Gdy zabrzmi bęben

Posted by Admin on Cze 22, 2011 in Kategoria główna |

tatianaNajpierw jest cisza, oczekiwanie i napięcie. Ludzie jakby struchleli. Wszyscy patrzą w prawą stronę, gdzieś w kierunku ciemnej bramy. Na wypełnionych trybunach, do uszu docierają zaledwie szmery. Silne halogeny oświetlają całą długość trzystu dziewięćdziesięcio metrowego, jasno szarego, betonowego pasażu. W dłoniach niektórych widzów, powiewają małe, papierowe niebiesko- żółte flagi. W gorącym, marcowym, nocnym powietrzu wyczuwa się napięcie. Dla wielu dzisiaj, tu zgromadzonych, zarówno tam na dole, jak i w górze, na widowni to jeden z najważniejszych momentów w życiu.

I nagle, basowy huk, niczym strzała, przecina duszne, zastałe powietrze wiszące ciężko tej nocy nad miastem, nad którym czuwa Chrystus Zbawiciel, ze szczytu samotnej skały Corcovado. Dziewięćdziesiąt tysięcy zgromadzonych na tym specyficznym stadionie i setki, jeżeli nie miliony obserwujących wydarzenie na żywo w telewizji, wstrzymuje oddech.

Basowy huk w mgnieniu oka przeistacza się w rytmiczną melodię kochanej tu samby. Po chwili, cała okolica rozbrzmiewa już bębnami, bębenkami, tamburynami i werblami. W powietrze wzbijają się sztuczne ognie oznaczające początek parady.

Sambodrom w całej okazałości

– Czego się boisz?- pyta śpiewnie niski głos- zaraz zacznie się film, a ty zostałeś zaproszony!- dodaje w następnej strofie piosenki przygotowanej specjalnie na tę okazję.

Tak, w niedzielę 6 marca 2011 roku, zaczynała się defilada szkoły samby Unidos de Tijuca, jednego z najmocniejszych, tegorocznych faworytów do zwycięstwa w lidze szkół samby Rio de Janeiro, której defilady odbywają się podczas dni karnawału.

comissao da frente2Esta noite levarei sua alma (Ta noc odbierze ci duszę), pod takim tajemniczym tytułem, Unidos da Tijuca przygotowała swoją defiladę. Od pewnego czasu, w mediach zapowiadano z niecierpliwością występ tej szkoły. Miała ona przenieść na sambodrom plany z najlepszych filmów grozy w historii. Tym bardziej, podniecenie widowni, oczekującej na występ zeszłorocznego mistrza, potęgowało się. Wszystko było już gotowe. Rytmiczna muzyka rozbrzmiewała, słowa samby płynęły, w powietrzu wybuchały sztuczne ognie obwieszczające początek defilady, teraz oczekiwano na tancerzy.

Najpierw, na betonowy Sapucai (jak w Rio zwie się sambodrom) wtoczył się wielki szary grób z wyrytym w kamieniu napisem: Zapłać by wejść, módl się aby się wydostać. Na jego płycie stało zaś kilkanaście enigmatycznie wyglądających figur o siwych potarganych włosach w kształcie afro, odzianych w czarne długie płaszcze i o trupio- bladych twarzach, wyglądających bardziej jak czaszki aniżeli ludzkie, żywe fizjonomie.

To tzw. Comissao da frente, co w wolnym tłumaczeniu możemy określić  forpocztą, czy komisją powitalną. Ich zadanie jest niezwykle ważne, mają zainteresować, zaintrygować publiczność, zaprosić do wspólnego przeżycia całej defilady. Ich występ ma także nie poślednie znaczenie w kontekście samego konkursu. To, co pokażą jest pilnie obserwowane przez sędziów. Ten element defilady oceniany jest oddzielnie. Nota wpłynie później na ogólną ilość punktów, jaką otrzyma szkoła. Tej nocy, comissao da frente Unidos da Tijuca, dopiero rozpoczynała swój nieszablonowy występ. Tańczący, gdzieś pomiędzy światami iluzji i jawy tancerze, nie wiedzieli jeszcze, że ich wprowadzenie do świata filmu, przygotowane przez Unidos da Tijuca, zasłuży na najwyższą ocenę trzydziestu punktów.

Na płycie grobu, sympatyczne truposze tańczą w rytm samby, która zdążyła się już na dobre rozgościć na sambodromie. Formułują różne figury, po czym zbierają się, tworząc prostokąt. Wspólnie, rytmicznie odwracają się twarzami w kierunku publiczności, na chwilę zamierają w bezruchu, po czym ich głowy, spadają z szyi i trzeba je w pośpiechu łapać, gdzieś na wysokości brzucha. Czaszki, rozwierają w bezgranicznym zdziwieniu usta i niespokojnie rozglądają się dookoła, jak gdyby pytając, co właściwie się wydarzyło i gdzie się znajdują. Tymczasem reszta ciał, stoi, jak stała,w pionowej pozycji, niewzruszona utratą kapitelu, który teraz musi dzierżyć w dłoniach. Trwa to tak dłuższą chwilę, po czym z niemałym trudem, prawa dłoń montuje głowę z powrotem na szyi, umożliwiając tym samym, całej postaci dalsze wirowanie po płycie grobowca w rytm ukochanej muzyki. Od tej chwili, makóweczki szkieletów co chwilę spadają i są zdejmowane. Truposze, co jakiś czas, schodzą na Sapucai, by zbliżyć się do widzów i zaprosić ich do wspólnego świętowania. Potem zaś, wracają na płytę grobu by zaprezentować ponownie, za pomocą iluzji, swój wesoły, makabryczny spektakl. Tym razem, ściągają swe czarne płaszcze, z pod których wyłaniają się jaskrawo żółte, kanarkowe koszule. Zostają zasłonięci na wysokości pasa taśmą filmową, ich kręgosłupy łamią się i martwe ciała zaczynają wyginać się w przeczących ludzkiej anatomii pozach. W pewnej chwili tułów opuszcza spodnie, zwisając, gdzieś swobodnie za nogami… Na kościstych twarzach ponownie widać niezwykłe zdziwienie.

comissao da frente

Konfuzja panująca w dole, na betonowym pasażu jest jednak perfekcyjnie wyreżyserowana. Natomiast, prawdziwe niedowierzanie maluje się na twarzach widzów. Widzieli oni już nie jedno. Rok temu, comissao da frente triumfatora ligi, była w stanie zmieniać całe suknie tancerek, dosłownie, w mgnieniu oka. Zmiany kreacji pięknych mulatek ulegały całkowitej przemianie w ułamkach sekund, działo się to za płachtami, które co chwilę przefruwały w powietrzu, niczym muleta torreadora. Przecinały powietrze jak flagi powiewające na silnym wietrze. Ta chwila wystarczyła, aby w momencie, gdy na to mgnienie, materiał zasłonił tancerki, te zmieniły swoje kreacje z długich czarnych sukien, na króciutkie, czerwoniutkie minii. Cała ta sytuacja miała miejsce jeszcze wielokrotnie. Jedynie stroje, w ogóle się nie powtarzały.

Ludzie, tak jak wtedy i dzisiaj zaniemówili, gdyż comissao da frente Unidos da Tijuca zbliżyła się do ideału. Nikt, poza głównymi aktorami i wybitnym reżyserem defilad samby, Paulo Barrosem, nawet nie domyślał się jak te upiornie, sympatyczne truposze tak łatwo tracą głowy, a po dobredekapitacji, z wprawą montują je z powrotem na szyi. To wystarczyło. Nie tylko na trzydzieści punktów, ale i na kupienie całej publiczności, wciągnięcie jej do świata, który dzisiejszej gorącej, marcowej nocy Zjednoczeni z Tijuca chcieli pokazać głodnemu kolorowej samby światu.

Tuż za pierwszym samochodem defilada formuje się w ale. Nazwę zapożyczono, chyba od formacji rzymskiej kawalerii. Niemniej, określenie to jest tak stare, iż nawet najstarsi Cariocas, nie potrafią stwierdzić skąd się wzięło.  Ale, niekiedy oddzielone są pojazdami, niekiedy linią jakiś specyficznych tancerzy, a niekiedy defilują jedna po drugiej. W każdej z nich, tańczy około dwustu- trzystu, ubranych jednakowo osób. Ich samba jest raczej radosną improwizacją aniżeli zaplanowaną choreografią.

Za grobem, w defiladzie Zjednoczonych z Tijuca, pcha przed sobą kamerę filmową kilka bielusieńkich zjaw, otaczają one pierwszą Porta Bandeira dzierżącą jedną z trzech flag szkoły, która tańczy wraz ze swym Maestre Sala. Ta para otwiera pochód Unidos da Tijuca już od szesnastu lat. Niemniej jednak, najważniejsza Porta de Bandeira, chorąża szkoły, wraz ze swoją parą przedefiluje dopiero w środku kolumny. Wtedy też skupimy się na roli tej pary w życiu szkoły i znaczeniu w konkursie.

statek widmo2

Kolejna ala, to ubrani w białe garnitury i kapelusze murzyni, którzy raczej nie tańczą, a pozdrawiają publiczność, uzupełniając tym nijako efektowne powitanie szkoły. Następnie, po sambodromie toczy się drugi już pojazd. Na wielkiej drewnianej ścianie wyryto tytuł tegorocznej samby,  Esta noite levarei sua alma. Cały wehikuł ma kształt okrętu pirackiego. Jego dziób przystrojono wielką trupią czaszką. Na pokładzie, w bielusieńkich strojach tańczą białe zjawy, wyrzucając w powietrze swe kostiumy, które rozwijają się w kilkumetrowe wstęgi. Ogromny okręt wieńczy mostek kapitański, na którym stoi wielka, zakapturzona śmierć trzymająca w dłoniach długą kosę. Z pod czarnego płaszcza widać wyłącznie czaszkę o karmazynowych, połyskujących oczach.

Wedle zasad konkursu, pojazdy nie mogą posiadać żadnego napędu. Unidos da Tijuca, w tegorocznej defiladzie  udało ukryć się wszystkich mężczyzn odpowiedzialnych za pchanie i sterowanie ogromnymi konstrukcjami. Dzięki temu punktacja elementu znanego w trakcie karnawału jako alegorias został oceniony najwyższą notą.statek widmo Alegorie, najprościej rzecz ujmując, to wszystko, co się znajduje na kołach, czyli zbudowane specjalnie na tę okazję, pojazdy przedstawiające postaci, wehikuły, miejsca i wszystko, na co tylko pozwoli wyobraźnia. Na ich platformach tańczą specjalnie przebrani, stanowiący nijako jedność z konstrukcją tancerze. Sędziowie oceniają wehikuły pod kątem adekwatności do tematyki, pomysłowości, wykorzystanych materiałów, strojów tancerzy i dekoracji. Taniec, kostiumy, wszelkie odgrywane przez aktorów scenki, które mają swoje miejsce na pojazdach, oceniane są właśnie w kategorii alegorie. Często na specjalnym miejscu pojazdu eksponuje się tancerkę. Niejednokrotnie miejsce to zajmuje sławna osoba, znana ze świata przemysłu rozrywkowego. W jednej z takich „loż” w tegorocznym karnawale tańczyła m.in. znana modelka Giselle Bündchen. Oficjalnie, obecność celebrytów nie ma wpływu na ocenę, niemniej jednak, w Brazylii, w której życie ludzi z okładek kolorowych pism rozpala wyobraźnie mas, fakt występu znanej osobistości jest dyskutowany długo i namiętnie. Pozwala to wybić się szkole i wywrzeć presję na jurorów.

Tuż za okrętem widmo, w płynnej sambie, po Sapucai, dostojnie tańczą Baihanas. Każda szkoła tworzy tego rodzaju ale. Defilują w niej członkinie szkoły, które cieszą się już podeszłym wiekiem. Nazwa ali źródło swe bierze ze strojów tancerek. Noszą one bowiem tradycyjne stroje znane ze stanu Baiha, a szczególnie, z jego stolicy Salvador. W dzisiejszej paradzie, te krępe murzynki wirują w przebogato zdobionych, mieniących się wszystkimi odcieniami błękitu, z elementami kanarkowego żółtego znanego z narodowej flagi Brazylii. Ich głowy zaś, wieńczą błękitno- białe korony skonstruowane z piór, stroje Baihanas pozostają wierne barwom szkoły. Ich taniec różni się od wszechobecnej tutaj samby. Jest znacznie bardziej konserwatywny, wolniejszy i płynniejszy. Bahianas wirują eksponując długie, niezwykle szerokie, przywodzące na myśl dziewiętnasty wiek, suknie.

Baihanas

Baihanas

Pochodzenie i obecność Baihanas w karnawałowej defiladzie datuje się prawdopodobnie jeszcze na czasy, gdy Brazylia była portugalską kolonią. W trakcie święta Matki Boskiej z Rosario oraz obchodzonego szóstego stycznia Dnia Króla, czarne kobiety, ubrane w stroje niemal identyczne, do tych, które dzisiaj możemy obserwować na Sapucai, tworzyły coś w rodzaju kohorty chroniącej święty obraz lub rzeźbę. W latach dwudziestych minionego stulecia, kiedy to rozgrywały się pierwsze konkursy szkół, Baihanas zostały włączone do parad ze względów religijnych. Obecność kobiet, tradycyjnie silnie zakorzenionych w spirytystycznych wierzeniach Brazylijczyków, miała sprowadzić błogosławieństwo boskie na szkołę. Wkrótce, ta specyficzna ala, stała się elementem obowiązkowym w każdym występie. Z czasem ich rola stawała się coraz ważniejsze. Reżyserzy spektakli, zwani tu, w Brazyli Carnavalesco, zaczęli brać pod uwagę zdanie Baihanas, podczas wyboru tematu oraz utworu parady. Stały się one już nie tylko symbolem tradycji, ale i mądrości. Ich obecność to hołd składany w trakcie karnawału historii tego święta, które  tak silnie zrosło się z krajem.

dobre2Historia brazylijskiego karnawału rozpoczyna się w Portugalii. Jego praprzodkiem jest Entrudo, zwyczaj który w XVII wieku przyciągnęli portugalscy podróżnicy polegający na przebieraniu się w kostiumy i oblewaniu wodą w celu oczyszczenia ciała.

W Brazylii jednak, karnawał szybko zaczął ewoluować. Do tradycyjnego przebierania się dołączył taniec. W ostatnie dni przed postem, rok rocznie, coraz więcej osób wylegało na ulice aby wspólnie tańczyć. W XIX wieku pojawiły się po raz pierwszy tzw. bloki, czyli w miarę zorganizowane grupy, które w rytm jednej samby maszerują tańcząc ulicami miast. Najszybciej ewolucja ta przebiegała w Rio de Janeiro i to właśnie w tym mieście na początku XX wieku, karnawał urósł do rangi święta, które gromadzi na ulicach niemal wszystkich mieszkańców.

Wtedy też, na początku zeszłego stulecia zaczął się proces tworzenia współcześnie znanych szkół samby. Pierwsza z nich nazywała się deja hablar i została założona przez znanego wówczas sambistę carioca Ismaela Silva, kilka lat później szkoła zmieniła nazwę na Estacio de sa, a wraz z nią zmienił się karnawał w Rio. Taniec na ulicach Copacabany i Ipanemy pod sztandarami szkoły był powodem do dumy. Dlatego tez wkrótce mieszkańcy dzielnic zaczęli się organizować i zakładać nowe szkoły. Tak narodziła się liga, mająca wyłonić najpiękniejszą i najżywszą szkołę, znana dzisiaj jako Liga Independiente das Escolas de Samba de Rio de Janeiro. Pierwszym, odnotowanym oficjalnie, zwycięzcą w 1932 roku była Mangueira.

Tymczasem na północnym wschodzie kraju zachowywano tradycyjna formę spontanicznych karnawałów ulicznych. Do dzisiaj w Recife, Olinda, czy Salvadorze tańczy się w rytm frevo i maracatu.

W 1984 roku, w Rio de Janeiro ukończono budowę zaprojektowanego przez Oscara Niemeyera, Sambodromu. Czterystu metrowy odcinek szosy znanej wcześniej jako Sapucai, w pobliżu głównej arterii miasta av. Presidente Getulio Vargas, która do tej porydobre3 była sceną dorocznej rywalizacji szkół, pozwolił nie tylko dziewięćdziesięciu tysiącom widzów podziwianie całej parady z wysokości kilkunastometrowych trybun, uczynił również karnawał dostępnym globalnie. Na stadionie, w dogodnych miejscach, poczęto montować kamery, które umożliwiły transmisje telewizyjne. Te szybko sprawiły, że kolorowe święto zyskało na popularności poza granicami Brazylii. W latach osiemdziesiątych, paradujące w defiladach Brazylijki często obywały się bez jakichkolwiek kostiumów. Dlatego też, w Europie i purytańskich Stanach, wydarzenie urosło do rangi rozpustnej, seksualnej fiesty. Stareotyp, którym obrosła defilada szkół nie maił niemal nic wspólnego z rzeczywistością, niemniej sprawił, iż rozwój brazylijskiej turystyki nabrał niezwykłego impetu. Nagie mulatki rozpalały wyobraźnię milionów mężczyzn na całym świecie. Szczęśliwcy, którzy docierali do Rio na czas karnawału zaś, obiecywali sobie niezwykłe przygody. Tak narodził się zarówno problem, jak i kura znosząca złote jajka.

Dzisiaj, w dobie walki z seksturyzmem, karnawał uległ zmianie. Obserwatorzy uznali, że tegoroczna parada była najbardziej „ubraną” od wielu lat, bodajże tylko jedna tancerka ze szkoły Vila Isabel, wystąpiła niemal nago. Brazylijczycy, dla których jest to święto radości, starają się zmienić fałszywy obraz wydarzenia. Jakkolwiek, obecnie widziany jest w globalnym wymiarze karnawał, pewne jest, że urósł on do rangi wydarzenia o skali światowej. Pojawiają się na nim największe gwiazdy mediów brazylijskich i zagranicznych. W 2011 roku na VIPowskich trybunach zsiedli m.in. Pamela Andersson, Jude Law, Larissa Riquelme i cała śmietanka życia towarzyskiego Brazylii. Marzą o uczestnictwie w nim wielcy i maluczcy świata. Obrazki z parady pokazują dzienniki telewizyjne wszystkich niemal państw. Karnawał w Rio stał się marką.

Po Bahianas, w barwach Zjednoczonych z Tijuca, po sambodromie tańczy ala samurajów, znanych z filmu Ostatni Samuraj. Przebogato zdobione stroje zwieńczone wielkimi czerwonymi piórami, falującymi w rytm samby świetnie pasują do oryginalnej choreografii zaprezentowanej przez ale. Białe flagi wzniesione w górę, przez tancerzy, którzy wymijają się szpalerami w przeciwnych kierunkach, robią wrażenie ośnieżonego lasu targanego silnym wiatrem.

Kolejną ale stanowią transformersy. Żółte, podrygujące w rytm muzyki samochodziki otoczyły mały pojazd, na platformie, którego czerwono- czarne postaci raz za razem przeistaczają się z maszyn w ludzi i odwrotnie. Całą konstrukcję wieńczy kilkumetrowa, fioletowa postaćdobre4 robota nie pochodzącego z tego świata.

Kolejny film, który wyświetla nam szkoła z Tijuca dzisiejszej nocy to Stargate. Po Sapucai tańczą postaci przebrane na modłę staroegipską. Bogate zdobienia i biała barwa kostiumów w pierwszej chwili na myśl przywodzą jakby inkaskich władców. Przyglądając się dokładniej, dostrzegamy jednak, nad czołem każdego z tancerzy sokolą głowę egipskiego boga słońca- Ra.

Później, w równych rzędach, po betonowym pasie, maszerują biali szturmowcy, żołnierze Darth Vadera z Gwiezdnych Wojen George Lucasa. Pośród nich biega ich czarny przywódca, który po pewnym czasie dekonspiruje się zdejmując swój sławny płaszcz i hełmofon. Spod klasycznego kostiumu wyłania się mężczyzna przebrany w strój kobiety. Nasze zdziwnie nieco łagodzi brazylijska koleżanka, wyjaśniając, że w trakcie karnawału fakt, że faceci przebierają się w bikini, nie jest aż tak niecodzienny.

Kolejna ala pozostaje w przestrzeni kosmicznej. Po sambodromie powoli przetacza się wielobarwny, przechodzący od ciemnych fioletów, przez czerwienie, pomarańcz, żółty, aż do zieleni najpiękniejszy z pojazdów. Na jego szczycie frunie zmieniający kolory, smok, poniżej, którego znajdują się falujące, złożone z dziesiątek niebieskich, znanych z filmu Avatar postaci, ramiona. Perfekcyjne kostiumy i makijaż w niczym nie odbiegają od oryginału. Ponadto, pomiędzy mieszkańcami Pandory rosną nieznane, fantastyczne rośliny. Ta właśnie fotografie tej alegorii będą zdobić większość okładek jutrzejszych dzienników. Całość pulsuje światłami i bezustannie zmieniającymi się kolorami. Publiczność jest zachwycona, tańczy wraz aktorami z dołu i nawet na chwilę nie odrywa wzroku od niezwykłego przedstawienia.

avatar

Za Avatarem, powracamy na ziemię, lecz wciąż pozostajemy w świecie fantazji. Kilkadziesiąt uciekających kurczaków, poprzedza samotną, prześliczną, doskonale wprost zbudowaną mulatkę, o swojsko brzmiącym imieniu Waleska, z której pleców wyrastają białe, anielskie skrzydła. Jej taniec otwiera paradę ali Capitana Hooka, w której maszerują w rytmicznej sambie postaci znane z bajki Piotruś Pan. W środku powoli toczy się malutki pojazd, z którego platformy wyskakuje zielony krokodyl starający się pożreć, żywego, tytułowego kapitana. Ten jednak, rozparłszy się swymi pirackimi buciorami na szczękach gada, zdaje się nie przejmować czyhającym zagrożeniem.

Teraz tańczą panowie znani z filmu Ghostbusters. W dłoniach dzierżą charakterystyczne odkurzacze służące do chwytania zjaw. Niemniej, brazylijskim twórcom, o szczególnie bogatej wyobraźni, oryginalne kostiumy musiały wydaćavatar2 się nieco nudne. Dlatego też, łowcy duchów ze świata samby wyglądają nieco jak futurystyczne srebrne roboty, z biało- fioletowymi piórami zdobiącymi ich głowy, pośród których umieszczono znany z filmu znak firmowy przekreślonego duszka.

Dalej, w żywiołowej sambie, samotnie po Sapucai tańczy, skąpo odziana, Patricia Shelida, jedna z muz karnawału Unidos de Tijuca. Jej ruchy, minimalistyczny kostium przyozdobiony piórami w barwach brazylijskiej flagi, na kilka chwil silnie przykuwają uwagę, szczególnie męskiej części publiczności.

Gdy już oderwiemy swą uwagę od oddalającej się mulatki, przed naszymi oczyma paraduje ala, zupełnie obłędnie zatopiona we wszystkich kolorach tęczy. Tancerze otaczają pojazd w kształcie pantofelka, w którym w śniezno- białym kostiumie siedzi Priscilla, królowa pustyni. Jako że film traktuje o transwestytach, również, spod czepka naszej głównej bohaterki wyrasta dość masywna twarz, zwieńczona silną szczęką.

Następną alę autor zadedykował filmowi Robin Hood. Niemniej, nudne, staroświeckie, konserwatywne, angielskie realia musiały wyjątkowo nie przypaść do gustu twórcom kostiumów, gdyż te z lewackim rzezimieszkiem z Sherwood, co obrabiał kapitalistów z Nottingham, którzy ciężką, uczciwą pracą dorobili się skromnych majątków, nie mają nic wspólnego. Tancerze odziani w błękitno- złoto- białe szaty przypominają raczej postaci z Opowieści Tysiąca i Jednej Nocy. Ten mały dysonans nie ma jednak większego znaczenia, gdyż większość widowni nie zdaje sobie w ogóle sprawy, że ala została poświęcona drobnemu złodziejaszkowi Robinowi i jego kumplom, m.in. małemu Johnowi (który nie do końca wiadomo, gdzie był mały) i zapijaczonemu braciszkowi, który w opróżnianiu butli, w światowej literaturze następce znajdzie dopiero w Zagłobie.

Nas Montanhas dos Gorilas

Tuż za wesołą, kolorową gromadką, rzekomo z Sherwood, po Sapucai toczy się mała dżungla. Zawieszone na lianach, w powietrzu, pomiędzy drzewami a widownią, śmigają małpy a na czole pojazdu tańczy przyodziana w biały pióropusz i oświetlona złotym światłem królowa lasu. Postać tanerki i jej obecność na sambodromie to zapewne hołd złożony Dian Fossey, amerykańskiej zooolg, która poświęciła swą karierę i w końcu także życie, ochronie goryli. Jej postać została zagrana przez Sigourney Weaver w poruszającym filmie Gorrilas in the Mist. To właśnie ten obraz, reżyser dzisiejszego spektaklu, przeniósł na karnawałową scenę.

Za leśnym wehikułem, po szarym betonie radośnie wirują pstrokate zielono- żółte strachy na wróble. Każdy kostium to mały kukurydziany zagajnik, wśród którego kryje się, nie tak straszna jak w horrorach, postać przyodziana w brązowy, podarty kapelusz.

Adriane Galisteu Rainha da Bateria Unidos da Tijuca

Adriane Galisteu Rainha da Bateria Unidos da Tijuca

Ala dos Passistas to kolejna obok Bahianas ala specjalna. Przepiękne, skompiusieńko odziane w żółte bikini, murzynki, których głowy zdobią żółte, cylindryczne kapelusiki ozdobione, rzecz jasna, żółtymi piórami, tańczą sambę w specyficzny, przypominający nieco stepowanie, sposób. Ala ta zawsze składa się z samych bajecznie zbudowanych przez matkę naturę, ciocię siłownię (połowa sprzętu w brazylijskich siłowniach służy do treningu pośladków i dziewięćdziesiąt dziewięć procent Brazylijek uczęszczających na siłownię przez co najmniej połowę spędzanego tam czasu, z pasją i z cierpieniem, treningowi tych pięknych, krąglutkich mięśni z zapamiętaniem się oddaje) i niekiedy kuzyna sylikon, kobiet, najczęściej mulatek i murzynek. Zawsze są podobnie ubrane, co tradycyjnie cieszy męską część widowni. Występ tej jednej ali, ocenia się oddzielnie i najlepszej przyznaje się specjalne trofeum Jorge Lafond. Tegoroczne pasistas Zjednoczonych z Tijuca nazywają się latarenki na scenie i faktycznie swym ciepłym światłem, krzepią serca i rozpalają wyobraźnię.

Psistas to ogólnie przyjęta w Brazylii nazwa profesjonalnych tancerek i tancerzy samby. O ile, ale karnawałowej parady formowane są z pośród amatorów, ta jedna, składa się wyłącznie z profesjonalistek. Dziewczyny te związane są ze społecznością, z której wywodzi się szkoła samby od bardzo młodych lat. Zaczynają tańczyć w wieku pięciu- sześciu lat. Starsze pasistas wyławiają największe talenty i zaczynają uczyć profesjonalnego tańca, gdy dziewczynki kończą siedem- osiem lat. I w ten sposób, po przez dziecięce parady, które odbywają się w piątkowy, karnawałowy wieczór, dziewczynki, a później kobiety przez całe życie szkolą swe umiejętności, aby w końcu dostąpić zaszczytu występu w ali pasistas swojej szkoły.

Grupa ta ma dość duże znaczenie w życiu szkoły. Mają one zasadnicze znaczenie w gromadzeniu funduszy. Jeżeli szkoła jest kontraktowana, na jakiś specjalny pokaz, czy występ, deleguje się do spełnienia takiego zadania, właśnie pasistas.

Pasista Unidos da Tijuca Monique Rangel Ribeiro

Pasista Unidos da Tijuca Monique Rangel Ribeiro

Większość z nich ma pomiędzy szesnastoma a trzydziestoma pięcioma latami. Przed każdym karnawałem trenują około pięć do sześciu miesięcy, dwa lub trzy razy w tygodniu. Każda taka sesja trwa dwie godziny.Wysiłek fizyczny, któremu są poddawane jest niewyobrażalny. Ich ciała, dzięki temu, nabierają charakterystycznych kształtów.

Następna ala pozostaje w kanarkowym nastroju. Na jej czele, w cielistym kostiumie, sprawiającym wrażenie nagości, przewlekanym srebrnymi elementami bryluje królowa, być może najważniejsza tancerka szkoły, Adriane Galisteu, królowa i muza batería, kobieta, której wierne było serce Ayertona Senny, aż do tragicznego końca, kiedy w 1994 roku nagle przestało bić.

Funkcję tę powierza się najlepszym z najlepszych i najpiękniejszym z pięknych. Królowa jest zazwyczaj również najskąpiej odziana z pośród wszystkich tancerek. Wynika to z faktu, że batería musi być wciąż w gazie, nie może umilknąć ani zwolnić, nawet na moment. Z tego też względu, muza stanowi coś w rodzaju katalizatora energii. Nigdy nie pozostaje w jednym miejscu. Zawsze aktywnie okrąża muzyków i przemyka pomiędzy ich rzędami z ogromną gracją i nie przestając nawet na chwilę tańczyć. To ona przyciąga uwagę widowni i mediów. Jeszcze na długo przed i po zakończeniu karnawału dyskutuje się rolę jaką odegrały królowe podczas parady. Muzy pracują nad swoimi ciałami w sposób katorżniczy. W przeddzień karnawału dziennik O Globo w specjalnym artykule, prześwietlił ich sylwetki. Tekst zatytuowano “Superbohaterki” a główne aktorki ucharakteryzowano w nim, na znane z komiksów postaci superkobiet. Dziewczęta posiadają ciała wyrzeźbione w sposób, którego nie powstydziliby się Herkules do spółki z Achillesem. Nie ma nich kszty tłuszczu, a mięśnie nóg i pośladków przybierają niewiarygodne kształty. Obwód uda, jednej z muz, siostry znanego piłkarza Wagnera Love, przekracza osiemdziesiąt pięć centymetrów i jest o trzy centymetry większy niż brata.  Dziewczyna za pomocą swych nóg potrafi wycisnąć pół tony. Adriane Galisteu, muza bateria Tijuca, występuje dzisiaj zaledwie cztery czy pięć miesięcy po urodzeniu dziecka. Jest szczuplutka a jej ciało jest smukłe i sprężyste. Tuż przed początkiem defilady, w szybkim wywiadzie eksponuje swe wdzięki i przyznaje, że kosztowało ją to morderczą pracę na siłowni.

Tatiana Pagung- bogini karnawału. Rainha de Bateria m.in. Vila Isabel i Mocidade Independente

Tatiana Pagung- bogini karnawału. Rainha de Bateria m.in. Vila Isabel i Mocidade Independente

Królowe to także mistrzynie tańca. Poruszają się z wdziękiem i seksapilem zdolnym oczarować miliony. Budzą pożądanie i swą bezpośredniością, radością, uśmiechem wiodą szkoły ku triumfom. Ich słabsza kondycja oznacza porażkę. Jakakolwiek niedoskonałość tańca lub figury wywołuje skandal. Ich oddanie, pasja i poświęcenie, którą w całej krasie można podziwiać dzisiejszej nocy wywołuje emocje przeradzające się niekiedy w przedziwne euforyczne stany.

One są ikonami sambodromu, samby, seksu, karnawału i w zbiorowej wyobraźni milionów na świecie całego Rio i Brazylii. To prawdziwe królowe naszych czasów- podziwiane, pożądane i nieosiągalne, jak najskrytsze marzenia.

galisteu

A wszystko to dla Batería, czyli najprościej ujmując sekcji perkusyjnej, źródła muzyki, źródła magicznej, brazylijskiej samby, specjalnej ali, złożonej z dwustu, trzystu, a niekiedy nawet czterystu kobiet i mężczyzn wyposażonych w bębenki, tamburynki, werble i bębny. Składa się z co najmniej dwustu osób, zatem  ich zgranie jest kluczową sprawą. Sędziowie specjalnie przyglądają się tej ali. Oceniają rytmikę i zgranie muzyków. Jej występ kwalifikowany jest jako jeden z elementów składowych oceny.

Co roku, baterías starają się zaskoczyć. Ich zgranie jest niezwykle trudne. Musimy pamiętać, że nie mamy tu do czynienia ze zgranym od lat zespołem muzycznym, grającym w salach koncertowych takich jak mediolański Teatro Alla Scalla. To kilkaset, bez przerwy maszerujących tańczących, podskakujących, kochających improwizować i pozbawionych dyrygenta Brazylijczyków. Zatem koordynacja, w tym wypadku, jest kwestią co najmniej ciężką. Niemniej jakimś cudem, w trakcie półtora godzinnej parady batería wygrwa sambę niemal z precyzją szwajcarskiego zegarka, nie zwalniając, nie przyśpieszając, nie milknąc nawet na chwilę. Jak to możliwe? W naszym przekonaniu, które potwierdziła nie raz empiria, to zasługa krwi. A ściślej rzecz ujmując, kanarkowej krwi. Brazylijczyk, czy Brazylijka rodzą się z rytmem, jak murzyn z Bronksu, czy z Harlemu, rodzi się z umiejętnością grania na basie. Płynące nuty, dla ich ciał, to jak przycisk na telewizyjnym pilocie. Uruchamia wrodzoną umiejętność poruszania się w takt melodii. Nie ważne, z jakim typem muzyki mamy do czynienia, ich uszy momentalnie przyswajają rytmikę dźwięków i uruchamiają mięśnie rąk i nóg, wprawiając całą bożą konstrukcję w wysublimowany ruch.

galisteu3Brazylijski poeta Artur da Távola stwierdził kiedyś: od pierwszych oznak życia, jeszcze w łonie matki człowiek istnieje wraz i w rytmie własnych i matczynych uderzeń serca (…) Rytm, bez wątpienia, jest najpierwotniejszym z pośród zmysłowych doświadczeń. Dlatego też, podąża z nami przez całe życie, od niego w sposób fundamentalny zależy nasza witalność. Gdy zamiera rytm, gaśnie życie. Ten cytat świetnie obrazuje stosunek Brazylijczyków i ich pojmowanie rytmiki, jej obecności i roli w codziennym życiu. Oni potrafią muzyką opisywać, a raczej odczuwać świat. W sambie i w karnawale w ogóle, ta analogia jest identyczna. Idąc za tym myśleniem batería definiuje każdą paradę, określa jej naturalny początek, rytm, w którym trwa i zakończenie. Parada szkoły “żyje”, życiem w tym wypadku, jest rytm batería, tak jak dla ludzkiego organizmu jest nim rytm bicia serca. Rytm to pierwotna siła dająca całości energię. Wystarczy znaleźć się na trybunach sambodromu aby poczuć, że w całej kolumnie, to właśnie wokół batería zgromadzona jest największa, niemal metafizyczna siła i energia.

Baterías potrafią z premedytacją, zamilknąć na kilka sekund, aby bez najmniejszej pomocy w postaci znaku, kiwnięcia, czy czegoś organizującego, wznowić melodię samby równocześnie, bez najmniejszego błędu, w koordynacji, której nie powstydziłyby się najlepsze komputery.

Tegoroczna batería Unidos da Tijuca przebrana została za taksówkarzy. Jak zauważyła jedna z komentatorek to taxistas de profissao e sambistas por passiao, czyli kierowcy z zawodu i sambiści z pasji. Kostiumy batería są często bardzo wymyślne. Salgueiro, które w tym roku zaproponowało podobny, co Tijuca temat filmowy, przebrało swą sekcję perkusyjną w mundury specjalnej jednostki policyjnej Rio de Janeiro BOPE. Tym samy oddało hołd, nie tylko walczącym na ulicach favel policjantom, ale też, podkreślono ważność filmu Tropa de Elite w brazylijskiej kinematografii.

Tropa_de_elite

Za batería tańczy ala poświęcona inkwizycji, z małym pojazdem, na którego platformie, wokół drewnianego słupa tańczy, sądzona zapewne za czary, piękna wiedźma w białej sukni. Jakiego filmu to dotyczy? Nie wiemy. Zastanawialiśmy się nad Imieniem Róży lub Monty Phytonem. Niemniej zamysł twórców pozostaje dla nas tajemnicą.

Niemniej mały hit, porusza się w następnej ali. Wielki Hogwarth, zamek, w którym swe nauki pobierał Harry Potter, przejeżdża z pompą po sambodromie. Na jego czele, tańczy, nie pochodząca na pewno, z dziecięcych filmów, apetyczna tancereczka. Dalej jednak, już jest całkiem wiernie pierwowzorowi i do tego całkiem magicznie. W otwartej sali zamku, przy wielkim stole zasiadają uczniowe i nauczyciele, którzy zdają się lewitować w powietrzu, osiem metrów ponad harry potterpoziomem Sapucai, przefruwając w różne miejsca i przechylając stół pod niespodziewanymi kątami. U ich stóp zaś, w rzędach ustawiły się sowy, dostarczające niezwykle ważne z pewnością, listy.

Harry Potter miejsca ustępuje Spielbergowi. Po sambodromie, teraz przechadzają się czerwone, jakoś nie straszne, a raczej sympatyczne tyranozaury rex, zmierzające tu wprost z Parku Jurajskiego. Za dinozaurami, rytmicznie maszerują odziane w barwy szkoły, strachy znane z Koszmaru z Ulicy Wiązów.

Teraz kolej na alegorię. Tutaj kolejne zaskoczenie. Iluzja powraca. Po sambodromie toczy się drewniany domek, a przed nim fragment oceanu. Na małym molo wygrzewa się sympatyczna matronna, której usiłuje zaimponować wysportowany pływak. Skacze wokół niej, gimnastykuje się i widząc bezskuteczność swych działań, postanawia zaprezentować swe umiejętności pływackie. Wskakuje więc do wody i zaczyna przebierać ramionami w nieskazitelnym krawlu. W tym momencie jednak, z pod tafli wody wyłania się ogromny rekin ludojad, który chwyta nieszczęśnika w swe wielkie szczęki i bez pardonu wciąga go pod wodę. Masakra dokonana. Tyle, że po kilku chwilach, zalotnik znowu pojawia się na molo i odgrywa scenkę ponownie. W ten nieszablonowy i budzący podziw sposób oddano hołd znanemu horrorowi pt. Szczęki. Wokół pojazdu tańczą, bawiąc publiczność i uzupełniając scenkę sympatyczne niebieskie rekinki, w rytm samby, rzecz jasna.

szczeki

Za Szczękami, i nowoczesnym karnawałem, podąża tradycja. Śliczna Jackellyne z pięknym uśmiechem na ustach, dzierży dumnie najważniejszą chorągiew szkoły. To jej przypadło, być może, najzaszczytniejsze miejsce w szeregu Zjednoczonych z Tijuca. Jej funkcja to Porta Bandeira, czyli chorążej szkoły. Ona wybierana jest z pośród najlepszych tancerek, niemniej, w tym przypadku liczy się także pochodzenie z konkretnego miejsca. O ile królowa batería, nie musi być nawet z Rio de Janeiro, o tyle Porta da Banderia, to zazwyczaj dzieweczyna ze wzgórza, z faveli, z której wywodzi się szkoła. O ile raihna de batería podlega zasadom transferowym niemal identycznym jak te znane ze świata piłki nożnej, występując w różnych szkołach w przeciągu swej tanecznej kariery, o tyle chorąża to najwierniejsza z wiernych. Ona symbolizuje esencję karnawału i honor jakim jest dla szkoły, wzięcie w nim udziału.

Duma i honor z bycia Porta Bandiera. Veronika z Imperatriz w trakcie próby

Duma i honor z bycia Porta Bandiera. Veronika z Imperatriz w trakcie próby

Porta Bandeira posiada zawsze swego adoratora, zwanego Maestre Sala. Jego zadaniem jest nieustanne jej adorowanie i z definicji jej ochrona. Ich taniec jest niezwykle ważny dla końcowej oceny szkoły. Podobnie jak Comissao da Frente i Batería, ocena ich występu stanowi jedną ze składowych. Sędziowie zwracają uwagę na ich układ chereograficzny, czy jest on związany z tematem samby. Para przez cały czas musi pozostawać w harmonii i poruszać się w sposób skoordynowany i co najważniejsze, lekki. Prezentowana przez Porta Bandeira flaga musi przez cały czas powiewać w rytmicznych i eleganckich ruchach w powietrzu, nie może opaść ani się zwinąć. Flaga nie może nawet dotknąć ciała ani stroju chorążej szkoły. Sędziowie oceniają również wrażenie jakie wywierają na nich stroje pary.

Ubrani są konserwatywnie, ona zawsze w długą, szeroką suknię, która świetnie pasuje do tańca, który różni się zasadniczo od klasycznej samby i przypomina raczej balet, polegający głównie na obrotach, on w charakterystyczny mundurek, który przywdziewają wszyscy panowie pełniący funkcję Maestre Sala. Ich taniec i ubiór mają być dystyngowane, oni reprezentują elegancję. Aby wyobrazić sobie z jakim pietyzmem i dbałością przygotowywany jest występ tej pary, wystarczy wspomnieć, iż kostium chorążej potrafi kosztować nawet czterdzieści tysięcy amerykańskich dolarów.

Porta Bandeira i Maestre Sala Unidos da Tijuca z 2010 roku. Cena kostiumu może sięgać nawet 40 000 US

Porta Bandeira i Maestre Sala Unidos da Tijuca z 2010 roku. Cena kostiumu może sięgać nawet 40 000 US

Kolejny pojazd, znowu imponuje techniką i zachwyca miłośników filmów przygodowych. Na kamiennej platformie ukazuje się mężczyzna w charakterystycznej umorusanej koszuli i kapeluszu. Indiana Jones, bo onim mowa, rozgląda się nerwowo wspina się po drabinach zwieszonych u boków wehikułu. Nagle bucha para i już chwilę później, nasz bohater musi uciekać, bo za jego plecami zwalił się nie wiadomo skąd wielki kamień, który toczy się po równi pochyłej, gotowy zamienić sławnego archeologa w krwawą miazgę. Indi, na całe szczęście znajduje podwieszoną pod kamiennym łukiem, linę, której w ostatnim momencie chwyta i przefruwając kilka metrów w powietrzu unika strasznego losu. Głaz stacza się w czeluście pojazdu i scenka jest zakończono. Jednak tylko na chwilę, gdyż technicy Unidos da Tijuca, za zasłoniętą kurtyną, są w stanie wszystko przygotować tak, aby już po chwili, odtworzyć całą sekwencję, dla kolejnego sektora publiczności.

indiana2

Kolejna ala i pojazd to hołd złożony przez twórców dzisiejszego spektaklu dla brazylijskiego reżysera filmów grozy Ze do Caixao.  Na czele ali defilują czarne trumny o złotych kantach. Tuż za nimi toczy się olbrzymi pojazd na którego szczycie, w towarzystwie tancerek o bajecznej wprost urodzie i bielusieńkich strojach siedzi ta królewska para. Oboje ubrani są na czarno. Ona, tym razem rasy kaukaskiej, w króciutką mini, eksponuje swe wspaniale zbudowane nogi, adoruje mistrza. On, niewzruszony, w czarnym stroju maga, zwieńczonym, obowiązkowym cylindrem, odbiera hołd. To on- największy twórca kina grozy w historii brazylijskiej kinematografii- Ze. Pod nimi, na wielkim ekranie wyświetlane są fragmenty jego filmów. Za nimi zaś, zwiewne zjawy i duchy, zwiewne kreacje wyobraźni mistrza, przepływają przez powietrze.

Za pojazdem króla brazylijskiego kina grozy, ze specjalnie zajmowanego w trakcie parady miejsca, wyprowadzana przez Adriane Galisteu, wychodzi batería. Oznacza to, że defilada, powoli będzie się miała ku końcowi. Za nią, po Sapucai przetacza się jeszcze samochód śpiewaków, którzy po raz kolejny odśpiewują zapadłą już w każdy jeden umysł zgromadzonych tutaj dzisiaj, sambę. Defilada Zjednoczonych z Tijuca kończy się.

Pozornie defilady szkół to spontaniczny, improwizowany marsz. Jest to jednak tylko złudzenie, cały show to starannie wyreżyserowane przedstawienie, którego elementy są skwapliwie oceniane przez sędziów zajmujących loże na przeciwko najlepszych sektorów dla publiczności.

Zatem warto wymienić co się liczy, co powoduje, że jedna szkoła oceniana jest bardzo wysoko, a inna otrzymuje marniutką punktacje.

Poza wymienionymi już powyżej elementami, ocenia się harmonię. Rozumie się przez to korespondencję pomiędzy skomponowaną sambą, a tematem jaki przedstawia szkoła. W tym elemencie ocenia się również jak rytm melodii interpretowany jest przez tańczących i czy batería, czyli sekcja perkusyjna, przez całą defiladę podtrzymuje odpowiednie tempo.

Kolejnym elementem, za który przyznawane są punkty jest zintegrowanie prezentacji. Każda szkoła używa różnych środków przekazu w swoich defiladach, są tam elementy teatralne, czysto wizualne, zawsze taniec i muzyka. Sędziowie mają za zadanie ocenić, jak te wszystkie środki zostały zespolone w jedność, służąc ogólnemu przekazowi.

Niezwykle ważnym komponentem, który może zniszczyć całą prezentację jest koordynacja. Każda szkoła ma limitowany czas na przejście czterystu metrowego sambodromu. Dlatego niezwykle ważne jet, by kolejne ale poruszały się płynnie w kierunku łuku wieńczącego cały pasaż. Wszystko to, rzecz jasna, musi odbywać się w rytm samby wygrywanej przez batería, która przez dłuższą część schowana w zaułku, na koniec także dołącza do defilady. Zwraca się uwagę na przerwy, które powstają pomiędzy kolejnymi alami i pojazdami. Niewyobrażalnym jest by jedna ala wpadła na drugą, co zaowocowałoby pomieszaniem tancerzy. Jednak, sędziowie też nie wymagają niemieckiego porządku. Jeżeli taki zaistnieje, punkty odebrane zostaną za brak spontaniczności i sztampowość. W tym roku, Salgueiro, również poważny pretendent do zwycięstwa zaprzepaścił wszelkie szanse, gdy jego olbrzymi king kong nie zmieścił się w zakręcie, prowadzącym na główną aleję Sapucai. Przepiękna defilada, ukazująca Rio de Janeiro jako plan filmowy, przegrała ze względu na opóźnienie.

Fantazje. Tym terminem w trakcie karnawału określa się przede wszystkim kostiumy, ich kolorystykę, która składa się na ogólny obraz całej defilady, akcesoria, elementy wplecione w stroje tancerzy. Niezwykle ważne jest by korespondowały z tematem prezentowanym przez szkołę i nie krępowały ruchów tancerzy. Mają być wesołe ciekawe,  kolorowe, zaprojektowane z kreatywnością, taniec ma je eksponować, mają nijako współgrać z sambą. W tym przypadku nie ocenia się strojów tancerzy występujących na pojazdach oraz Porta Bandeira i Maestre Sala.

Temat. W tym wypadku ocenia się pomysł z jakim w tym roku defiluje szkoła. Chodzi o pomysłowość i kreatywność koncepcji, którą chce się przedstawić, czy historii, którą się opowiada w trakcie defilady po Sapucai. Sędziowie skupiają się na ogólnym wrażeniu związanym z pomysłem. Niemniej, muszą zwracać tez uwagę, jak temat się rozwija w trakcie defilady i jakie środki zastosowano aby go zobrazować.

Również sam utwór jest oceniany. Jeżeli chodzi o słowa liczy się ich piękno, poetyckość i konstrukcja. Melodia musi z nimi współgrać, zastosować się do ich charakterystyki, znaleźć z nimi interakcję. Przy czym melodia samby, zawsze oceniana jest także pod kątem wierności gatunkowi.

Tak powoli gasły ostatnie nuty tegorocznej samby Zjednoczonych z Tijuca. Ostatnie ale, skręcały przed wielkim łukiem więńczącym sambodrom, opuszczając betonową scenę. Wokół było jednak goręcej aniżeli przed rozpoczęciem defilady. Tłum wprost oszalał. Występ szkoły był fenomenalny. Ludzie zakochali się w przecudownych barwach, pięknym tańcu, sztuczkach iluzjonistycznych, doskonałym wykorzystaniu techniki i porywającej sambie. W tym roku, co prawda Tijuca nie wygrała, choć zdaniem wielu powinna. Trofeum zgarnęła Beja Flor (koliber, dosłownie- całujący kwiat), która swoim temem złożyła hołd ikonie brazylijskiej pop- kultury Roberto Carlosowi (coś jakby połączenie naszego Wodeckiego i Rynkowskiego). Sędziowie znaleźli się w potrzasku, nie mogli wyłonić innego zwycięzcy. Ta nagroda była tak naprawdę docenieniem całej kariery wielkiego muzyka, dlatego szkoła nie mogła zająć drugiego miejsca.

Niemniej, to właśnie, gdzieś około drugiej nad ranem, 6 marca 2011 roku, gdy Unidos da Tijuca kończyła swą defiladę, prawdziwa magia karnawału panowała nad Rio de Janeiro. Wszyscy, którzy tam byliśmy, zapadliśmy w wielobarwny sen, do którego zaprosili nas twórcy tego spektaklu, dzięki któremu zakurzona już nieco, starzejąca się fantazja, znowu odżyła i w rytmie samby, pożeglowała gdzieś w odległe, bajkowe krainy.

Jednak wszystko zaczęło się około miesiąca wcześniej. Jeszcze zanim, samba zakrólowała na ulicach, ludzie wylegli ze swych domów, a kolorowe parady przewaliły się przez Sambodrom, karnawał zaistaniał w mediach wcześniej, w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Siódmego lutego, nad Rio uniosła się czarna, złowieszcza chmura. Ludzie, w bezruchu początkowo, wpatrywali się w niebo nad miastem. W błyskawicznym tempie, od znajomych, z odbiorników telewizyjnych na wystawach sklepowych i tych na bieżąco informujących w metrze, Cariocas dowiedzieli się co się stało. Płonęło miasteczko samby.

Wśród zjawisk, które uległy ogromnej globalizacji, które obrosły, niejednokrotnie zupełnie mijającymi się z rzeczywistością, mitami, które oddziałują na zbiorową wyobraźnię w każdym niemal zakątku niebieskiej planety, znajduje się z pewnością karnawał w Rio. Zastępy ludzi deklarują, że udział w tym święcie, był najważniejszym wydarzeniem w ich życiu. Niejednokrotnie spotykaliśmy się także z opinią, iż stanowi to czyjeś największe marzenie, niekiedy nawet, swego rodzaju ukoronowanie życia.

Nie w tym jednak, sedno sprawy, nie odzierając tych ludzi z marzeń, trzeba pomimo to, wyraźnie zaznaczyć, że nie da się wszystkiego zglobalizowac, uśrednić, udostępnić multinarodowym masom. Gdyż owszem, może Mongoł gnający gdzieś swe stada malutkich koników po stepach Ałtaju, czy kamienistych bezdrożach Gobi stwierdzić, że sylwester w Sydney, wyścig formuły pierwszej w Monte Carlo, zwycięstwo Barcelony w Lidze Mistrzów, czy, właśnie karnawał w Rio są najważniejszym wydarzeniem w jego kalendarzu. Każdy może i każdemu wolno, przeżywać  świat i jego uroki jak, się tylko podoba.

Rzecz w czymś innym, trzeba było być, tego gorącego, siódmego dnia lutego roku dwutysięcznego jedenastego w Rio, żeby na prawdę zrozumieć czym jest karnawał. Obcemu, gringo, jak potocznie się nas nazywa, nigdy nie zostanie dane pojąć, co dzieje się w duszy Brazylijczyka, wyłącznie obserwując defiladę szkół. To właśnie tego, tragicznego, lutowego dnia, gdy ludzie, gdy miasto, siedmio milionowa metropolia stanęła, i to nie na ryk syren przypominających o czymś ważnym, a spontanicznie, zatrzymała się, nie tyle przerażona, co złamana, skryła zapłakane twarze w dłoniach, dane było ogarnąć wyobraźnią, czym jest karnawał, co znaczy, gdzie jest jego początek, skąd się bierze. I jak ogromne ma znacznie i jak mylnie jest ono pojmowane w szerokim świecie.

Dla nich, dla Cariocas, i szerzej dla całej, w gruncie rzeczy, Brazylii, karnawał nie jet wydarzeniem w kalendarzu. Nie jest ani ważny, ani nieznaczący. Karnawał jest częścią brazylijskiej duszy, doznaniem, emocją, świętem zupełnie metafizycznym. Jest radością z tego kim się jest, dokąd się przynależy. Lecz nie świadomym patriotyzmem, racjonalnym. Ten objawia się w trakcie meczów piłkarskich. Trzeba było widzieć ludzi po przegranym ćwierćfinale mistrzostw świata w piłce nożnej, aby zobaczyć głęboki smutek spowodowany załamaniem się nadzei na zwycięstwo i święto narodowe. Wtedy, ich żałowaliśmy, gdyż żywe miasto zgasło, tym razem jednak chciało się płakać wraz z nimi. Tym razem, nie stracono nadziei, tym razem złamano im duszę.

Czarny słup ognia wydobywał się z zabudowań. Płonęły kolorowe kostiumy i wesołe potworki zdobiące barwne pojazdy. Żywioł trawił wszystko co w mozole, przez długie tygodnie, reżyserzy spektaklu wraz ze scenarzystami, chereografami, krawcami, architektami, muzykami i całą armią anonimowych ludzi, którzy poświęcają miesiące swej pracy, wyłącznie dlatego, iż chcą, aby część ich (reprezentowana choćby przez te kilka zszytych ze sobą kolorowych szmatek), przetoczyła się po Sapucai, przygotowywali dla zachwycenia swych widzów. Ogień zamieniał radość i wesołość w smutek i szczerą rozpacz. Godzinami tak trwano przed telewizorami. W ciszy, w milczeniu, obserwowano tę czarną kolumnę, wspinającą się ku błękitowi sklepienia i rozlewającą się leniwie po letnim niebie. Patrzono na bezradność strażaków, nie mogących zwyciężyć w nierównej walce. A później ludzie poszli. Nie jak zawsze, każdy w swoim kierunku, spiesząc się lub nie, jak mrówki, żywiołowo, zazwyczaj z twarzami ozdobionymi lekkim uśmiechem. Tym razem poszli ciężko, miarowo, niczym w takt chopinowskiego marszu żałobnego. Po ulicach nie biegali weseli kanarkowi, znani ze stareotypów, beztroscy Brazylijczycy. Czarne kolumny tłumu stąpały raczej, niż szły, gdzieś w oddal, nie patrząc przed siebie, nie chcąc widzieć niechcianego celu swego ponurego pochodu, którym żegnały najbliższego, najwierniejszego. Żegnali bowiem część siebie.

Miesiąc później, wszystko skończyło się szczęśliwie. Pożar, pomimo iż niezwykle niszczycielski, nie zdołał zaważyć tak mocno na widowisku. Szkoły, które najbardziej ucierpiały nie były oceniane, występowały poza konkursem, bądź traktowane były niezwykle łagodnie. Ale, maszerujące bez kostiumów, w białych koszulkach przypominały o smutnym wydarzeniu i jeszcze bardziej akcentowały rozmiar tytanicznej pracy jaką wykonano, w tak krótkim czasie dla przygotowania parady. Bajkowy świat szkoły Portela, która ucierpiała, chyba najbardziej w trakcie pożaru, zachwycił publiczność. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia, podziwiając fantastyczne konstrukcje, które na sambodrom nadjechały chyba, wprost z krain, gdzie świat tworzy się za pomocą kredek. Tylko niektórzy, wyglądali wciąż na nieobecnych, jakby oczyma wyobraźni obserwując jak te śliczne, urocze, kolorowe stworki, pochodzące gdzieś z odległych rubieży dziecięcej fantazji giną, żarte pomarańczowymi jęzorami niepowstrzymanego żywiołu, brutalnego ognia.

Wszystko skończyło się dobrze, ale trzeba było być siódmego lutego w Rio de Janeiro, żeby zrozumieć, że karnawału w Brazylii nie da się zglobalizować. Ci ludzie płakali, bo tracili siebie, coś co jest wyłącznie ich i zarazem w nich, immanentną częścią świadomości, duszy Brazylijczyka, nikogo innego. Być może, nie przypadkowo części karnawałowych dekoracji nazywane są fantazjami i alegoriami. Alegoriami, gdyż karnawał to nie tylko defilada, taniec, spektakl, to coś znacznie więcej. Za pomocą karnawału, opowiada się czym dzisiaj jest Brazylia, o czym myśli, o czym marzy. To, ta nieznana ludom europejskim radość bycia, lekkość, czasem może nawet beztroskość bytu, która pozwala na oderwanie się od świata materialnego. To właśnie, w te letnie dni widzimy całą Brazylię i zarazem każdego Brazylijczyka oddzielnie, dokładnie takimi jakimi są. Fantazje? Gdyby genialny psycholog, a zarazem artysta był w stanie, czy to na płutnie, czy za pomocą kamery, przedstawić, czym jest brazylijska, zbiorowa fantazja, brazylijski sen, jakich nabiera kształtów i barw, to niestety stworzyłby coś wtórnego. Obraz ten bowiem już powstał, i odtwarzany jest rok rocznie na tym czterystu metrowym, szarym betonowym, tak silnie oświetlonym halogenami, skrawku Rio de Janeiro, miasta na które ze szczytu skały Corcovado spogląda Chrystus Zbawiciel.

Tagi: , , , , , , , , ,

1 Comment

  • Admin napisał(a):

    Poprawione literówki i ortografia, wciąż borykamy się z problemem zdjęć.

    PiK

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.