Wśród sennych wysp

Posted by Admin on Mar 19, 2010 in Kategoria główna |

IMGP2538Jestem na drewnianej werandzie pięknego starego domku, przede mną kołysany wiatrem, lekko faluje zielony hamak .Odwracam głowę. W czarnej tafli rzeki skrzy się słońce. Gdzieniegdzie zmarszczki na wodzie ciągną sie metrami za białymi łódeczkami. Na niebieskim niebie wędrują leniwie białe obłoki. Skądś słychać muzykę, skądś krzyk papugi. Pod nogami przemyka się rudy kot. Drewniane bujane krzesła zachęcają do odpoczynku.

Czy ja śnię?

Teraz płynę wraz z przyjacielem na łódce. Wokół zielone wyspy wyrastające z czarnej wody. Zaczyna wiać. Najpierw deikatnie, potem coraz mocniej. Z nad horyzontu nadciągają chmury. Coraz większe fale uderzają w burtę rozkołysanego canoe. Nagle nieopodal niebo pęka zwalając się z łoskotem hektolirami wody. Sciana wędruje prosto na mne. Po chwili łódka tańczy na IMGP2784czarnych grzbietach gorącej wody. Nic nie widać, gęsty biały deszcz zamazał horyzont, krajobraz rozmył się gdzieś za mleczną barierą. Drewniane canoe odmawia posłuszeństwa jedynemu wiosłu. Plaża! Nieopodal nas jest plaża- fragment piaszczystej łachy na brzegu jednej z wysepek. Tam przeczekamy. Więc stoję wraz z przyjacielem, wiadra wody wylewają nam się na głowy. Łódź jednak jest bezpieczna, my też, otwieramy piwo.
Gdzieś na niebie, w oddali, pojawia się błękitna nadzieja i tak szybko jak niebo zwaliło nam się na głowy, wiatr rozwiewa kłęby wacianych, wyżętych do cna chmur i przywraca rządy słońca. Woda obiera przeciwny kierunek, w postaci pary powraca w strone nieba. Nad spokojną już, zdawałoby się, szklaną powierzchnią rzeki snuje się mgła odrealniając i już i tak bajkowy krajobraz. Tuż obok naszej łódki szyba nagle pęka w kształcie idealnych kręgów rozchodzących się spokojnie we wszystkich kierunkach. Chwilę później-znowu. Para różowych delfinów krąży nieopodal, rzeźbiąc co chwilę taflę wody wymyślnymi kształtami. Małe fontanny wody wyrzucane przez dwumetrowe zwierzęta pędzące gdzieś w kierunku brzegu tchną surrealizmem.

Śnię

Znowu weranda. Wokół cisza. Leżę na hamaku. Prawa nogaod kolana w dół zwisa poza płachtę i w subtelnych, delikatnych, niemal niewyczówalnych, IMGP2659ruchach wprawia mnie w usypiające kołysanie. Wspomnienie poobiedniego deseru z słodkiego i lekko kwaskowatego Kukuasu, przyjemnie łaskoczącego kubki smakowe, potęguje uczucie błogiej niemocy. Na plaży ktoś buduje łódkę, ale wygląda jakby miał skończyć za rok. Lekki wiatr szeleści wśród liści kilku palm rosnących w ogrodzie, między rzeką a domem. Odpływam w kierunku krainy Morfeusza.

Czy można śnić we śnie?

Drewniany pomost zakończony kilkoma schodkami prowadzącymi do wody wieńczy niedługie molo. Przyklękam i wierzchem dłoni głaszczę delikatnie taflę gorącej rzeki. Po chwili, szaroróżowy nos uosi mą rękę. Najpierw wynurza się długi, półmetrowy, podłużny pysk, następnie kulisty łeb o garbatym czole. Dwa malutkie węglielki spoglądają na mnie wesoło. Delfin otwiera swe długie szczeki ukazując rzędy ostrych, małych zębów gotowych do zmiarzdżenia i przeżucia jakiejś ryby. Niestety, nic nie mam. Poklepuje tylko niesamowite stworzenie po łbie o kształcie pleców Quasimodo, czym najwyraźniej sprawiam mu zawód, bo zamyka swoją paszczę, zwraca wzrok w inną stronę i powoli wraca do wody. Dzsiaj obiad będzie musiał znaleźć sobie sam.

IMGP2407

Kołyszę się w mym hamaku wpatrując się w czerń nocy. W oddali, na horyzoncie swą potęgą popisuje się wilka granatowożólta chmura burzowa. Gorejące wstęgi, niczym wściekłe uderzenia bata smagają bezbronną ziemię. Deszcz srebrzystych iskier rozświetlających przenikliwą ciemność spada na widnokrąg. Błyski swym światłem wynurzają połyskującą, w swym odbiciu niby złośliwie naśladującą niebo, dostojną Rio Negro. I wszystko odbywa się w zupełnej ciszy. Potężny spektakl nie rozbrzmiewa gromami, sykiem wiatru, nawet nie szelestem bryzy, papugi nie krzyczą, żaby zaprzestały rechotu. Wielki koncert Zeusa jest kompletnie niemy. Czy to podziw, czy strach, czy hołd odebrał naturze głos… to bez znaczenia, bo ciasza aż tętni- pustka wypełniana zazwyczaj zwykłym gwarem nocy, szmerem rzeki, bzykiem owadów, pieśnią lasu, zdaje się się potężnieć z każdą chwilą, wypełniając próżną, zastałą, duszną przstrzeń. Cisza doskonała.

Płyniemy łodzią wzdłuż urwistego brzegu. Na zatłoczonej wyspie wszyscy się nie mieszczą. Potężne drzewa spychane przez sprytne palmy, spadają z krawędzi, nachylając się nad wodą niczym dżwigi portowe gotowe odbrać IMGP2703ładunek z nadpływającego statku. Ściana zieleni nie ma luk. Każde, choćby, najdrobniejsze miejsce jest zajęte. Nawet promyk życiodajnego światła słonecznego nie dociera do ziemi. Łódź płynie jakby w fosie średniowiecznej twierdzy, pomalowanej dla żartu na zelono. Docieramy do wyłomu. Woda kilkunastometrową gardziela wdziera się w głąb lądu. Po kilku chwilach, jesteśmy na spokojnym, czarnym, porośniętym przy brzegu trzcinami jeziorze. Nad głowami fruwają czarnobiałe ptaki, papugi dają znać o swej obecności charakterystycznym, wyjątkowo głupawym krzykiem, a dostojne, ogromne drzewa z brzegu, przyglądają się za stoickim spokojem intruzom. Wpływamy w las wąskim potokiem. Gałęzie zaczepiają się o ubrania, drapią , rania i drażnią. Las zdaje się zwalać na nas całą swą wilgotną potęgą. Zasłania niebo, tunel kurczy się, zmurszałe pnie domykają oblężenie od strony dna. Czas na nas… dalej nie damy rady… A może poprostu należałoby się obudzić.

IMGP2725

I znowu weranda. Noc. Wszyscy śpią, tylko pod lampą krąży kilka dziwnych owadów. Nagle, o ścianę z hukiem uderza zielony pocisk. Wstaję niechętnie, aczkolwiek z ciekawością z bujanego krzesła. Kilkucentymetrowe skrzydła rokładają się i unosza owada w kolorze wiosennej trawy w powietrze. Lot jest krótki i kończy się na mojej nogawce. Znacznie większa od dłnimodliszka przystępuje do zabiegów higienicznych. Przednimi nóżkami, zakończonymi, powiedzmy, od łokcia, serią rozczapierzonych ząbków głaszcze swe czułki. Zadowolona z efektu, unosi i wychyla głowę, rzucając długie spojżenie ku górze. Nasz wzrok krzyżuje się i zaskoczony, zbity z pantałyku nie mam pojecia jak się zachować. Zieloniutka modiszka zaś krok po kroku wspina się po nogawce, następnie po koszulce, aby po chwili znaleźć się już na moim barku. Zatrzymuje sie i przygląda się mojej twarzy. W zasadzie to mam wrażenie, że jej piwne oczy bacznie obserwują kolejno nos, uszy, usta, aż w końcu, zatrzymuja się dłużej na prawym oku. Zaczyna wymachiwać niezrozumiale przednimi łapkami i zniecierpliwiona brakiem reakcji, w końcu odlatuje w czarna noc… Idę spać.

Nie śniłem ja, nie śniliśmy obaj. Wszystko wydarzyło się w Novo Airão. Sto pięćdziesiąt kilometrów od Manaus, w górę Rio Negro. Miasteczko z IMGP2644pietnastoma tysiącami mieszkańców leży nad rzeką, gdzie drugi brzeg oddlaony jest o czterdzieści kilometrów. Na czarnych wodach znajduje się największy na świecie archipelag na słodkich wodach.

Z domu położonego tuż nad brzegiem roztacza się widok każący wątpić w realność tego miejsca.

Pewnego razu, pewien mężczyzna przyjechał do Novo Airão odwiedzić brata. Kołysząc się na drewnianym krześle, urzeczony widokiem, stwierdził, że tutaj mógłby nawet umrzeć. Wkrótce wszyscy poszli spać. Mężczyzna zasnął na zawsze.

P i K

Tagi: , , , , , ,

8 komentarzy

  • Tasss napisał(a):

    wy to chłopaki macie życie 🙂 nic tylko leżeć na hamaku i moczyć jajka w koniaku.

    !hasta

  • novo airão napisał(a):

    Nie Kukuasu tylko Cupuaçu i jakos nic nie bylo o komarach ktore przerywaly sen

  • Admin napisał(a):

    Ok…, co do nazewnictwa obiecuje poprawe… Chyba i tak pierwszy raz sie odwazylem uzyc jakiejs nazwy wlasnej 🙂
    Co do komarow, to sa one juz dalekim, niestotnym wspomnieniem…, poza tym zepsulyby koncepcje.

  • Admin napisał(a):

    Odpowiedz dla Tassa:
    ba!

  • Konar napisał(a):

    widzę że nie próżnujecie na tej wyprawie! strasznie zarobieni jesteście, chyba trzeba przyjechać i Wam pomóc 🙂

  • Admin napisał(a):

    Przydalby sie ktos do noszenia plecaka. Zglaszasz sie?

  • Konar napisał(a):

    no nie ma sprawy! ale gwarantujecie jedzienie, zakwaterowanie i stałą pensję?? 🙂

  • Admin napisał(a):

    pensja!? Stary! Sam fakt, ze mozesz nosic NASZE plecaki powinien byc wystarczajaca motywacja, zeby zostawic wszystko i rzucic sie wplaw przez atlantyk. jezeli zas chodzi o zakwaterowanie, to owszem gwarantujemy, pod jednym wszakze warunkiem, ze wezmiesz sobie namiot. my w naszej trojce cenimy sobie przestrzen. szama we wlasnym zakresie. mozemy conajwyzej odpalic kawalek miejsca nad ogniskiem.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.