Brytolnia

Posted by Admin on Kwi 28, 2011 in Kategoria główna |
Z uwagi na obecnosc drastycznych zdjec, tekst przeznaczony jest wylacznie dla pelnoletnich czytelnikow!

W Boliwii trzy jezyki maja status oficjalnego. Naleza do nich keczua, ajmara i rzecz jasna hiszpanski. Ten ostatni jest szeroko spopularyzowany, niemniej jednak nierzadko zdarza sie uslyszec rozmowe w jezyku, ktorego ani odrobine nie rozumiem, nie podobnym do zadnego europejskiego, ktorym wladaja ludzie o twarzach ciezkich do opisania…, powiedzmy poprostu indianskich.

Jednak na ulicach (w dzunglach, gorach i na pustyniach takze) Boliwii, po hiszpanskim, wcale nie egzotyczne jezyki sa dominujacymi. Wszechobecny jest tu angielski, a w zasadzie jego brytolska charakterystyczna odmiana akcentu ludzi wywodzacych sie z dawnej klasy robotniczej. Wewnatrz brytolskiego mozemy rozpoznac dwa dialekty. Pierwszy to jezyk ludzi bardzo brzydkich z Londynu, drugi zas to odmiana srodkowo brytolska z zaglebii przemyslowych takich jak Liverpool czy Manchester. Co charakterystyczne “te” Brytole sa jeszcze brzydsi, a ich belkot tylko szpeci urok kolonialnych boliwijskich miast (jak chociazby Sucre).

Co wiecej, robolowaty brytol, ktorego familia dorobila sie dzieki madrym rzadom Pani Malgorzaty Tatcher, czuje sie wprost bosko wyemancypowany. Ogarnia go pusty smiech na mysl o probie nauki wayne-rooney(chocby podstawowych zwrotow) jezyka hiszpanskiego. Nie jestem przekonany co do przyczyny tego stanu. Hipotezy sa dwie. Po pierwsze, moze byc to spowodowane przekonaniem Brytola, iz przeciez na calym Swiecie mowi sie po liverpoolsku, a fakt, iz Ameryka Poludniowa byla kolonizowana przez Hiszpanow i Portugalczykow to dawno i nieprawda. Druga hipoteza opiera sie, w przeciwienstwie do pierwszej, na przyczynie wtornej. Mianowicie, w tym wypadku, zakladam, iz Brytol jest oswiecony i zdaje sobie sprawe, ze w Boliwii mowi sie glownie po hiszpansku, niemniej jednak, majac pelna swiadomosc globalnej sily oddzialywania swej mowy (nawiasem mowiac uzyskana dzieki Amerykanom), zaklada, iz cala potrzebna mu infrastruktura turystyczna posiada juz zdolnosc komunikowania sie z nim w jego ojczystym menczesterskim.

Sam fakt powszechnosci pelzajacego brytolskiego nie jest jeszcze najgorszy. Rzecz jednak w tym, ze Brytole dla miejscowych sa poprostu okrutni. Nie wiem, czy wynika to z premedytacji, czy z braku swiadomosci, czy poprostu z braku posiadania lustra. W kazdym badz razie na ulicach Sucre, Potosi, La Paz szerzy sie brutalny terror rudych, pozbawionych pigmentu, niejednokrotnie piegowatych fizysow znecajacych sie swa powierzchownoscia nad autochtoniczna ludnoscia. Dzieci na widok Brytola zaczynaja wyc, bo placzem tego nazwac nie mozna, na co Brytol w swym wyrafinowaniu siepacza Jej Krolewskiej Mosci, jeszcze sie do owego przerazonego niewiniatka usmiecha, poglaszcze, czy cyknie mu fotke, co by potem na facebooku zamiescic. Dorosli spuszczaja wzrok i zaczynaja zachowywac sie niespokojnie. Niczym psy, czy koty, gdy na nocnym niebie pojawi sie krwawy ksiezyc, tak co niektorzy na widok okraglej rooneyopodobnej mordy zaczynaja wiac badz to wyc niczym wilcy. No, w kazdym badz razie mamy do czynienia z histeria mas i niewatpliwie z sadyzmem. Eh… pisal juz Kurt Vonnegut o rzezni numer piec w kontekscie dziejow ludzkosci, jak widac historia kolem sie toczy. Z ta roznica, ze teraz zamiast Niemiaszkow, nad miejscowymi ludami znecaja sie Brytole.

PD*28216965

A wszystko to dziwi. Bo wszak Brytyjczycy, jak onegdaj to bywalo zeglowali po morzach i oceanach calego blekitnego globu. Mowe angielska i poddanych Jego Krolewskiej Mosci mozna bylo spotkac od Australii przez Hong Kong, Singapur, Indie, Palestyne, Afryke az po wyspy Karaibskie i Ameryke Polnocna. Niewatpliwie swiadczy to o Brytyjczykach korzystnie. Wszak tylko lud wyobrazni nie pozbawiony byl w stanie docierac w tak skrajnie rozne miejsca i do tego jeszcze podbijac i kolonizowac. Tymczasem w niosacym wiele nadzieji wieku XXI dwoch skromnych chlopaczkow z bidnej Britishi sponiewieranej Polszy wedruje po kontynencie Poludniowoamerykanskim i dzieli sie ze swoimi czytelnikami nastepujacymi obserwacjami: w Wenezueli Brytola nie widzieli ani jednego, ni to w Caracas, ni w interiorze, nawet chyba pod Salto Angel, gdzie spotkali sasiadow z za Odry, dziatwe naszej drogiej (szczegolnie naszemu premierowi) Pani Anieli, Wlochow, co to jeszcze dwa miesiace temu obsciskiwali sie z Kaddafim a dzisiaj na leb mu sla baby, jeszcze kilka innych rownie ciekawych i pasjonujacych nacji (hiszpanskie truskawki i przeodwaznych Frenczis) lecz ani jednego Brytola, czy nawet Brytyjczyka, czy Anglika w charakterystycznym kolonialnym uniformie Lawrenca z Arbii zwienczonym dumnym kapeluszem o szerokim rondzie. Nic, ani jednego. Potem na Roraime maszerowalismy z Chilijczykami, Ruskimi i Grekiem, Brtolnii wciaz brak, w Amazonii, to nawet za dawnych dobrych czasow wyspairze niechetnie sie pokazywali, na wybrzezu Nordeste o rudej rasie nawet najstarsi gorale nie slyszeli, kilku, owszem brzydali spotkalismy w Rio, ale jak na skale turystyki tego miasta to wciaz nic. Patagonie zalalali Zydzi, co to podobno jednak Jezusa z Nazaretu nie ukatrupili (skonczy sie jak z II wojna- to nie Niemcy ja zrobili, tylko beznarodowi nazisci, tak Dzizusa nie ubili Zydzi, tylko jakis Zakon Synow Przymierza, Judasz to postac czysto fikcyjna, a co do narodowosci, Kaifasz byl…, no on byl…, nie, nie, on w ogole nie byl, to byl apatryda, bez panstwowiec, rodzice tez, w ogole nie wiadomo skad sie wzial, troche tak jak nie wiadomo skad baskijski w Iberii), nawet w fabryce turystycznej el Calafate jakos Angolczykow sie nie obserwuje. W Santiago de Chile, nie znalezlismy ani jednego (w przeciwienstwie do Amerykanow). Tymczasem, to dlatego, ze wszyscy sie pochowali w Boliwii. Strach stwierdzic, ale to juz Niemcy maja wiecej wyobrazni w podrozowaniu. Ich (choc bez specjalnej przyjemnosci) spotyka sie niemal wszedzie, i to BEZ mundurow, po cywilnemu. Angole zas wszyscy przyjechali do Boliwii.

red_head_child

Albo ten kraj ma gigantyczna reklame na wyspach, albo panuje tam jakas osobliwa moda albo narod ten z wielkiego, podrozniczego stal sie robolski i prozaiczny. Cos w kazdym badz razie sie zmienilo, gdyz jak glosi stara teza, Anglicy Swiat podbili z dwoch przyczyn. Jedna, to osobliwa uroda brytyjskich kobiet, druga, osobliwy smak lokalnej kuchni. Ani z powodu pierwszego, ani drugiego Boliwii raczej podbijac nie warto. Szczegolnie, ze Brytol w czasie lunchu biega nieco spiety po miescie w poszukiwaniu ryby (Boliwia to jedyny obok Paragwaju kraj w Ameryce Poludniowej bez dostepu do morza) i frytek.

Pozdrowienia z Sucre!

PiK

Tagi: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.