyle księgarni, ile w całej stu osiemdziesięcio milionowej Brazylii. Nauka leży i kwiczy. Brazylijczyk potrafi zapytać czy Polska leży koło Nowej Zelandii. Kasjerka w sklepie dodaje cztery i pół reała do trzech i abyśmy nie mieli żadnych wątpliwości co do precyzyjności obliczeń, wynik z dumą nam prezentuje. Owszem cywilizacja tu niby dotarła. Ekonomia kwitnie, ale patrząc prawdzie w oczy, trzeba jasno sobie powiedzieć- dziko! Jest z resztą jedna sprawa, dotyczy kwestii rasowych i poruszałbym tematu, gdyby sami Brazylijczycy tego nie wyjaskrawiali. Wiele osób twierdzi, że Brazylii jest doskonałą mieszanką tego co przywiózł tu biały człowiek, murzyńskich niewolników i autochtonicznych ludów indiańskich. Mieszanka jest zaprawdę, doskonała. Zmieszano geny Portugalczyków, którzy są w Europie powszechnie uważani za najgłupszy z narodów, z murzynami, których to przodkowie dali się wyłapać i zawlec do kolonii i Indianami, którym nic nie ujmując, w chwili odkrycia ich, raczej wielką, zaawansowaną cywilizacją pochwalić się nie mogli.

PiK

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

1 Comment

  • Admin napisał(a):

    Tytułem uzupełnienia:

    Wczorajsze „O Globo” podało inforację, według której, najczęstszą przyczyną śmierci osób w przedziale wiekowym 15- 19 lat jest morderstwo.

    Dzisiejsze „O Globo” skoliei informuje o śmierci 24 letniego turysty z Argentyny, który pokłóciwszy się w agencji turystycznej o cenę biletu na karnawał, został zastrzelony.

    Wniosek jest prosty- nie kłócić się.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.