A czas plynie

Posted by Admin on Sie 31, 2010 in Kategoria główna |

21 lipca 2010 minelo pol roku od kiedy opuscilismy nasz piekny kraj, gdzie schabowe i ziemniaki sa jedzone a ludzie o pszenno- kartoflanych twarzach spia na czarnym zlocie zwanym weglem.

Nasza niebieska planeta pokonala polowe swej orbity, a w tym czasie Ojczyzna nasza oszczedzana nie byla. Nie darowala jej ani historia, ani nawet matka natura. Choc nawiasem mowiac, uwazamy, ze z tymi strasznymi upalami to przesadzacie.

Nikomu jednak w Polsce tlumaczyc co sie wydarzylo przez te pol roku nie trzeba, wiec skupimy sie na wydarzeniach po drugiej stronie globu, w Ameryce Poludniowej, gdzie nam przyszlo te szesc miesiecy spedzic.

I choc, to nie czas podsumowan, bo droga przed nami wciaz dluga, pokusilismy sie o male zreasumowanie tego co do tej pory zostawilismy za plecami. A zostawilismy ok. dziesiec tysiecy siedemset km, co pozwoliloby na dotarcie z Warszawy do Przyladka Dobrej Nadziei lub niemal do australijskiego Darwin. Bylismy w trzech krajach- Wenezueli, Brazyli (opuszczanej z wielkim smutkiem) i w Paragwaju- podrozujac tymczasem juz po Argentynie wzdluz wielkiej i pieknej rzeki Parana w kierunku stolicy prowincji Misiones- Posadas.

Na dluzej przyszlo zatrzymac sie nam w stolicy Wenezueli Caracas; wspominanym bez sentymentu Puerto la Cruz; wspominanym z niesmakiem San Felix; w stworzonej na desce kreslarskiej Boa Visa, w ktorej to witalismy sie z Brazylia; w Manaus- eklektycznej stolicy Amazoni; w malowniczo polozonym nad krolowa rzek Santarem; w targowym Belem; w niewyraznej Fortalezie; w budzacym sie noca Natal; w zyjacym chwila kurorcie, jakim jest Canoa Quebrada; w pieknym, historycznym Recife; w zachwycajacym Salvadorze, gdzie zdawalo sie nam, ze znalezlismy sie w innym (byc moze jakims afrykanskim) panstwie; w wartym setek ksiazek i tysiecy opowiesci, zapierajacym dech w piersi Rio de Janeiro; i w koncu w krolestwie straganow- paragwajskim Ciudad del Este.

Odbylismy kilka wedrowek, z posrod ktorych najlepiej wspominamy chyba te podjeta w kierunku Salto Angel. Nie zapominamy jednak o wspinaczce na Roraime i wedrowce wzdluz Costa Verde w stanie Rio de Janeiro w poszukiwaniu malowniczych, dzikich plaz otocznych zielonym oceanem selvy atlantyckiej od strony ladu i blekitem (niekiedy nawet turkusem) poludniowego Atlantyku.

Poznalismy zastepy nowych ludzi. Osob diametralnie od siebie roznych, zarowno pod wzgledem charakterow, historii, miejsc w ktorych mieszkaja, podejscia do swiata, zadowolonych z zycia, niezadowolonych, madrych, glupich, pieknych, brzydkich, smiesznych, interesujacych, nudnych, slowem przeroznych. Nie czas i miejsce by wymieniac kogokolwiek z nazwiska. Jedno jednak nalezy napisac, ze bez pomocy ludzi, ktorzy w ogole jeszcze moment temu nas nieznali ta podroz nie mialaby szans powodzenia. Ciezko mi juz nawet policzyc w ilu mieszkaniach i domach mieszkalismy. Trzeba przyznac, ze goscinnosc na tym kontynencie rozni sie zasadniczo od tej, ktora znamy z rodzinnych stron i chyba nawet szerzej, z rodzimego starego kontynentu.

Czas plynie, a na blogu flauta. W zasadzie od Recife nie zamiescilismy zadnego dluzszego wpisu, w ktorym bysmy cos opowiedzieli o konkretnym miejscu. Z samych wpisow zas moznaby odniesc werazenie, ze wciaz dekujemy sie w Rio. Ostatnimi czasy najlepszym swiadectwem naszej podrozy staly sie wyciagi bankowe, na ktorych czarno na bialym widoczne jest gdzie trwonimy pieniadze.

Zatem kilka slow o kazdym z miejsc, o ktore zdarzylo nam sie zaczepic. Poki co nie zapowiada sie powstanie serii kolejnych tekstow o Salvadorze, Rio de Janeiro, Costa Verde, Ciudad del Este czy Posadas (a takie wlasnie sa zaleglosci) wiec postaramy sie w kilku przynajmniej slowach napisac cos w tym miejscu.

Zaczac nalezy od Salvadoru, gdyz to wlasnie to miasto odwiedzilismy tuz po opuszczeniu Recife.

Salvador byl pierwsza stolica kolonialnej jeszcze Brazylii. Rozwijal sie na dlugo przed Rio de Janeiro, czy Sao Paulo. Tam Portugalczycy sprowadzali bogactwa i kulture. Miasto bylo centrum handlowo- kulturalnym. Jednak najwieksze salvador21pietno na ksztalcie dzisiaejszego Salvadoru wywarl fakt, iz stolica stanu Bahia stanowila centrum handlu niewolnikami. Z posrod ok. pieciu milionow murzynow przywiezionych do kraju, zasadnicza wiekszosc pozostala w tym miescie. Dlatego tez, wspolczesnie, przybycie do Salvadoru z jakiegokolwiek innego miejsca w Brazylii jest jak podroz do innego panstwa.

Salvador w prezytlaczajacej wiekszosci zamieszkuja murzyni, ktorych przodkowie sprowadzani byli glownie z Angoli. Wyksztalcili oni wlasna kulture, ktorej elementy takie jak jezyk, muzyka, religia, jedzenie, podejscie do zycia i wiele innych elementow, ktore bardzo ciezko uchwycic i ubrac w jedno slowo sa skrajnie rozne od reszty kraju.

Lepiej poslugiwac sie przykladami. Elementem niezwykle charakterystycznym dla Bahianos (jak nazywaja sie mieszkancy stanu) jest uprawianie Capoeiry- swoistej mieszanki, stanu przejsciowego pomiedzy tancem a sztuka walki. Jej korzenie zwiazane sa niedloacznie z murzynskimi niewolnikami. Portugalczycy zabraniali im uprawiania jakichkolwiek sztuk walki, dlatego tez murzyni pod pozorem tanca stworzyli swoj wlasny styl walki nazwany pozniej Capoeira.

Dwom walczacym akompaniuje zawsze maly bebenek nadajacy rytm dynamicznym ruchom. Dwie postcie kraza wokol siebie zadajc ciosy wylacznie uzywajac nog. Ich gama i roznorodnosc jest zdumiewajaca. Plynnosc ruchow, ktore zdaja sie byc nawet problemem dla gimnastyczek wprowadza czlowieka w stan osobliwej hipnozy, w tarkcie ktorej sledzi sie kazdy centymetr orbit, po ktorych poruszaja sie stopy tanczacych.

Oficjalnie dominujaca religia w Bahii jest katolicyzm, w rzeczywistosci jednak, murzyni zaakceptowali te religie wylacznie pod przymusem. Dlatego kazdemu swietemu znnanemu w kulturze chrzescijanskiej w Salvadorze odpowiada postac z ich wlasnej religii Candomble. Jest ona zreszta praktykowana calkiem otwarcie. Kilku (niekiedy kilkunasto) godzinne obrzedy sa dla ludzi zachodu zupelnie niezroumiale. Znarkotyzowani uczestnicy pograzaja sie w glebokich stanach hiponozy, ze swiatyn dobiegaja niezrozumiale dzwieki krzykow i jekow.  Wszystko to zwiazane jest z faktem glebokiego spirytualizmu tej religii. Czczonych jest okolo piecdziesieciu bostw, ktore podczas obrzedow i rytualow maja wcielac sie w ciala kaplanow.

Niestety biali przybysze moga uczestniczyc w przygotowanym wylacznie dla turystow trwajacym dwie godziny pokazie Candoble. Ma to jednak niewiele wspolnego z prawdziwym obrzedem, ktorego zasada jest spirytualizm. Dlatego tez to co mozliwe jest dla poznania dla Europejczyka to tylko elementy ceremonii, ktore akurat znaczenie maja najmniejsze.

salvador13

Bahianos maja tez zupelnie inna mentalnosc. Ich zycie zdaje sie miec jeden zasadniczy cel- niestresowac sie niczym. Towarzyszy temu horacjanskie carpe diem. Para ta daje dosc ciekawe efekty. Atmosfera w miescie nigdy nie przypomina tej znanej z miast cywilizacji judeo- chrzescijanskiej. Tu nikt sie nigdzie nie spieszy, nigdy nie przepracowuje i zamiast zalatwic cokolwiek konkretnego, woli wypic kawe ze znajomymi, odrobine sie przespac, aby nastepnie bawic sie cala noc.

Taki sposob podejscia do zycia ma tez aspekt negatywny, ktory egzemplifikuje sie w gigantycznej biedzie. Poza historycznym centrum oraz odcinkiem wybrzeza, przy ktorym wyroslo kilka kwadr luksusowych apartamentowcow i hoteli, ponad dwumilionowe miasto to jedna gigantyczna favela o zdumiewajacej wprost architekturze. Wystarzy wyobrazic sobie zbudowane z cegly z odzysku na stromym zboczu domki o szerokosci poltora metra, dlugosci dziesieciu metrow i wyokosci trzech kondygnacji stloczone razem sciana w sciane w chaotycznych bariach, ktore nie uznaja granic i wciaz ewoluja bez zadnej kontroli.

Bieda rodzi patologie. Narkotyki i kradzieze sa na porzadku dziennym. Salvador uchodzi za jedno z najniebezpieczniejszych miast Brazylii. Niemniej nalezy dodac, iz nie jest to wylacznie kwestia biedy. To rowniez element, ktorego zrodel mozna szukac w mentalnosci Bahianos. Rzecz w tym, ze ukrasc jest latwiej niz zarobic, a skoro jest to mozliwe, to jaki sens ma wysilek i starania, skoro efekt jest ten sam. Narkotyki zas to rozrywka, ktora przywiezli jeszcze murzyni z Angoli. Ta czarna spolecznosc zawsze sie czyms odurzala, robi to nadal i zapewne zawsze bedzie to robic, lekcewazac wszelkie programy spoleczne.

Dla Europejczyka zycie miasta to istny chaos, ale jezeli przyjzec sie temu nieco uwazniej, mozna w nim znalezc metode. Jest nia latwizna, w ten sposob mozna wytlumaczyc naprawde wiele zjawisk. Choc dla bialych przystosowanie sie do salvador2tutejszego stylu zycia jest raczej po za zasiegiem (chocby ze wzgledu na higiene), o tyle przyzwyczajenie sie jest juz jak najbardziej mozliwe, a to umozliwia lepsze poznanie miasta i jego zycia, ktore bylo, nie bylo jest orginalne, unikalne i niejednokrotnie niezwykle ciekawe.

Warto wspomniec o specyficznej kuchni Salvadoru. Istnieja potrway, ktore jada sie wylacznie w stanie Bahia. Ma ona rzecz jasna bardzo silne wplywy Afrykanskie. Poza owocami morza uzywa sie w niej duzych ilosci olejku palmowego, uzywanego sporadycznie w innych czesciach kraju pieprzu (uprawianego w Bahia), nieznanej praktycznie gdzie indziej w Brazyli kolendry oraz chyba tysiaca rodzajow malych papryczek oraz wyrabianych z nich sosow na podstawie oliwy o gamie pikantnosci dla bialego czlowieka niedostepnej. Pozycje ze srodka skali pikantnosci i jej konca sa w zasadzie nie odroznienia dla kubkow smakowych Europejczyka.

Warto wymienic przynajmniej kilka sposrod charakterystycznych potraw:

* Vatapá – rodzaj gotowanego puree z suszonych i swiezych rakow i kawalkow ryb oraz orzechow nerkowca Nanercz zachodni (Cashew), orzeszkow ziemnych, cebuli, swiezej kolendry, swezego imbiru, oleju palmowego, fasoli i mleka kokosowego. Potrawę serwuje się z rodzajem papki z maki ryzowej i mleka kokosowego, przypawionej pieprzem.

* Moqueca – rodzaj gestej zupy z ryb (de peixe), osmiornicy (de lula) lub suszonych ryb (de bacalhau- dorsz w Brazyli dostepny jest wylacznie w formie zasolonej i suszonej- to jedyny sposob importu tej ryby z Europy. Nasze opowiesci, o swiezych dorszach przywozonych kutrami z morza Baltyckiego wprost do sklepow i smazalni na wybrzezu Baltyku wprawiaja Brazylijczykow w niemy zachwyt, gdyz ci rybe te uwielbiaja.) i mleka kokosowego, oleju palmowego, kolendry, pietruszki, pomidorow, czerwonej papryki, czosnku i cebuli. Do tego podaje się ryz i sos pieprzowy.

* Acarajé – kulki z musu fasolowego i rakow, smazone na glebokim oleju palmowym. W Salvadorze dostepne prawie na kazdym rogu ulicy.

* Sarapatel – swieza krew gotowana z wieprzowa lub barania watroba i sercem oraz pomidorami, papryka i cebula.

* Carurú – raki w kombinacji z ostrym sosem z czerwonej papryki i okry.

* Churrasco – obok Feijoada ulubiona potrawa Brazylijczykow nie tylko z Bahia. Wolowina i inne miesa pieczone na ruszcie. Do tego sos winegret z drobno krojonymi pomidorami i cebulą.

Elementem, nad ktorym pochylic sie z pewnosci nalezy nieco dluzej jest wprost oszalamiajaca architektura starego miasta (zwanego Pelourinho). Przpiekne, odrestaurowane brukowane place otoczone stylowymi kolonialnymi domami, kosciolami i budynkami uzytecznosci publicznej, z ktorych wiele pochodzi jeszcze z XVI wieku, czynia przesiadywanie w knajpkach, przy znakomitej razylijskiej kawie doznaniem od strony estetycznej niezapomnianym i jedynym w swoim rodzaju.

salvador9

Szczegolny charakter zabudowie nadaja tzw azulejos, czyli stworzone z ceramicznej terakoty, bialo- niebieskie mozaiki pokrywajace cale budynki. Wspolczesnie jest ich coraz mniej, gdyz czas nie obchodzi sie zbyt dobrze z delikatnym, glinianym materialem, a dbanie o zabytki w Brazyli nie moze byc porownywane do podejscia europejskiego, niemniej unikatowy charakter Salvadoru zostal zachowany i skaladaja sie na niego miedzy innymi nibiesko- biale fasady domow, ktore przetrwaly po dzis dzien.

Od XVI do XVIII wieku Salvador stanowil po Lizbonie najwazniejsze miasto imperium Portugalskiego. Cale budowle byly przywozone tu, a nastepnie skladane przez niewolnikow. Bogctwo bylo niewyobrazalne. Po dzis dzien mozna namistke tego ogladac w kosciele Sao Francisco, gdzie niemal kazdy element oprocz ciezkiego kilkudziesieciokilogramowego, srebrnego zyrandolu, wykonany zostal ze zlota. Ciemna barwa zoltych odcieni wprost otacza i zalewa czlowieka. Ciekawostke stanowia spogladajace zewszad ze scian postacie malych aniolkow. Ich twarze sa dziwne, nieforemne, niedoskonale, niepasujace do reszty misternie wykonanego wnetrza. Historia zwizana jest z niezadowoleniem ze swej doli czarnych niewolnikow, ktorzy zmuszeni byli do wykonania tych rzezb. W gescie buntu, salvador5stworzyli postaci o twarzach smutnyh, niejednokrotnie wykrzywoinych grymasem bolu,o przerosnietych genitaliach, czy w zaawansowanej ciazy. Ktorys z kolejnych proboszczy Sao Francisco zorientowawszy sie w celowosci czynu, sprowadzil bialych rzezbiarzy, ktorzy przerobili nazbyt „ludzkie” aniolki. Nie byli jednak w stanie nadac im naturalnych ksztaltow. Dlatego tez, po dzis dzien ze scian Sao Francisco strasza zlote figurki dzieci o zdawaloby sie twrzach znieksztalconych przez brutalne choroby.

Gorne, zadbane i robiace kolosalne wrazenie miasto, ktorego najwazniejsza czesc stanowi Pelourinho odziela od dolnego pond siedemdziesieciometrowa, pionowa skarpa. Dwie windy (Plano Inclinado Gonçalves i Elevador Lacerda) zapewniaja szybki transport na dol. Z gory zas rozciaga sie przpiekny widok na zatoke Wszystkich Swietych (i prawie wszystkich grzechow, jak powiada sie w stolicy Bahia), port jachtowy wypelniony dziesiatkami bialych lodeczek unoszacych sie na skrzacej sie od slonca granatowej powierzhni wody, dowodztwo marynarki ulokowane w starym, kolonialnym budynku, Mercado Modelo przed ktorym tlocza sie tlumy sprzedawcow wszelkiej tandety i inne zabudowania dolnego miasta.

salvador14

Kurs windy trwa niezwykle szybko i juz po chwili wychodzi sie na polozona na samym nabrzezu ulice. Po jej przekrozniu dochodzi sie do chyba najciekawszego miejsca w dolnym miescie, czyli Mercado Modelo. Obecnie to dom handlowy wypelniony stoiskami sprzedawcow obrazow lokalnych artystow, wszelki materialow bawelnianyh- recznie tkanych kocow, hamakow, dywanow, etc…, kamieni szlachetnych pochodzacych z polozonej w stanie Bahia Chapada Diamantina, wyrobow z gatunkowego drewna pozyskiwanego z selvy atlantyckiej, instrumentow muzycznych i wielu, wielu innych drobiazgow, ktore w wiekszym, czy mniejszym stopniu kojazyc sie maja z Salvadorem.

Historycznie budynek sluzyl za przechowalnie niewolnikow. Byli oni wyladowywani ze statkow i trzymani w piwnicach Mercado Modelo. Nastepnie na wyzszych kondygnacjach nastepowala wstepna segregacja, pozniej murzyni byli transportiwani na jeden z placow Pelourinho, gdzie odbywal sie targ i sprzedaz detaliczna.

mercado_modelo

Dolne Miasto jest znacznie mniej zadbane anizeli Gorne. Wiele pieknych budykow mocno podupadlo i tylko wyobraznia umozliwia pelne podziwianie kunsztownej architektury. Niemniej wciaz mozna tam znalezc perelki, ktore w kazdym europejskim miesie stanowilyby oiekt pielgrzymek fotograficznych japonskich turystow.

Elementem, ktory niewatpliwie stanowi o Salvadorze i ktory gleboko zapisuje sie w pamieci jest estetyka miasta. W tym wypadku, nie mam jednak na mysli pieknej, kolorowej i przebogatej architektury. W tym miejscu, na koniec tej krotkiej opowiesci o tym pieknym miejscu, ktore niewatpliwie zasluguje na wiele wiecej slow chcialbym powiedziec o Bahianas. Nie wiem, czy istnieje gdzies na Kuli Ziemskiej drugie takie miejsce, gdzie na stosunkowo niewielkiej przestrzeni zyje tak wiele kobiet o oszalamiajacej wprost urodzie. Juz krotki spacer ulicami miasta wprawia najpierw w zdumienia, a nastepnie w stan fascynacji. Kiedy kiedys wspomnimy Salvador, to z pewnoscia, poza tym wszystkim co zostalo tu wspomniane, poza osobistymi przygodami, ktore przezylismy w dawnej stolicy Brazyli, z pewnoscia mysli nasze powracac beda do niebywalej urody mieszkanek Salvadoru. Niezapomniane doswiadczenie.

salvador15

CDN…

PiK

Tagi: , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.

Copyright © 2018 America Latina All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.4.4.1 theme from BuyNowShop.com.